Gdy nie życzyło się „Wesołych Świąt”. Wigilia podczas okupacji
Muzeum Historii Polski (producent);
28/12/2021
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
[00:00][Prowadzący] „1000 lat. Prześwietlenie.” Podcast Muzeum Historii Polski o najważniejszych wydarzeniach w historii Polski. Zaprasza Łukasz Starowieyski.
Ziemniaki jako podstawowa potrawa wigilijna, Pasterka w pierwszy dzień świąt o 06:00 rano, a puste miejsca pozostawione nie tylko dla nieznajomych, ale przede wszystkim dla bliskich, którzy zaginęli, siedzieli w obozach lub zostali zamordowani. Okupacja i święta, trudno to sobie wyobrazić razem, a tak było przez 6 kolejnych lat. Łukasz Starowieyski, zapraszam na kolejny podcast Muzeum Historii Polski „1000 lat. Prześwietlenie.” Jak wyglądały święta w tych koszmarnych czasach? Czy dawało się zachować chociaż małą cząstkę ich atmosfery? Jak Polacy spędzali wigilię? Naszym przewodnikiem po świętach w czasach okupacji jest historyk, pisarz Sebastian Pawlina z Muzeum Historii Polski.
[Gość] Dzień dobry.
[Prowadzący] [01:00] Część I. Święta z iskierką nadziei.
Zacząłbym od takiego cytatu z prymasa Polski, kardynała Augusta Hlonda, który skierował słowo swoje do, do wiernych w ten grudniowy dzień w 39 roku: „Wilia, Polska wilia, ale jakże różna od wilii w inne lata. Wilia ta na pobojowiskach, wśród grobów i gruzów, wilia w obozach, w więzieniach, na wygnaniu u sąsiednich narodów, u sprzymierzeńców. Wilia wydziedziczonych, wilia rodzin bez ogniska domowego w głodzie i strzępach, wilia bez kościoła, bez pasterki, bez kolędy, wilia bez wigilijnego opłatka, bez choinki, bez darów.” Bardzo mocne słowa obrazujące to, co się wydarzyło pod koniec roku 39 w Polsce. Na szczęście nie w stu procentach prawdziwe.
[Gość] Tak, tak na pewno…znaczy prawdziwe w tym sensie, że święta, święta wojenne, święta okupacyjne [02:00] to był czas niezwykle, niezwykle trudny dla, dla Polaków. Niewątpliwie był to czas, w którym można było się zebrać razem, mieć jakąś odskocznię od tej nawet już nie szarości dnia codziennego, ale naprawdę dramatycznych wydarzeń, które, które otaczały ludzi. Ale jednocześnie też czas, w którym trochę nadziei człowiek mógł nabrać, ale też czas, w którym jeszcze bardziej ta… ta wojenna rzeczywistość ludzi, ludzi dopadała. Było to szczególnie widoczne podczas tych pierwszych świąt wojennych, 39 rok, kiedy Polska dosłownie chwilę temu straciła, straciła niepodległość, w zasadzie niemal nie było domu, nie było rodziny wtedy w Polsce, w której ktoś by nie zginął, ktoś nie trafiłby do więzienia, ktoś nie trafiłby na poniewierkę, chociażby po to, żeby udać się do armii polskiej… odbudowującej się we Francji. Więc były to święta niewątpliwie bardzo trudne dla Polaków, te pierwsze wojenne święta. Święta, podczas których trzeba było na nowo zacząć [03:00] budować sobie jakąś tą rzeczywistość, tą którą… przed wojną wszystko ludzie mieli ułożone, przygotowanie, wiadomo było co w jakiej kolejności trzeba zrobić, a teraz nagle się okazuje, że nie można pójść normalnie do sklepu kupić tego, co normalnie potrzebujemy na wigilię, czy to nie wiem, czy, czy ryby, czy nie wiem, czy maku do makowca, tak… to są rzeczy, które trzeba zdobyć, tak? To tak, jak mówimy o PRL-u, że wiele rzeczy się zdobywało, tak tu jeszcze bardziej było do ekstremum pociągnięte podczas wojny.
[Prowadzący] Zanim przejdziemy do tego życia codziennego jeszcze, to powiem dlaczego z iskierką nadziei. Dlatego, że wszyscy jeszcze liczyli, że ta wojna względnie szybko się skończy. Albo bardzo wiele osób liczyło na to.
[Gość] Tak. Niewątpliwie, niewątpliwie 39 rok, powiedzmy początek jeszcze roku 40 to jest czas, kiedy wielu Polaków ma jeszcze nadzieję na to, że ta wojna, straszna, ale ona się szybko skończy, tak? Że to tutaj… spodziewano się, że na wiosnę 40 roku alianci, Francuzi i Brytyjczycy uderzą na Niemcy, razem z nimi wojska polskie odbudowujące się we Francji i że to wszystko jakoś się niedługo skończy. [04:00] że kolejne, kolejne święta będą już obchodzone w wolnej, niepodległej ponownie… ponownie niepodległej Polsce. Więc tej nadziei się bardzo mocno trzymano. Ta nadzieja była takim elementem, który potem podtrzymywał Polaków podczas kolejnych też świąt, ale właśnie w tym 39 roku wydaje się, że ona była najmocniejsza… właśnie dawała ludziom jeszcze taką właśnie siłę do tego, żeby te święta właśnie trudne z tego względu, że wiele osób siadało do kolacji wigilijnej w domu, w którym, w którym, nie było ojca, nie było, nie było syna, tak, nie było matki, bo albo zginęli we wrześniu 39 roku, albo gdzieś wyruszyli, wyruszyli gdzieś na emigrację, żeby, żeby walczyć o tę wolną Polskę, więc ten zwyczaj wigilijny, który my znamy dzisiaj z tym, z tym pozostawieniem wolnego talerzyka dla zbłąkanego wędrowca w 39 roku nabierał zupełnie innego, nowego wymiaru, takiego, którego wiele osób prawdopodobnie jeszcze nie znało. No być może ci, którzy pamiętali I wojnę światową, być może mieli jakieś tutaj, jakieś swoje doświadczenia, które pozwalają im jakoś, jakoś sobie z tym poradzić, [05:00] ale dla wielu młodych osób to były święta, podczas których właśnie ten ojciec czy matka gdzieś tam nagle znikali i trzeba było no te święta spędzić, spędzić bez nich.
[Prowadzący] Pamiętajmy, że od tej wojny pierwszej, która na polskich ziemiach nie odcisnęła się tak głębokim piętnem jak na przykład we Francji, to było jednak ponad 20 lat temu, całe pokolenie wyrosło, dojrzało bez świadomości tej wojny, było… dla nich Polska to była ta, ta Rzeczpospolita, która się odrodziła w 18 roku. Już przejdźmy do tych zwyczajów okupacyjnych, świątecznych, bo przeczytałem takie ładne zdanie, że wojna stworzyła kulturę ersatzu, czyli zastępstwa.
[Gość] Tak.
[Prowadzący] Nie mówmy o ludziach oczywiście, bo tego się nie dało zastąpić, ale, ale to, co na wigilijnym stole to już tak.
[Gość] Tak, zdecydowanie. Tutaj tak jakbyś… właśnie ta okupacyjna rzeczywistość wymusiła na ludziach trochę taką właśnie zdolność, zdolność zastępowania produktów, które przed wojną były absolutnie… bez problemu można było gdzieś tam zdobyć, teraz rzeczywiście trzeba było jakoś nauczyć się [06:00] z tym wszystkim sobie radzić. Więc na przykład no to, co… to, czego bardzo często brakowało na tym stole wigilijnym, co nam się kojarzy w ogóle z wigilią, czyli ryba, tak? Nie był to przed wojną tak jak teraz karp, prawda, no bo karp to jest gdzieś tam jednak jest w większym stopniu powiedzmy wytwór, wytwór PRL-u jako, jako ta tradycja wigilijna, natomiast przed wojną bardzo popularny był szczupak, bardzo popularny był sandacz. Podczas okupacji zdobyć jedną czy drugą rybę, no było w zasadzie niemożliwe, chyba że miało się bardzo duże środki finansowe no… a to jednak umówmy się, większość osób miało podczas wojny jednak problemy z pieniędzmi, więc zastępowano, zastępowano czy tego szczupaka, czy sandacza takimi malutkimi rybkami, stynkami. Około 30 cm długości, akurat sezon połowowy wypada mniej więcej w okolicach grudnia, więc tak jakby idealny moment na to, żeby one się pojawiły, pojawiły na stołach. Ewentualnie robiono też ryby takie zastępcze, które na przykład po prostu na przykład z soi… po prostu soję gotowano i następnie tak ją układano, żeby ona przypominała [07:00] chociaż trochę rybę. Więc tak oszukiwano się troszkę w ten sposób. Na przykład przygotowywanie, przygotowywanie ciast… to też było zastępowanie, na przykład mak zastęp… mak na przykład zastępowano też na przykład właśnie soją, tak, albo, albo na przykład dodawano, dodawano jakieś nie wiem aromatów różnych, które pozwalały przynajmniej troszkę oszukać te zmysły i przekonać człowieka, no że to jednak ma gdzieś tam powiedzmy taki ten, ten, ten taki posmak świąteczny.
[Prowadzący] Cuda wyczyniano też z ziemniaków.
[Gość] Cuda wyczyniano z ziemniaków, ziemniak był absolutnie podstawowym produktem spożywczym okresu, okresu okupacji, ale przede wszystkim ziemniak tutaj miał taką funkcję czysto, czysto pragmatyczną, po prostu zapychał człowieka. Pozwalał się najeść, więc dlatego ziemniaki rzeczywiście królowały na stołach wigilijnych. Bardzo często podawano je razem z cebulą, która też nie miała tutaj pełnić jakiegoś, jakiegoś nie wiem elementu smakowego, ale po prostu miała zapewnić tak niezbędne człowiekowi po prostu witaminy, więc tutaj ten… ten element pragmatyczny gdzieś tam, gdzieś tam przeważał podczas przygotowań tej kolacji wigilijnej. [08:00] Ale tak jak wspominałem, chociażby właśnie tymi aromatami dodawanymi do ciast… składano ze składników absolutnie dla nas dzisiaj w ogóle no gdzieś tam trudnych do wyobrażenia, żeby makowiec robić gdzieś tam nie wiem z soi jakiejś… oszukiwano się troszkę w ten sposób, żeby troszkę sobie te święta wojenne, okupacyjne, smutne, często samotne, żeby jednak troszkę sobie umilić.
[Prowadzący] Bardzo trudno było, kolejny taki zwyczaj zapewnić, czyli zdobyć choinkę. Zofia Nałkowska w swoich dziennikach pisała, że co prawda kupiła na święta choinkę, ale spotkała jakiegoś chłopca, którego na tę choinkę nie było stać, bo te drzewka były dużo, dużo droższe niż przed wojną i oddała, no i spędziła, we trójkę spędzili święta bez tej choinki.
[Gość] Tak, choinki rzeczywiście było trudno zdobyć, to znaczy oczywiście można było kupić choinkę, natomiast choinka była tak jakby już takim produktem luksusowym. Tak jak wspomnieliśmy o momencie, w którym ludzie mają problem, żeby kupić podstawowe produkty spożywcze na stół wigilijny, no to nagle ta choinka stawała się jakimś takim luksusem, na który naprawdę niewiele osób było sobie w stanie pozwolić, [09:00] dlatego bardzo często na przykład te choinki przywożono spoza Warszawy, gdzieś jechano do lasu, tam następnie w lesie gdzieś tam choinkę wycinano, przywożono i ze wspomnień…
[Prowadzący] A to było legalne?
[Gość] Nie do końca było legalne, a przynajmniej trudno powiedzieć czy to było legalne z tego względu, że pojawiają się czasem we wspomnieniach okupacyjnych te historie właśnie, że ktoś przywoził choinkę spoza Warszawy i tutaj był taki dopisek do tego, do tego, do tej opowieści o przywożeniu tej choinki, że trzeba było to robić w taki sposób, żeby Niemcy tego nie zauważyli. No, bo wtedy mogliby zacząć się pytać, a skąd ta choinka, a co i w ogóle. No i bardzo łatwo było w ten sposób po prostu wpaść. No generalnie okupacja był to czas, w którym można było trafić do więzienia czy pod ścianę podczas egzekucji w zasadzie za wszystko. Więc nawet śmiano się, że powyżej, że tak jakby ludzi interesują kary tylko powyżej kary śmierci. Tak więc tutaj ten, ten, ten taki ponury, ponury żart okupacyjny troszkę odnajdywał właśnie, właśnie swój sens w tym, że ta choinka, ta choinka mogła stać się w bardzo łatwy sposób [10:00] powodem nie radości dla rodziny, ale tragedii, bo ten, kto tę choinkę przewoził mógł po prostu zostać złapany przez Niemców, aresztowany, wsadzony do więzienia. To pokazuje jak nasze myślenie dzisiaj o przygotowywaniu świąt wtedy w ogóle nie miało żadnego, żadnego odbicia w tamtej rzeczywistości, tak? Wtedy zupełnie inne wartości grały rolę, chociażby właśnie to, żeby być po prostu razem, tak, więc to bycie razem ono naprawdę, naprawdę miało bardzo duże znaczenie dla ludzi.
[Prowadzący] No do dzisiaj na szczęście ma, więc pod tym względem święta się nie różnią…
[Gość] Tak, pod tym względem tak, natomiast rzeczywiście czas okupacyjny jeszcze bardziej ludzi do siebie przyciągał, mam takie wrażenie. Bardzo często takim właśnie też elementem w tych wspomnieniach okupacyjnych są wspomnienia właśnie, że ludzie w kamienicy po prostu spotykali się w jednym mieszkaniu, z kilku mieszkań tak, że po prostu pobyć razem, bo na przykład rodzina, która mieszkała razem wiedziała, że ma nad sobą sąsiada, który na przykład stracił, nie wiem, żonę, albo sąsiadkę, która straciła męża i siedzi teraz, siedzą teraz samotni przy tym, przy tym stole, więc zapraszano tych ludzi, spędzano, spędzano razem ten czas. Bardzo często było tak, że ci goście zaproszeni [11:00] byli w ogóle spoza, z zupełnie innej kamienicy przychodzili, z zupełnie innej części miasta. A musimy pamiętać też, że czas okupacji to jest czas godziny policyjnej, która w pewnym momencie sprawiała, że człowiek po prostu musiał zamknąć się w mieszkaniu i siedzieć tam do samego rana. Więc bardzo często te kolacje wigilijne przeciągały się absolutnie do samego rana, ludzie po prostu się… no bo nie było możliwości, nie wiem wyjść na przykład sobie o godzinie 23 i wrócić do domu, bo to było zakazane. Więc ludzie siedzieli po prostu w takim, takim domu gościnnym u kogoś do samego rana wtedy na przykład o godzinie 6 rano szli na pasterkę. Pasterki nie było…
[Prowadzący] No właśnie, nie było pasterki z 24 na 25 o północy, no bo była godzina policyjna. Przeniesiono ją na 6 rano.
[Gość] Tak jest. Dlatego, dlatego właśnie ludzie siedzieli do samego rana od… tę kolację przeciągali tak długo, jak tylko mogli, następnie razem szli do kościoła na tę pasterkę i dopiero po pasterce można było wrócić do domu.
[Prowadzący] Tak wyglądały pierwsze święta. Za chwilę będzie druga część, porozmawiamy o tych wigiliach w kolejnych latach. [12:00]
Część II. Być razem.
O ile te święta w 39 roku miały jeszcze taki, taką iskierkę tej nadziei, o której mówiliśmy, to im dalej w las tym tej nadziei było mniej. Oczywiście ona zawsze była, że ta wojna się skończy, ale, ale już takich realnych, że zaraz, za chwilę przyjadą na białych koniach Polacy z Francuzami i tak dalej, no to wiadomo było, że… że tego nie będzie. Ja bym tę część zaczął od takiego trochę wojennego, czarnego, charakterystycznego dla Polaków w czasie okupacji humoru, czyli przerabiania kolęd. Taki jeden sobie cytat wypisałem: „ Dzisiaj w Warszawie, dzisiaj w Warszawie wesoła nowina, 1000 bombowców leci do Berlina.” Trochę, no, Polacy radzili sobie trochę z tą okupacją także w ten sposób.
[Gość] Zdecydowanie kolędy to jest w ogóle coś, co na przykład teraz specjaliści od literatury polskiej zauważają, że kolędy w okresie, w okresie okupacji [13:00] tak jakby zaczęły przeżywać swój renesans. Zaczęto je na nowo, na nowo pisać. Mamy…no tam, Baczyński, Gajcy tworzyli wtedy te kolędy okupacyjne. One były z jednej strony bardzo wesołe takie troszkę, troszkę takie prześmiewcze, z drugiej strony były też te takie bardzo ponure. Zacznijmy może od tych prześmiewczych. Kiedy Warszawa dowiedziała się o tym, że Niemcy aresztowali prezydenta Starzyńskiego, od razu zaczęto śpiewać… to znaczy trudno nazwać to kolędą, bardziej taką jakąś, nie wiem, piosenką świąteczną, która zaczęła wtedy po prostu krążyć po Warszawie: „ Zabraliście Starzyńskiego, Warszawskiego prezydenta, my Hitlera w drugie święta.” W ten sposób starano się troszkę właśnie sobie jakoś oswoić tę… tę okupację. Tak starano się przez ten humor poradzić sobie z tym, co, co ludzi na co dzień na ulicach spotykało. Inna taka… taka piosenka świąteczna, która, która no zyskała pewną popularność w Warszawie, na Mokotowie była szczególnie, szczególnie znana: „ Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi, chwała, zwycięstwo [14:00] przyszło, odchodzi. Czym prędzej się wybierajcie, do piekiełka pospieszajcie Lucyper czeka, Lucyper czeka. W Mokotowie radość wielka, ni prusaka, ni fuhrerka.” Natomiast były też te bardzo ponure, wyrastające trochę z tego, z tego, tego narastającego przeświadczenia o tym, że tak naprawdę ludzi już nic dobrego nie czeka, że ta wojna zakończy się jednak wielką tragedią, że Polska i Polacy po prostu znikną ze świata. Tutaj bardzo, bardzo takim dobrym przykładem jest kolęda „1942 noc wigilijna” napisana przez Tadeusza Gajcego, właśnie w 42 roku, w której w pewnym momencie pojawia się takie zdanie: „ Lulajże w powrozie, lulajże na haku, niech się wyśni obrus biały i błyszcząca jodła.” No tutaj to „lulajże w powrozie, na haku” no to już od razu pokazuje nastrój, który ta kolęda nam buduje. Ta literatura pokazywała te nastroje, które z każdym rokiem były coraz, były coraz trudniejsze. Bo tak jak rzeczywiście mówiliśmy, ta pierwsza okupacyjna wigilia, te pierwsze okupacyjne święta były smutne, no [15:00] bo wiadomo wojna, bo wiele, wiele osób potraciło członków swoich rodzin, ale jednocześnie były pełne nadziei, natomiast każde kolejne święta były tej nadziei w coraz większym stopniu już pozbawione. Doświadczanie łapanek, doświadczanie wywózek do obozów, więzienia, terror niemiecki, który z każdym rokiem przybierał na sile, to sprawiało, że ludzie po prostu mieli w sobie coraz mniej tej nadziei, coraz mniej siły na to, żeby w ogóle myśleć o tym, że może ich jeszcze cokolwiek dobrego spotkać. To było dociągane do takiego ekstremum, że w roku 42, 43, zwłaszcza w 43 zaczęto, zaczęto się… ludzie cieszyli się, że podczas świąt Niemcy nie przeprowadzają żadnych łapanek ani nie przeprowadzają żadnych egzekucji publicznych, no bo gdzieś tam egzekucje na przykład w Warszawie, nie wiem w ruinach getta były przeprowadzane bez, bez świadomości Warszawiaków. Natomiast Ludwik Landau jeden z takich, z takich najbardziej znanych warszawskich kronikarzy okresu wojny, okupacji właśnie pisał, że no tutaj jest taki dobry element, [16:00] to że przez te dwa dni świąteczne Niemcy powstrzymali się od zabijania nas. No to tylko pokazuje w jakich nastrojach te, te święta ludzie spędzali i jak trudne prawdopodobnie byłyby kolejne święta, które musieliby jeszcze spędzać w podobnych warunkach.
[Prowadzący] Jak wyglądała ta wieczerza? Było coraz trudniej też z aprowizacją. To, co mówimy o tej kulturze ersatzu z 39 roku musiało z roku na rok być coraz trudniej, coraz gorzej, bo coraz drożej ta żywność kosztowała, coraz więcej i coraz trudniej ją było zdobyć. I coraz było niebezpieczniej też.
[Gość] Tak, coraz niebezpieczniej, ale też no przede wszystkim jednak postawiłbym nacisk na to, że było coraz drożej. Tutaj w zasadzie już w roku 1940 mamy taką sytuację. 39 rok to jeszcze, tak jakby powiedzmy ta, ta okupacyjna gospodarka nie zdążyła się aż tak bardzo zmienić w stosunku do tego, co było, co było jeszcze przed 1 września 39 roku, natomiast od 40 rzeczywiście już ludzie zaczynają te różne niedobory coraz mocniej odczuwać. [17:00] W zasadzie pensje, pensje… w okresie okupacji w stosunku do tych pensji przedwojennych jakoś specjalnie się nie zmieniały, w sensie nie rosły. Natomiast ceny produktów rosły w sposób absolutnie niespotykany. To była, to była inflacja na poziomie tysiąckrotnie droższych produktów takich jak chleb, mąka, cukier. Masło zdrożało o 800%, mleko 750%, tak? Na takim bardzo niskim poziomie jeżeli chodzi o te wzrosty były ziemniaki, o których wspominaliśmy, tak, ale to cały czas było 400 do 500% drożej niż przed wojną. Czyli to pokazuje, jak niesamowicie trudne było zdobycie w ogóle jakiegokolwiek produktu na ten stół świąteczny.
[Prowadzący] I na stół codzienny.
[Gość] Na stół codzienny tak, ale no podczas świąt człowiek ma taką potrzebę, żeby postawić coś więcej, żeby się jakoś tak…
[Prowadzący] …żeby było jakieś specjalne menu.
[Gość] Tak, tak, specjalne dania. To wszystko jakoś wymaga teraz niemałych nakładów finansowych, a widzimy po tych, po tych wzrostach, jak to wyglądało wtedy. Rok 42, przeciętna pensja urzędnika warszawskiego to [18:00] to było około 250 zł, no maksymalnie można było, że tak powiem, będąc urzędnikiem warszawskim, miejskim zarobić około 800 zł. Tymczasem gęś kosztowała 500 zł. Jak w takich warunkach w jakikolwiek sposób funkcjonować, no było to absolutnie niemożliwe. Przydziały kartkowe…
[Prowadzący] Bez działania w szarej strefie…
[Gość] Bez działania w szarej strefie, bo przecież przydziały kartkowe były na tak niskich poziomach, że w zasadzie też nie było możliwości, żeby w ten sposób, w jakikolwiek sposób zorganizować sobie codzienne wyżywienie, tak? A co dopiero mówić o tym… o tym przygotowaniu tych, tych świąt. Więc tutaj rzeczywiście ten, ten czarny rynek jeszcze bardziej, jeszcze bardziej pokazywał swoją siłę, swoje znaczenie dla, dla mieszkańców miast. Przede wszystkim dla mieszkańców miast, no bo pamiętajmy, że wieś zupełnie inaczej sobie podczas tej okupacji radziła. Na wsi były jednak te możliwości zdobycia tego pożywienia, gdzieś tam były zdecydowanie większe niż w mieście.
[Prowadzący] Każdy miał swój ogródek, podejrzewam, każdy miał swoje kury, jeżeli oczywiście nie zabrali żołnierze przechodzący…
[Gość] Tak.
[Prowadzący] … i zresztą w tych wspomnieniach różnych, przewija się ten [19:00] motyw, że dużo Warszawiaków, ale nie tylko Warszawiaków, mieszkańców miast wyjeżdżało właśnie na wieś i tam nagle dostawało czegoś, czego nie miało w miastach, czyli A - jakiegoś tam względnego spokoju, bezpieczeństwa, B- pewnej dostatności, która polegała na tym, że ten stół, że na tym stole było co położyć. Takie małe… małe radości, które stawały się ogromnymi radościami w sytuacji ciągłego braku.
[Gość] To prawda, to prawda, zdecydowanie, tak jakby to, żeby było co położyć na tym stole było dla ludzi, było dla ludzi bardzo ważne. Miało też taki trochę wymiar trochę takiego oporu wobec, wobec okupanta, który…
[Prowadzący] Nie damy się złamać.
[Gość] Tak jest, nie damy się złamać, pomimo tego, że Niemcy robią wszystko, żeby nam utrudnić codzienne życie, to my jednak podczas tych świąt, no spróbujemy je spędzić jakoś tak, żeby no poczuć się chociaż przez moment odrobinę, odrobinę lepiej. Widać to bardzo dobrze przez działalność różnych takich stowarzyszeń społecznych, które gdzieś tam starały się jakieś konkretne grupy społeczne na przykład no nie wiem, czy zawodowe na przykład aktorzy, literaci organizowali sobie [20:00] swoje jakieś takie właśnie koła zawodowe, które starały się wspomóc tych po prostu członków swoich środowisk w tym, żeby te święta jakoś można było przeżyć w taki sposób no chociaż odrobinę szczęśliwy, tak? Już w 39 roku w Warszawie założono ognisko aktorów polskich, które starało się robić wszystko, co tylko możliwe, żeby przede wszystkim na co dzień wykarmić członków swojego środowiska, tak? Zorganizowano stołówkę, na której za 40 gr można było zjeść sobie obiad. Już, już w ciągu, w ciągu miesiąca zgromadzało tam około 100 osób, które pobierały w ten sposób posiłki. Ale także organizowano święta. Poprzez. poprzez różne organizacje takie jak na przykład, nie wiem, Rada Główna Opiekuńcza czy na przykład Urząd Miejski zdobywano dotacje, zdobywano różne, różne produkty spożywcze chociażby od firm prywatnych. Firma Bracia Pakulscy bardzo znana w Warszawie, przedwojenna, ale także w Warszawie tej, tej, tej, tej okupacyjnej dostarczyła na przykład mąkę, kaszę perłową, cukier, Wedel dostarczył, dostarczył [21:00] kilka, tam kilka worków cukru już podczas pierwszych, podczas pierwszych świąt, dzięki temu można było jakoś zorganizować tę kolację dla tych, dla tych, wigilijną, dla tych aktorów…
[Prowadzący] A były też jakieś inne akcje, nie tylko aktorów? Takie, takie, właśnie takich kolacji charytatywnych?
[Gość] Tak, na przykład, na przykład środowiska literackie w ten sposób też sobie pomagały, tak? Takich różnych akcji, takich różnych środowisk, które w ten sposób sobie pomagają było naprawdę sporo, o wielu z nich już dzisiaj niczego się nie dowiemy ponieważ tak jakby nie zostały, nie pozostały po nich żadne ślady. Ale na przykład też osoby prywatne starały się w ten sposób organizować święta. Halina, Halina Regulska, żona Janusza Regulskiego komendanta Straży Obywatelskiej we wrześniu 39 roku w Warszawie, w czasie okupacji organizowała środowisko profesorów, którzy zostali przesiedleni do Warszawy z Poznania, którzy założyli znany Uniwersytet Ziem Zachodnich. Ona pomagała właśnie trochę się, nabyć jakiegoś takiego elementu codzienności w tym… w tym mieście, którego przecież nie znali, więc organizowała dla nich właśnie [22:00] różne kolacje, organizowała dla nich święta. Te święta, widać to po jej, po jej wspomnieniach, z każdym rokiem były coraz trudniejsze, bo oni sobie po prostu coraz bardziej zdawali sprawę z tego, że sytuacja jest coraz, coraz gorsza. Ich nastroje były coraz… coraz gorsze. Natomiast, no starano się w ten sposób jakoś po prostu być razem, tak? To bycie razem, to jest coś o czym już wspominaliśmy, ale myślę, że to jest element, na który naprawdę warto położyć nacisk, bo wtedy rzeczywiście ludzie z całą mocą rozumieli co to znaczy być razem.
[Prowadzący] Tu postawimy kropkę, jeśli chodzi o drugą część. Za chwilę porozmawiamy o tym jak spędzali święta ci, którzy w tym domu rodzinnym być po prostu nie mogli.
Część III. Święta na poniewierce.
Sporo tych grup różnych można by wymieniać, bo to są… dotyczy to i tych żołnierzy, którzy walczyli na zachodnim froncie, na… poszli na emigrację, ale też [23:00] to są często partyzanci. Niektórzy wracali do domów na święta, wielu spędzało je w lesie. Nie możemy zapomnieć też o tysiącach osób w różnych więzieniach, dziesiątkach tysięcy osób. Tych wątków jest, różnych historii jest, są tysiące oczywiście. Spróbujemy może opowiedzieć o kilku z nich. Ja bym zaczął od takiego cytatu Józefa Czapskiego, we wspomnieniach publikowanych pisze tak: „ Starobielsk, ulica Lwowska, to znaczy długie, wąskie przejście między piętrowymi barakami. W drewnianym, przez nas wybudowanym baraku nr 21 zastawione wąskim stołem pokrytym obrusem malutkie, ukradzione drzewko, każdy ma przed sobą zdobytą tajemniczo przez organizatorów uczty bułkę i kilka cukierków. mamy prawdziwy opłatek i wszystkie baraki huczą i szumią od nieprzerwanie śpiewanych kolęd.” Tak opisywał, właśnie w takim więzieniu tę wigilię Józef Czapski, sławny malarz, ale też i więzień [24:00] właśnie Starobielska.
[Gość] Ten element, ten element właśnie tej takiej, tej takiej kolacji składkowej jest, mam wrażenie, szczególnie, szczególnie widoczny właśnie w tych opowieściach Polaków, którzy no spędzali te święta poza domem, na poniewierce, tak, zarówno właśnie tych żołnierzy na przykład polskich sił zbrojnych gdzieś tam na bliskim wschodzie, czy potem we Włoszech, ale też tych Polaków, którzy no na przykład byli wyrzucani ze swoich domów przez Rosjan i wywożeni daleko na, daleko na wschód. To jest rzeczywiście, rzeczywiście no… te opowieści mają taki szczególny wymiar, bo o ile mówiąc o tych opowieściach okupacyjnych no mamy taki… no mamy tą… przynajmniej tyle dobrego dla tych ludzi było, że oni te święta spędzali w swoim domu, tak, w domu, w którym się wychowali, w którym się czasem urodzili, z którym mieli naprawdę sporo dobrych wspomnień…
[Prowadzący] I z częścią swoich bliskich, nie ze wszystkimi najczęściej ale z częścią...
[Gość] Z częścią swoich bliskich,… tak, czuli się dzięki temu, czuli się dzięki temu… w jakiś tam właśnie sposób może mocniejsi. Natomiast ci wszyscy, [25:00] którzy zostali przez tą wojnę wyrzuceni poza granice kraju, w ich wspomnieniach bardzo często właśnie widać ten element takiego braku, braku tego domu właśnie, że oni mieli to poczucie, że oni są daleko od swoich bliskich, daleko od swojego domu, daleko od miejsc, w których spędzali młodość, z którymi mają mnóstwo dobrych wspomnień. Ale na przykład, jeżeli mówimy o żołnierzach Polskich Sił Zbrojnych, którzy byli czy to na bliskim wschodzie, czy we Włoszech u Andersa, czy nie wiem na przykład żołnierze 1 Dywizji Pancernej, którzy spędzali święta 44 roku na przykład na terenie, na terenie Holandii, tak? Czy wcześniej jeszcze, zanim się rozpoczęła dla nich kampania w Europie, w Szkocji. Oni mieli tę świadomość, że mają o tyle lepiej od swoich, od swoich rodaków w kraju, że oni spędzają to wolni. Nie ma Niemca, który, który na ulicy patroluje i jeżeli wyjdą na ulicę, to od razu ich aresztuje, albo wręcz od razu zastrzeli. Nie ma gestapowców, którzy wejdą im do domu, przerwą kolację wigilijną.[26:00] Ta świadomość, że mogą te święta spędzać, no, w miarę spokojnie była dla nich, była dla nich bardzo ważna. Tej świadomości oczywiście takiego wolnego spędzania tych świąt nie mieli ludzie, którzy właśnie byli wywożeni na wschód, nie mieli także partyzanci, którzy, dla których… dla których te święta zawsze były olbrzymią niewiadomą. Bo tak naprawdę nie wiedzieli czy oni będą te święta spędzali w lesie, gdzieś w jakiejś ziemiance, w jakimś bunkrze, czy po prostu w jakimś namiocie walcząc, walcząc z zimnem, z chłodem. A pamiętajmy, że zimy okupacyjne, no to były naprawdę bardzo ostre zimy. To nie było tak, jak teraz, że śnieg spadł sobie nie wiem…
[Prowadzący] Mróz dochodził do 40 stopni na przykład…
[Gość] Tak jest.
[Prowadzący] …z 39 na 40 rok.
[Gość] Dokładnie, więc tak jakby to spędzenie… tych świąt podczas okupacji w lesie, no to było naprawdę zadanie z gatunku, z gatunku tych takich no wyzwań, wyzwań naprawdę już bardzo ekstremalnych. Tak więc, no wielu partyzantów było… wyjeżdżało na święta do domów, tak? No to pokazuje tak jakby, jaka była [27:00] potrzeba w ogóle, żeby, żeby wrócić do tego domu. Partyzanci to byli bardzo często ludzie, którzy w lesie znaleźli się ponieważ w mieście byli zagrożeni, ponieważ Niemcy ich szukali, więc wiedzieli, że przebywanie dłużej w mieście, może dla nich się po prostu skończyć aresztowaniem, dlatego wyjeżdżali właśnie do partyzantki. A jednak na te święta wracali do domu wiedząc, że, co im może grozić jeżeli zostaną, zostaną przez Niemców złapani.
[Prowadzący] Tęsknota, takie poczucie spędzenia chociaż chwili z bliskimi była silniejsza niż strach przed aresztowaniem czy śmiercią.
[Gość] Tak, absolutnie, zresztą, zresztą, no to jest właśnie tak, że mówiąc o tych, o tych opowieściach świątecznych, świąteczno-wojennych mówimy o różnych nastro… o różnych emocjach, które towarzyszyły ludziom, że z jednej strony była, była nadzieja, z drugiej strony był smutek spowodowany stratą bliskich. Tak samo, mówiąc o żołnierzach na przykład Polskich Sił Zbrojnych, no to tutaj możemy mówić tak, że z jednej strony no owszem, mieli to poczucie, że oni spędzają święta rzeczywiście bezpiecznie, tak że nic im, że nic im specjalnie nie grozi, tak, chociaż wiadomo, [28:00] na froncie to też różnie bywa, więc, więc bywało też tak, że po prostu święta na froncie spędzano, spędzano w walce. Natomiast, natomiast to, czego na przykład brakowało to… właśnie ta obecność tej rodziny, tak jak mówiliśmy i tęsknota za domem, brak rodziny to… to jest właśnie taki element, wydaje się dominujący jednak chyba w ich wspomnieniach. Bardzo by chcieli jednak wrócić do tego domu i bardzo, i bardzo marzyli o tym, żeby kolejne święta to były święta spędzone już w domu, z rodziną w wolnej, niepodległej Polsce. I to jest element, który jest elementem wspólnym dla prasy zarówno tej tajnej, podziemnej w okupowanej Polsce jak i tej prasy, która wychodziła, wychodziła na przykład na zachodzie tam w wojsku polskim, że życzono zawsze tego właśnie, żeby kolejne święta były spędzone już w wolnej Polsce. Ta wolna Polska był… była tym marzeniem, które podtrzymywało ludzi podczas każdych kolejnych świąt. Ale to jest jeszcze, jeżeli mówimy o tych życzeniach, to jest jeszcze jeden taki element, element, który, na poziomie języka, który [29:00] warto sobie, warto sobie uświadomić. Otóż wspominany już Ludwik Landau pisał w swoich… w swojej kronice, że podczas wojny zmieniło się, zmienił się sposób składania życzeń. Już nie życzono sobie „Wesołych Świąt”, wesołe święta to nie pasowało do tej rzeczywistości, która ich otaczała. Życzono sobie świąt spokojnych. Bo ten spokój, to było coś, czego ludziom najbardziej brakowało wtedy, pomijając oczywiście to, że nie było bliskich, że człowiek był zagrożony. Właśnie ten spokój, spokój taki ducha, spokój emocji to było coś, co… czego ludzie bardzo potrzebowali podczas tych świąt.
[Prowadzący] To zresztą wyziera z wielu tych relacji wojennych ze świąt, że, że tak naprawdę wszyscy podkreślali to, że mogli… siedzieli przy stole, rozmawiali i był taki spokój, ciepło. Ciepło tego, tej grupy, która się zgromadziła przy stole w różnych konstelacjach i spokój. To, że właśnie w ten dzień nie muszę się martwić, nie chcę się martwić, odkładam te zmartwienia [30:00]. W ten dzień, ten jedyny dzień po prostu siedzę i chłonę atmosferę, czuję ten, ten, ten moment spokoju. Tak to mniej więcej wyglądało. I ja chciałem jeszcze na koniec opowiedzieć, właściwie przytoczyć cytat tego, jak spędzano na przykład w celach Pawiaka święta, mamy taką relację dziennikarza Sławomira Dunina-Borkowskiego, który spędzał wigilię z wieloma czołowymi przedstawicielami polskiego życia intelektualnego, bo jest niezwykła: „ W celi profesorskiej wygłoszono 24 przemówienia. Tyle, ilu było czuwających. Dziekan rady adwokackiej Leon Nowodworski mówił o wolności sumienia, profesor Edward Loth o wolności słowa, inni o innych wolnościach składających się na wizję powojennej Rzeczpospolitej, gdzieś z daleka świtającą za kratami więzienia w najczarniejsze mroki niewoli, niepewności i tęsknoty.” To jest taka jeszcze jedna historia wigilii, której chyba my nie jesteśmy sobie w ogóle w stanie [31:00] wyobrazić.
[Gość] Tak, absolutnie, wydaje mi się, że… tak jakby opowiadanie o tych, o tych historiach właśnie w okresie świątecznym ma jeszcze to, to znaczenie, że sobie… my nie jesteśmy w stanie sobie uświadomić ile mamy szczęścia dzisiaj tak naprawdę. I jak już mówimy o tym, o tym Pawiaku, to jeszcze… teraz przypominam sobie taką jedną z opowieści, też jednego, jednego z więźniów, tak zwanych więźniów funkcyjnych z Pawiaka, bodajże Leon Wanat opowiadał, który był pisarzem przez długi czas na Pawiaku, że podczas, podczas świąt, to znaczy w ogóle w więzieniu, w więzieniu czas… człowiek zatraca czas, nie ma świadomości tych upływających dni i o tym, że zbliżają się święta bardzo często zdawano sobie sprawę w momencie, w którym zaczęły nagle przychodzić do więzienia paczki żywnościowe, bo Niemcy wtedy po prostu pozwalali na to, żeby te paczki w większej ilości przychodziły niż normalnie, ale także rzecz, rzecz absolutnie niesamowita, coś, co dla tych więźniów było wtedy rzeczywiście takim niesamowitym powodem do radości, że Niemcy otwierali cele, [32:00] pozwalali więźniom się ze sobą kontaktować i śpiewać razem kolędy. I to było coś, co ludzi, którzy na przykład na Pawiaku wtedy właśnie siedzieli, generalnie no mogli spodziewać się wszystkiego, bo na Pawiaku w zasadzie każdego kolejnego dnia mogła zostać zorganizowana wywózka do obozu koncentracyjnego, a tam już nie wiadomo co by człowieka czekało. I ta właśnie ta możliwość pośpiewania tych kolęd wspólnie z ludźmi, z którymi się człowiek ,tak powiem, no złączył w taki, taki dość dziwny sposób, którego no na pewno by nikt nie zakładał, że można było pośpiewać te kolędy, pobyć razem i to sprawiało, że te święta jakoś można było, nawet, nawet spędzone w więzieniu można było jakoś lepiej znieść.
[Prowadzący] I tu zakończymy naszą rozmowę o świętach w tych absolutnie koszmarnych czasach. Świętach, które przynosiły mimo wszystko jakąś nadzieję dla tysięcy ludzi. Moim gościem, przewodnikiem po okupacji, świętach w czasach okupacji był historyk, pisarz Sebastian Pawlina z Muzeum Historii Polski, dziękuję.
[Gość] Dziękuję.
[Prowadzący] I to wszystko w dzisiejszym podcaście „1000 lat. Prześwietlenie.” [33:00] Zapraszam oczywiście na następne, które cyklicznie będą się pojawiały, a także na te, które już, już były, chociażby podcast o Powstaniu Listopadowym.
„1000 lat. Prześwietlenie.” Podcast Muzeum Historii Polski o najważniejszych wydarzeniach w historii Polski. Podcastów „1000 lat. Prześwietlenie.” Wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
/transkrypcja Maciej Fejdasz-Hanczewski 12.12.2022 r.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Gdy nie życzyło się „Wesołych Świąt”. Wigilia podczas okupacji -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
28/12/2021 -
Czas trwania
0h 33min 43sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-14064 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink