Yana Larina - Mediatheque - Polish History Museum in Warsaw SKIP_TO
Visit Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Yana Larina

Larina, Yana (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);

23/09/2025

Transcription

Yana Larina

23 lutego 2022 rok. Wracamy wieczorem z mężem po pracy. Rozmawiamy, myślimy co kupić na kolację. W radiu słuchamy, słyszymy, że już zamknięte zostało lotnisko nasze w Charkowie. No i... Staramy się nie zwracać na to uwagę, bo chyba to tylko środki ostrożności. Myślimy o tym, że to tylko to. W domu czeka na nas nasz maluszek. Maluszek miał w tym czasie już miał 7 lat, ale każda matka zrozumie, że to maluszek.

4:20 rano. Obudziliśmy [się] od wybuchów. Wszystkie okna... Były strącane od wybuchów. Oczywiście od razu chcesz zabrać wszystko. W sensie tego, że o tak, te wszystkie. Nawet ja nie mówię o plecakach albo czymś takim. A po prostu chcesz do tych rąk zabrać wszystko o tak na raz. Dziecko, męża, nie wiem nawet niech to będzie śmieszne, ale plecaki, nawet no coś takiego, że ty chcesz to trzymać albo rozumieć, że ty trzymasz.

No zaczęliśmy jechać i wiecie, to było takie,  taka droga była, że ty nie wiesz dokąd ty dojedziesz, gdzie ty jedziesz w ogóle? Po prostu. Te rzędy tych samochodów. Najtrudniejsze to było... Moment tego, że musimy, musimy się rozstać z naszym, naszym ojcem, z naszym mężem, bo gdzieś w połowie drogi zrozumieliśmy, że nie może on pojechać z nami, bo ta decyzja no była nasza, żeby wyjechać po prostu od razu za granicę. Musimy, bo nasze dziecko musi żyć, może wyżyć. Musieliśmy tak po prostu zrobić i właśnie pojechaliśmy już sami. Przekroczyliśmy granicy i... Jedyne co mogłam znaleźć to po prostu jak dojechać do policji. Byłam pod wielkim wrażeniem tego, że od razu policjanci swoim samochodem przeprowadzili nas do obozu uchodźców i byłam po prostu naprawdę pod wielkim wrażeniem, bo chyba na ten moment było nas tysiące tych Ukraińców albo uchodźców i tak każdemu pomagać, albo nie wiem. Nawet nie powiedzieć, że poczekajcie albo coś takiego. Nie od razu po prostu samochodem nas przeprowadzili w to miejsce, gdzie będzie nam bezpiecznie. Gdzie będziemy mogli odczuwać to, że będziecie tam po prostu mogli jakiś czas poczuć, że jesteście bezpieczni.

Kiedy trafiliśmy do obozu uchodźców od razu wpadają w oczy to, że jak to było wszystko zorganizowane. Psycholodzy, wolontariusze, posiłki, gorąca herbata, gorące napoje, łóżka. Słuchajcie, to było no wielkie, przyjemne wrażenie. Nie wiem, czy można tak powiedzieć, bo od razu wszystko mi kręci... Za jakiś czas... nasze życie, trochę można powiedzieć, że zrozumieliśmy gdzie jesteśmy, że jesteśmy po prostu w innym kraju i musimy tutaj zacząć nasze nowe życie. Przyjechaliśmy do Lubartowa. Otrzymaliśmy taką ja mogę powiedzieć, że otrzymaliśmy pomoc. Tylko, że wiecie, ta pomoc po prostu taka nieoceniona. Nie wiem nawet jak to powiedzieć. To była pomoc urzędników na przykład. Była pomoc Czerwonego Krzyża. Z czasem po prostu to, o czym mówię, że pomoc miasta i tych wszystkich organizacji, którzy starali, starały się pomóc i w ogóle znaleźć jakieś możliwości dla tego, żeby pomagać wtedy uchodźcom. Na przykład kursy językowe. Każdy z nas starał się tego nauczyć i pamiętam, jak my z synem rozmawialiśmy w domu. Staraliśmy "wiesz co, dawaj, będziemy mówić tylko po polsku", żeby tam coś, obklejony gdzieś tam na lodówce, takie karteczki z tymi słówkami, żeby to można było gdzieś tam wyuczyć. Coś tam, czytaliśmy, książkę pamiętam. To takie coś, że... Szukaliśmy pracy.

Mam stałą pracę. Syn chodzi do szkoły. Ma dużo przyjaciół swoich. Jest taki zadowolony. Czasem rozmawiamy i albo słyszę, jak on rozmawia z dziećmi. Na co dzień, rano się budzimy i sprawdzamy wiadomości. Staramy się w miarę możliwości dzwonić na przykład tam do swoich bliskich, bo zostały tam, gdzie każdy się obudził po prostu. I tak się zaczyna dzień. Wstajesz i idziesz do pracy i idziesz w nowy dzień. Taka rzeczywistość nasza. Nowa rzeczywistość.

Data of the object

Description

Relacja Yany Lariny dotyczy wybuchu wojny w Ukrainie w lutym 2022 roku. Autorka opisuje poranek rozpoczęcia działań zbrojnych, decyzję o wyjeździe z dzieckiem, przebieg ewakuacji oraz rozstanie z mężem. Następnie relacjonuje przekroczenie granicy i pierwsze etapy pobytu w Polsce, w tym pobyt w obozie dla uchodźców. W dalszej części mówi o osiedleniu się w Lubartowie, formach otrzymanej pomocy, nauce języka polskiego, poszukiwaniu pracy oraz aktualnej sytuacji rodzinnej.