O księciu Józefie Poniatowskim
Muzeum Historii Polski (producent);
14/12/2022
Copyright classification
Transcription
[00:00] [Prowadzący] Ideał męskiego piękna i ideał rycerza. Kochanek ulubionej siostry Napoleona, do którego sypialni włamywały się arystokratki. Dowódca z fajeczką w zębach prowadzący żołnierzy do szturmów. Hulaka czasów pokoju i spartanin czasów wojny. Wiecznie zadłużony arystokrata na garnuszku stryja i honorowy mąż stanu. Drugiego takiego nie było w całej historii Polski. Dziś opowiemy o księciu Józefie Poniatowskim. Zapraszam, Łukasz Starowieyski.
Playboy, celebryta, bohater. Książę Józef. Nie tylko pomnikowa postać.
Kiedy mijamy go idąc warszawskim Krakowskim Przedmieściem, dumnie patrzy na nas z piedestału pomnika, wzorowanego na posągach wielkich wodzów rzymskich. Przeglądając czy czytając podręczniki, też widzimy go na piedestale historii. Wielki wódz, heros, dla którego honor więcej znaczył niż życie. Uosobienie wierności ojczyźnie, książę niezłomny, który zginął bohaterską śmiercią. Przypatrując się pomnikowi, nie dziwimy się nagim kolanom jeźdźca. Słusznie, to antyczny ubiór. A to i tak nic, w porównaniu do tego, co zobaczyli Warszawiacy na żywo. Czy ktokolwiek umie sobie wyobrazić tego polskiego bohatera narodowego nago, pędzącego ulicami Warszawy? Tak, tak. Nikt tu się nie przejęzyczył… nago. Książę, dla wygrania zakładu dwukrotnie, w stroju Adama, przejeżdżał przez miasto. Raz konno, raz w odkrytym powozie z przyjaciółmi, budząc ogólną sensację, mieszane uczucia mieszkańców, zachwyt i zgorszenie, a także wściekłość króla. Nawiasem mówiąc, gołe kolana księcia z pomnika, stawianego wiele lat później, też wywołały awanturę.
Łukasz Starowieyski, zapraszam na kolejny podcast Muzeum Historii Polski z cyklu „1000 lat. Prześwietlenie”. Dziś historyczny rentgen skierujemy na jedną z najwybitniejszych, ale i najbarwniejszych postaci w całej historii Polski – księcia Józefa Poniatowskiego. Niemal mitycznego herosa i gorącego patriotę, wybitnego wodza, ale też arystokratę z całą paletą występujących w tej sferze wad i zalet. Do tego hulakę, bawidamka oraz, używając dzisiejszego języka – playboya, celebrytę, a nawet influencera. Heroiczna śmierć w nurtach Elstery spowodowała, że przeszedł do legendy i znalazł się w panteonie polskich bohaterów narodowych. Dziś spróbujemy ściągnąć go, choć na chwilę, z cokołu. Był to bowiem nie tylko bohater, ale też człowiek z krwi i kości. Przyznając jednocześnie, że właśnie na pomniku jest jego miejsce. Kim zatem był człowiek, który potrafił zawładnąć polską wyobraźnią? Rozpieszczonym książątkiem czy brawurowym żołnierzem? Bon vivantem czy herosem? Pogromcą niewieścich serc czy stałym kochankiem? Egocentrykiem czy osobą myślącą o narodzie? A może jedno nie wyklucza drugiego? Spróbujemy też odpowiedzieć na pytanie czym sobie zasłużył, że współcześni tylekroć nazywali go zdrajcą.
Część I. Między Wiedniem a Warszawą.
Przełom lat 80. i 90. XVIII w. był dla Warszawy czasem wyjątkowym. Wielkie nadzieje, polityczny ferment, Sejm, który miał odmienić losy państwa. To wrzenie obejmowało całe miasto, nieraz przeradzając się w prawdziwy karnawał. Ów karnawał miał jednego króla i nie był nim panujący monarcha. „Książę Józef jest jedną z najdoskonalszych męskich postaci, jakie widzieć można. Stopa jego, noga cała pełna najpiękniejszego rysunku. Odzież przyobleka ją całą, jak ulana, leżąc bez najmniejszego fałdka. Kurtka okrywa równie piękną jego pierś i ramiona pełne i opina wytworne kształty. Rysy twarzy mają wiele wyrazu męskiego. Para czarnych, wielkich oczu je ożywia.” - tak pisał jeden z cudzoziemców, przebywających wówczas w stolicy. Książę Józef, który niewiele wcześniej pojawił się w Warszawie, był jednocześnie wodzem absolutnym warszawskiej młodzieży, arbitrem elegancji i duszą towarzystwa. Żaden bal, żadno przyjęcie nie mogło się odbyć bez niego. Nim jednak jego gwiazda rozbłyśnie w Warszawie, przenieśmy się do Wiednia, czyli rodzinnego miasta przyszłego polskiego bohatera narodowego. Józef Antoni przyszedł na świat o 3 w nocy z 6 na 7 maja 1763 r. w pałacu należącym do rodziny matki. Ochrzczony został tego samego dnia, co może sugerować, że nie był w pełni zdrowym dzieckiem. Nie tylko miejsce urodzenia wiązało go z Austriackim Cesarstwem. To w armii tego państwa wielką karierę robił zarówno jego dziadek, jak i ojciec. Ten drugi, Andrzej, został nawet feldmarszałkiem wojsk austriackich. Matka z kolei, pochodziła ze znanego rodu czesko-austriacko-włoskiego i należała do dam dworu Marii Teresy. Tak, tak, tej samej, która za kilka lat weźmie udział w I rozbiorze Polski. Mały książę miał ledwie [05:00] ok. 1,5 roku, gdy 600 km na północ od Wiednia doszło do wydarzenia, które w przyszłości będzie miało decydujący wpływ na jego życie. W Warszawie, królewską koronę zakłada brat jego ojca, Stanisław Antoni, zmieniając jednocześnie drugie imię na August. Na razie jeszcze Pepi, jak z czeska wołano na młodego księcia, nie musi się przejmować wielką polityką. Dorasta wraz ze starszą o 3 lata siostrą, a w rodzinnym domu używa na przemian trzech języków: z matką mówi po niemiecku, z ojcem i częścią służby po polsku, posługuje się też francuskim. Gdy ma 10 lat, niespodziewanie umiera jego ojciec. Odtąd wychowuje go głównie matka, choć dużą rolę odgrywa też Stanisław August. Między stryjem i bratankiem zaczyna się rodzić silna więź, która często porównywana jest do związku ojca z synem. Czy można mówić o aż tak silnej relacji? O tym opowie historyk, prof. Jarosław Czubaty z Uniwersytetu Warszawskiego.
[Gość] Przechodzimy tu w dziedzinę swego rodzaju psycho-historii, w której do tego typu rozważań czasami brakuje nam odpowiednich źródeł, ale na podstawie zachowanej korespondencji rzeczywiście można uznać, że pewnego rodzaju ojcowsko-synowska więź istniała między królem i księciem. Z czego to wynikało? Ja bym przypuszczał, że wynikało to po prostu z jakiejś głębokiej potrzeby, która pojawiła się u księcia Józefa, posiadania w swoim otoczeniu takiego męskiego autorytetu, który zastępowałby trochę ojca, który by wniósł do jego relacji rodzinnych nieco, z jednej strony pewnych zasad, prawda, twardych, z drugiej strony jednak dużo takiej męskiej wrażliwości. Te listy króla są przepełnione rzeczywiście bardzo ciepłym uczuciem do księcia. Król nie miał legalnego dziedzica, tak? To był najbliższy młody mężczyzna w jego otoczeniu. Przypuszczam też i to wszyscy świadkowie tak… pamiętnikarze o. tym wspominają, książę Józef był po prostu uroczym młodym człowiekiem. Bardzo utalentowanym, niesłychanie przystojnym, przed którym otwierała się świetna przyszłość, która to przyszłość mogłaby stanąć pod znakiem zapytania, gdyby księcia nie ująć jednak w pewne karby… no jakiejś takiej ojcowskiej opieki, prawda. I stąd być może król poczuwał się i do obowiązku opieki nad księciem i jednocześnie ta opieka wydawała mu się czymś, bardzo no takim pociągającym, atrakcyjnym i takim miłym, prawdę powiedziawszy.
[Prowadzący] Trzeba przyznać, że Józef od dziecka umiał zjednywać sobie względy innych. Ponoć był uwielbiany i rozpieszczany przez wszystkie ciotki. Wpływ stryja był chyba jednak decydujący. Stanisław August ma okazję dobrze poznać Pepiego. Młody książę mając kilkanaście lat dwukrotnie, na kilka miesięcy przyjeżdża wraz z matką do Polski. To Stanisław August zapewne sprawia, że wychowany w Austrii książę uważa się za Polaka. Zapewne on też wskazuje ścieżkę kariery dla Pepiego: ma iść w ślady ojca i dziadka i zostać żołnierzem. Już w dzieciństwie uczony jest nie tylko jazdy konnej czy fechtunku, ale także między innymi teorii wojskowości.
Część II. Cesarski żołnierz.
Wojskowe życie książę Józef rozpoczyna jako szesnastolatek, wstępując do armii, a jakże, cesarza Austrii. Z dzisiejszego punktu widzenia sytuacja absolutnie patologiczna: bratanek polskiego króla służy w armii państwa, które kilka lat wcześniej uczestniczyło w rozbiorze Rzeczpospolitej. Królowi to jednak najwyraźniej nie przeszkadza. Bratanek władcy, bez względu na wykształcenie oczywiście nie może zostać prostym żołnierzem. Poniatowski od razu otrzymuje szlify podporucznika. Szybko pokazuje pazurki i brawurę. Pojedynkuje się z oficerem, który obraził pamięć jego ojca, a dla wygrania zakładu przepływa na koniu i to w pełnym rynsztunku, rzekę Łabę. Równie szybko awansuje. Po kilku latach jest podpułkownikiem. W międzyczasie odbywa podróże i poznaje możnych tego świata. Przedstawiony zostaje zarówno królowi Prus, Fryderykowi Wilhelmowi, jak i carycy Katarzynie. Ponoć ta druga przyjęła go uprzejmie, dodając na boku, że bardzo przypomina jej Stanisława Augusta sprzed 20 lat. Czyli z czasów, gdy oboje łączył gorący romans. Pepi na wielkich salonach czuje się jak ryba w wodzie, ale jeszcze lepiej czuł się na innych niż dyplomatycznych polach. Książę Józef właśnie rusza na swoją pierwszą wojnę. Zostaje adiutantem cesarza w starciu z Turcją. Nim jednak wraz z austriacką armią ruszymy na Bałkany, pozwólmy mu jeszcze chwilę się zabawić… i zakochać. Są tacy, co twierdzą, że jedyny raz w życiu naprawdę poważnie. Na tyle poważnie, że ponoć nawet chce się żenić. Serce skradła mu młoda i podobno piękna Maria Karolina Thun und Hohenstein. Na czas jakiś, Pepi staje się nawet romantykiem. Pisze do siostry:
[Lektor] „Cierpię, jestem nieszczęśliwy. Życie mi ciąży, kiedy myślę o ofiarach [10:00] tyrańskich, jakich wymagają ode mnie.”
[Prowadzący] Cóż to były za „tyrańskie ofiary”? Można gdybać. Może veto stryja? To nie jest wykluczone, bo Stanisław August właśnie próbuje bawić się w swata. Tyle że natrafia na niezłomny odpór. Zajrzyjmy znów do prywatnej korespondencji Józefa z siostrą:
[Lektor] „Mój stryj mówi mi często «Jeżeli się w Polsce ożenisz, musisz wziąć żonę, co by ci przyniosła majątek i związki familijne». Przyznam się, że tego nie rozumiem. Nie ma smutniejszej sytuacji, jak żyć z łaski żony.”
[Prowadzący] I Józef się uparł.
[Lektor] „Do żenienia, nigdy wielkiej nie miałem wielkiej skłonności.”
[Prowadzący] -podkreślał w innym z listów. Skłonności nie zmieniły mu się do końca życia. Choć miał opinię wielkiego uwodziciela i dochował się nawet dzieci, nigdy się nie ożenił. Pora jednak na razie porzucić romanse i małżeńskie prospekty. Czas by Józef wkroczył wreszcie na ścieżkę, która doprowadzi go, zarówno do wielkiej sławy, jak i do bohaterskiej śmierci. Ścieżkę wojenną. A nie była to ścieżka usłana różami, bo wielka austriacka armia, licząca niemal ćwierć miliona żołnierzy, dostawała od Turków regularne baty. Doszło nawet do panicznej ucieczki samego cesarza z obozu. Ponoć, gdy cesarz już się opamiętał i wstrzymał konia, miał zarzucać adiutantom, że go opuścili w dramatycznym momencie. Książę Józef miał nie ugryźć się w język.
[Lektor] „Wasza cesarska mość, raczysz sobie przypomnieć żem mu konia podawał, ale mógł żem się spodziewać, aby gniady miał tak szybko polecieć? Skoczyłem natychmiast na konia,chcąc towarzyszyć Waszej cesarskiej mości, a jużem jej dostrzec nie mógł.”
[Prowadzący] Kroniki nie podają, jak na ową impertynencję, jeśli do niej rzeczywiście doszło, odpowiedział Józef II. Zapewne Pepi w niełaskę nie popadł, bo w kwietniu widzimy go pod twierdzą Sabac w okolicy Belgradu. Pokazuje wtedy brawurę, która towarzyszyć mu będzie do ostatnich dni. Gdy żaden z dowódców nie kwapi się do szturmu, książę Józef z pałaszem w dłoni prowadzi atak. Ciężko ranny w udo podczas wdzierania się na wał forteczny, zostaje wyniesiony z pola walki. Na front wraca po kilku miesiącach i zyskuje awans na pułkownika. Pełny werwy przygotowuje się do kolejnej kampanii, na którą ruszyć ma w czerwcu 1789 r. Nie wie jeszcze, że jego kariera w austriackiej armii właśnie się skończyła. A wszystko przez jeden list. List od stryja.
[Lektor] „Bóg dał Ci urodzić się Polakiem, a sądzę i żem Ci dowiódł, że Ci zastępuję ojca. Z tytułu jednego i drugiego piszę do Ciebie i żądam, abyś się nam powrócił, jak będzie można najprędzej przyzwoicie to uczynić.”
[Prowadzący] Nim pozwolimy księciu Józefowi zmarszczyć czoło i zdecydować o dalszych kolejach swojego życia, zajrzyjmy do kraju, dla którego miał właśnie rzucić wszystko. Bo tam dzieją się rzeczy niesłychane. Rzeczpospolita była wówczas jednym z najbardziej bezbronnych państw w Europie. Armia liczyła ledwie 19 000 żołnierzy. Dla porównania Austria miała ich 300, Prusy 200, a Rosja 425 tysięcy. Próby powiększenia armii podejmowane były już za czasów saskich. Ale wszelkie starania torpedowała opozycja, wydatnie wspierana przez sąsiednie państwa. Do tego, kraj tylko w teorii pozostawał niezależny, w praktyce był protektoratem Rosji. Tyle, że to właśnie zaczynało się zmieniać. 6 października 1788 r. zebrał się w Warszawie Sejm, który miał przejść do historii jako Wielki. Sejm zwołany został za pozwoleniem carycy Katarzyny. W zamyśle miał zatwierdzić polsko-rosyjski sojusz przeciw Turcji, ale niemal od razu wyrwał się spod jakiejkolwiek kontroli. Już tydzień po otwarciu obrad, ambasador pruski, zaoferował przymierze polsko-pruskie, gwarantujące całość i niepodległość kraju oraz zgodę na reformy. Dwa razy nie trzeba było powtarzać. Reformatorzy wzięli się do roboty. Przyjęto uchwałę o zwiększeniu armii do 100 000, a w maju kolejnego roku, pod presją Prus, wojska rosyjskie musiały opuścić terytorium Rzeczpospolitej. Po wielu latach pozostawania pod obcą dominacją, kraj stawał się w pełni niezależny. Właśnie do takiej Rzeczpospolitej wzywał król swego bratanka. Nawiasem mówiąc, nie było to pierwsze wezwanie. Już wcześniej próbował go ściągać, ale napotkał na stanowczy opór księcia.
[Lektor] „Kłócić się w Sejmie, słuchać ustawicznego skrzeczenia istot bezrozumnych, powodowanych prywatą, znosić obelgi, ciskane pod osłoną patriotyzmu, udawać przed pierwszym lepszym, nie być nigdy sobą, jest to rzemiosło zgoła niezgodne z moim charakterem.”
[Prowadzący] Tym razem jednak żądanie było kategoryczne. [15:00] I pewnie dlatego książę Józef ostatecznie mu uległ. Warto w tym miejscu dodać, że nie tylko Poniatowski otrzymał wezwanie. Tego samego dnia, w którym król wysyłał list do bratanka, Sejm podjął uchwałę zalecającą powołanie oficerów polskich zza granicy do wojska rzeczypospolitej. Do Polski wrócili, między innymi, bohater wojny o wolność Stanów Zjednoczonych Tadeusz Kościuszko, a także doświadczony oficer armii saskiej, Henryk Dąbrowski. Wróciło też wielu innych. To oni mieli stawiać na nogi i formować nowe polskie wojsko.
Część III. Pepi w Warszawie.
Nie od razu książę Józef dał się poznać jako wojskowy. Początkowo górę wzięła druga natura Pepiego. Ale czy to tylko jego wina? „Bóg nigdy nie stworzył piękniejszej duszy, ani natura nie odziała jej powabniejszą i szlachetniejszą postawą nad tę, jaką miał książę Poniatowski. Był w nim prawdziwy ideał rycerza, z wszystkimi wdziękami. Nie dziw więc, że w młodości był psuty przez kobiety.” - pisał znający go osobiście Kajetan Koźmian. Książę Pepi stał się gwiazdą salonów, nieformalnym przywódcą młodzieży i arbitrem elegancji. Po Warszawie obwoził się z powozem typu whiskey, zaprzężonym w 4 lub 8 koni. „Tak podobny do bogów, w powozie stojący przelatywał ulice wśród przepysznych gmachów, sięgając prawie głową latarni i dachów. Zbiegały się do okna panny i mężatki widzieć ten cel swych życzeń, widzieć ten cud rzadki.” - ironicznie uchwycił to inny świadek epoki, Julian Ursyn Niemcewicz w sztuce „Powrót posła”. Nikogo chyba nie zdziwi w tej sytuacji, że książę piękny jak młody bóg, stał się obiektem wielu westchnień i nie tylko. Zdziwić się musiał książę otwierając pewnego razu drzwi do swojej sypialni.
[Lektor] „Miał oblubienicę, do której bardzo był przywiązany. Aby nad nią odnieść zwycięstwo spiknęły się trzy najpiękniejsze damy w Warszawie, postanowiwszy bądź co bądź, go od niej oderwać. A że tego w inny sposób dopiąć się nie dało, wdarły się aż do sypialnianego pokoju księcia. Z zalotnością i wdziękiem właściwym Polkom wyższego towarzystwa, czekały nań tam kiedyś wieczorem. Najpiękniejsza za kotarą, dwie inne, przebrane za nimfy, stały obok. Wybiegły mu naprzeciw gdy wszedł i poprowadziły go przed żywą pokusę w łożu. Najadły się tylko wstydu. Książę nie uległ, opuścił komnatę, okazując wierność swojej ukochanej. Tego bohaterstwa długo nie mogły mu darować.”
[Prowadzący] - relacjonował pewien obcokrajowiec, przebywający wówczas w stolicy. Kim była owa wybranka serca dla której książę oparł się nawet takiej pokusie? Małgorzata Zelia Sitańska, aktorka i śpiewaczka. Z tego związku narodził się nawet syn. Podobno książę był z nią związany jeszcze podczas insurekcji kościuszkowskiej. Tkliwie i słodko? Nie do końca. Według plotek, kochanką księcia była też jednocześnie siostra Małgorzaty, Dorota. To one zapewne najczęściej widywały księcia w stroju Adama. Ale nie były jedyne. Wszystko przez zakład. Książę Józef miał ni mniej ni więcej, tylko przejechać nago na koniu przez całą Warszawę. Ponoć miejsca w oknach wzdłuż trasy były szczelnie obsadzone. I rajd rzeczywiście się odbył. Ku uciesze lub zgorszeniu gawiedzi i wściekłości króla. Stanisław August, za karę, zakazał nawet księciu wstępu na swoje pokoje. Nie na długo jednak. Słabość do bratanka zwyciężyła, a Józef niełaską królewską zbytnio się nie przejął, bo podniósł stawkę. Tym razem założył się, że wraz z trzema innymi arystokratami, nago, przejadą powozem przed obliczem króla i wojska.
[Lektor] „Podczas parady na dziedzińcu saskim, zajeżdża ten ów pojazd, defilując koło wszystkich. Krzyk się zrobił, damy zaczęły oczy zakrywać. Wnet rozkaz królewski, aby łapać, aresztować zuchwalców, a książę skierowawszy konie na swój pułk, który rozstąpił się, aby wpuścić swego wodza i uszykował się znowu. A pojazd wpadł do bramy pierwszej kamienicy. Tylnymi drzwiami furman prawdziwe konie wyprowadził, a panowie przebrawszy się, na wierzchowców powsiadali i przyjechali. Stając na czele swoich pułków pytają się, co to był za ruch. Uszło im.”
[Prowadzący] – pisała córka jednego z uczestników zakładu. Książę Pepi miał tym razem szczęście. Stanisław August nie rozpoznał bratanka. A może stryjowski nos podpowiadał mu, że kary mogą tylko podpuścić niesfornego krewniaka do dalszych swawoli? Zresztą, znacznie ważniejsze miał teraz król sprawy na głowie i poważne zlecenia dla księcia Pepiego.
Cześć IV. Mars [20:00] ponad Dionizosem.
Stanisław August nie myślał już o karierze politycznej dla bratanka. Chciał Józefa w wojsku. Wcale nie było to jednak takie łatwe. Hierarchia niewielkiej polskiej armii była niezwykle skostniała, a ważne stanowiska wojskowe trzeba było zakupić. Tak, tak. Nie zasłużyć sobie na nie, czy zostać mianowanym, lecz zakupić. Z pomocą królowi przyszedł sejm. Ustalił listę 9 kandydatów do stopnia generała. Stanisław August wybrał 5 z nich. Poza bratankiem także między innymi Tadeusza Kościuszkę. Ponadto mianował Pepiego dowódcą Gwardii Pieszej Koronnej, a książę został też zastępcą dowódcy dywizji bracławskiej i podolskiej. I miał wyjechać do wojskowego obozu. Wydawać by się mogło, że do Tulczyna, gdzie znajdowała się główna kwatera dywizji dojechał zupełnie inny człowiek. Dzień w dzień o trzeciej rano siedział już na koniu i obserwował musztrę. O wpół do dziewiątej był w namiocie by przeglądać raporty. Popołudnie też nie było wolne. Pielęgnacja koni i zajęcia teoretyczne, omawianie z żołnierzami regulaminu. O 19:00 zbiórka i rozkazy na dzień następny. Dr Jekyll i Mr. Hyde. Tak było przez całe życie Poniatowskiego. Książę miał dwie twarze: cywilną i wojskową. Co poświadcza jego adiutant, Józef Szumlański: „Zawsze pierwszy na koniu, a ostatni z konia. Ileż to razy zdarzało się, że po nocnych marszach i zaciętych potyczkach wszyscy już spoczywali lub zasilali się jedzeniem, kiedy on zajęty jedynie dobrem i bezpieczeństwem wojska objeżdżał obóz, poprawiał pozycje, wzmacniał miejsca słabe i łatwe do napadu, zalecając przy tej okazji dowódcom pierwszej straży czujność, pilność i ostrożność.” Ale nie wyprzedzajmy faktów. Wróćmy do pierwszego samodzielnego dowództwa Poniatowskiego.
[Lektor] „Uczyłem się przez 11 lat służby obecnej, być posłusznym i wykonywać rozkazy dawane mi przez starszych. Może doszedłem do tego, że potrafię z dobrą wolą i rozumnie pułk poprowadzić w ogień, ale nie miałem czasu dojrzeć na generała komenderującego, tym bardziej zaś u nas, gdzie wszystko, począwszy ode mnie i wszystkich generałów, jest jeszcze w dzieciństwie.”
[Prowadzący] A do tego w fatalnym stanie, o czym świadczy pruski raport z 1790r. Informował on, że źle wyćwiczone wojsko nie umie stać ani maszerować i chyba z Tatarami wojować potrafi. Odnowiona armia potrzebowała czasu, by okrzepnąć. Tyle, że go nie dostała. Koło historii kręci się w owych czasach zdecydowanie zbyt szybko. I ten właśnie bieg wydarzeń znów, na czas jakiś, zmusza nas do powrotu wraz z naszym bohaterem do Warszawy. Nie jest tak, że dowodząc swoją dywizją Poniatowski w stolicy nie bywa. Jest w końcu członkiem deputacji do ułożenia wojskowego regulaminu. I choć przyjeżdża do Warszawy także po to, by nieco odetchnąć swobodniejszym powietrzem, to uczestniczy też w swoistym zamachu stanu, jakim było uchwalenie Konstytucji 3 maja. Oddziały pod jego dowództwem otaczają Zamek Królewski. Demonstracja siły i zdecydowania ma zapobiec ewentualnym próbom storpedowania obrad. Później książę wspiera obóz patriotyczny. Jest członkiem klubu Przyjaciół Konstytucji 3 maja, bo jak mówił:
[Lektor] „Kiedy się zdobyło na czyn tak ważny, należało mieć odwagę utrzymać swe dzieło, we wszelkich okolicznościach.”
[Prowadzący] Nie rzucał słów na wiatr. Tym bardziej, że podobnie jak król, nie wierzył w pruskie przysięgi. Nie miał też złudzeń wobec Rosji. Uważał, że gdy tylko upora się z wojnami ze Szwecją i Turcją, wróci do sprawy Polski. Końcówka 1791r. praktycznie nie pozostawiała już co do tego wątpliwości.
Część V. W obronie Konstytucji.
Był piękny majowy dzień 1792r., gdy ulicami Warszawy przeszła wspaniała wojskowa parada. Na czele wojsk, jakże by inaczej, jechał książę Józef. „Komenderował gwardię na wielkim angielskim koniu. Złota mało, ale cały w stal ubrany był. Mundur pąsowy, skóra lampartowa zamiast baranki i pancerz strasznie wielki, z piór czarnych. Pałasz goły w ręku i z tym jaka mina!”. Pisząca te słowa lepiej pewnie oddała zachwyt nad księciem niż szczegóły ubioru. Bez wątpienia jednak, rocznica uchwalenia konstytucji obchodzona była hucznie. To była parada w rodzaju „dwa w jednym”. Pierwsza i ostatnia. Czarne chmury zbierały się nad Rzeczpospolitą już od kilku miesięcy. Rosja zakończyła wojny z Turcją i Szwecją. Nie doszło też do konfliktów zaborców Prus i Austrii. Prusacy byli, co prawda, oficjalnymi sojusznikami, ale w owczej skórze skrywał się wygłodniały wilk. [25:00] W Rosji, przeciw nowym porządkom, knuła też grupa polskich magnatów. W tym najwyżsi dowódcy polskiego wojska, hetmani Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski. Konfederacja targowicka została już zawiązana. Książę Józef zostaje mianowany dowódcą całości wojsk polskich na Ukrainie. Armia rosyjska wkroczyła na terytorium Rzeczpospolitej 18 maja 1792r. Nim jednak zabrzmią armaty, a bagnety trafią na lufy karabinów, przyjrzyjmy się siłom obu przeciwników. Wojska polsko-litewskie liczyły w sumie ok. 60 000 żołnierzy, ale były one rozrzucone po całym kraju. W praktyce, książę Pepi miał do swojej dyspozycji zaledwie 14 000 podkomendnych i nie mógł nawet liczyć na znajdujący się w pobliżu kilkutysięczny oddział generała Józefa Lubomirskiego, bo ten zachowywał od wojny i konstytucji daleko posuniętą powściągliwość. Rosjan było niemal 100 000. Ponad 6 razy więcej. Do tego, to armia doświadczona. Miała za sobą wojnę z Turcją. Ponury obraz? Malując go ciemnymi barwami warto dołożyć jeszcze dwa, równie mroczne kolory. Dowodzący wojskami litewskimi książę Ludwig Wirtemberski okazał się zdrajcą. Wypełniał polecenia króla, tyle że nie polskiego, a pruskiego. Zamiast ruszyć do boju, robił wszystko, by jego siły nie były gotowe do walki. Sojusz z Prusami? Pozostał wyłącznie na papierze. Armia pruska została zmobilizowana, ale na terytorium rzeczpospolitej wkroczy dopiero za rok, by zabezpieczyć zdobycze po II rozbiorze. Tego wszystkiego, na przełomie maja i czerwca, książę Józef wiedzieć nie mógł. Wiedział natomiast, że jedyną skuteczną taktyką jest powolne wycofywanie się. Król natomiast namawiał do rozmów na temat rozejmu.
[Lektor] „Nie mogę i nie powinienem na pewną zgubę wystawiać wszystkich dzielnych ludzi, którymi dowodzisz, jak i Ciebie samego. Jeśli generał Kachowski odrzuci armisticium, będzie Twoim obowiązkiem czynić wszystko, co sztuka wojenna i Twoje umiejętności Ci nakażą, aby utorować sobie drogę i przyprowadzić armię bliżej mnie, narażając ją na możliwie najmniejsze straty.”
[Prowadzący] Dokładnie w dniu, w którym król wysyłał list do bratanka, pod Zieleńcami doszło do pierwszej, większej bitwy tej kampanii. Bitwy dla Polaków zwycięskiej. Podczas starcia książę Pepi sam prowadzi jeden z ataków. Bitwa została wygrana, ale pozostawiła niedosyt. „Szczęście było w naszym ręku. Niekarność i niedoświadczenie wydarły nam triumf zupełny.” - pisał później jeden z oficerów. Zwycięstwo faktycznie nie było zbyt okazałe. Za to świetnie nadawało się do celów propagandowych. Stanisław August z tej okazji ustanowił order virtuti militari i odznaczył nim 15 wojskowych, wśród nich oczywiście bratanka. Ale książę Józef myśli już o kolejnej bitwie. I ma nawet do tego dogodną pozycję, na wysokim brzegu willi pod Ostrogiem. Ostatecznie do walki nie staje, co tak tłumaczy:
[Lektor] „Ten atak nie byłby straszny. Gdybyśmy mieli żywności w dostatku na dni kilka, która nam wcale zabrakła i amunicji do dział wielkich w proporcji przyzwoitej. Lecz że tak mało się pozostało iż zaledwie po kilka ładunków kulnych było do armat sześcio- i dwunastofuntowych, więc choćby nawet można było wstrzymać pierwszy impet nieprzyjaciela. Zupełnie jednak ogołocenie się z takowej amunicji, mogłoby potem o niebezpieczeństwo największe przyprawić wojsko.”
[Prowadzący] Dalszy odwrót był manewrem zapewne słusznym, z punktu widzenia wojskowego. Propagandowo – nie. Warszawa nie posiada się z oburzenia. Padają oskarżenia o nieudolność, zbyt młody wiek, czy nawet tchórzostwo.
[Lektor] „Niech ci waleczni i odważni ichmościowie przyjdą tu sami komenderować. Będę z chęcią służył pod nimi za prostego żołnierza. A wtedy sami uznają czy bojaźń mną rządzi, czy zaś roztropność miarkuje kroki moje.”
[Prowadzący] -odpisał królowi. Stanisław August próbował stonować wybuch, bojąc się być może, by wzburzony bratanek nie podał się do dymisji.
[Lektor] „Na Boga, nie upadaj na duchu ani nie zniechęcaj się. Jeśli znajdują się niesprawiedliwi krzykacze, to przecież bardzo wielka ilość bardzo poważnych ludzi gorąco bierze Cię w obronę. A co jest wszędzie ważne, a nade wszystko w kraju wolnym, wszystkie kobiety żywo przemawiają w jego obronie.”
[Prowadzący] Nie pierwszy raz płeć piękna staje murem za księciem. Tyle że słowami armii nie uzbroisz, ani nie nakarmisz. Do obozu przybywały kolejne delegacje, za to żywności i amunicji wojsko miało jak na lekarstwo. Jedynym rozwiązaniem był dalszy odwrót. Kampania jeszcze nie była przegrana. W lipcu Kościuszko stoczył [30:00] nierozstrzygniętą bitwę pod Dubienką, a wojsko polskie nadal nie zostało rozbite. Ale Stanisław August w zwycięską wojnę nie wierzy. Próby negocjacji zaś, caryca Katarzyna kategorycznie odrzuca. W tej sytuacji król spełnia polecenie byłej kochanki i 23 lipca przystępuje do Targowicy. Dla księcia Józefa to jak cios obuchem w głowę.
[Lektor] „Na wszystko byłem przygotowany. Lecz nie na podobną nikczemność. Jestem zgnębiony i oszołomiony. Raczej należało się bić do zgonu niż oddychać hańbą.”
[Prowadzący] -pisze w liście. I nie wie, co zrobić. Najpierw myśli o natychmiastowej dymisji, później o porwaniu króla. Tak, tak. Porwaniu króla. Nie on jeden wpadł na ów pomysł. Chcieli tego i Kościuszko i co bardziej radykalni obrońcy Konstytucji. Stanisław August miał być przywieziony do obozu, a tam zmuszony do porzucenia Targowicy. Powiadomiony o tym król, błagał:
[Lektor] „Na Boga, Pepi. Pepi, pamiętaj, że tu chodzi o mój honor, o moje życie. Co więcej, o całe państwo.”
[Prowadzący] Ostatecznie ten plan został porzucony. Dziś trudno stwierdzić z jakiego powodu. Za to na głowę księcia znów posypały się gromy i oskarżenia o płochliwe serce i mdłą duszę. Koniec końców, książę Józef podał się do dymisji. W sierpniu Pepi opuszcza Rzeczpospolitą. Najpierw udaje się do Saksonii, następnie do Wiednia, by później szwendać się po Europie. Początkowo utrzymuje kontakt z obozem patriotycznej emigracji, przez jej część wysuwany jest jako przywódca przyszłego powstania. Wdaje się też w ostre listowne polemiki z Targowiczanami, szczególnie ze Szczęsnym-Potockim. Dopiero po ostrej interwencji Stanisława Augusta oddaje zdelegalizowany order virtuti militari. Ugina się, zresztą, wcale nie z wysokich pobudek. Ma długi, a stryj grozi zakręceniem kranika z pieniędzmi. Książę bowiem cały czas pozostaje na stryjowskim garnuszku.
Część VI. Między młotem a kowadłem. Powstanie kościuszkowskie.
Kraj jest już po II rozbiorze i trwa w nim powstanie Kościuszki, gdy książę wraca do Polski. Zresztą na żądanie stryja. Także z woli króla zgłasza akces do powstania. Warto dodać, że i Kościuszko nie jest z tego faktu zadowolony. Stosunki wzajemne obu polskich bohaterów narodowych nigdy zresztą nie były zbyt ciepłe. Czemu? O tym prof. Jarosław Czubaty z Uniwersytetu Warszawskiego:
[Gość] Wbrew pozorom, powiedzieć za wiele się nie da. To znaczy, na pewno w momencie, kiedy książę Józef był bezpośrednim przełożonym Tadeusza Kościuszki relacje między nimi, przynajmniej jeżeli sądzić na podstawie korespondencji służbowej, kształtowały się dobrze. Ze strony Kościuszki nie mamy tam śladu jakiejś nielojalności, która mogłaby się pojawić, zwłaszcza że to Kościuszko miał dłuższy staż wojskowy i większe doświadczenie wojenne niż książę Józef. Nie, tutaj raczej Kościuszko był takim lojalnym podkomędnym, no ale też trudno oczekiwać, żebyśmy w korespondencji służbowej między podkomendnym i przełożonym oczekiwali jakichś wycieczek osobistych. Z drugiej strony, po upadku insurekcji właściwie oni nie utrzymywali kontaktu. Z oczywistych względów: Kościuszko był w niewoli, potem w Ameryce, potem we Francji, ale nie ma też żadnej korespondencji. Ja mam wrażenie, że oni się darzyli pewnym szacunkiem, ale z pewnością nie lubili. To jest też tylko moje przypuszczenie, ale wynikające z faktu, że książę Józef w gruncie rzeczy uosabiał wszystko to, czego Kościuszko nie lubił. Czemu zresztą Kościuszko dał wyraz w jednym ze swoich takich tekstów poinsurekcyjnych, pisząc o generałach, którzy byli trochę za bardzo przywiązani do osoby króla i może to ze stratą dla sprawy niepodległości. Tu jest chyba jakiś przytyk do księcia Józefa, ale pamiętajmy o tym, że Kościuszko był takim żelaznym wzorcem republikanina. Za to go kochali liberałowie i republikanie w Europie i w Ameryce, czyli człowiekiem z jednej strony o republikańskich przekonaniach, z drugiej strony starającym się realizować pewną republikańską moralność. To znaczy żyć skromnie, być miłym dla wszystkich, wspomagać biednych, nie epatować bogactwem, nie wdawać się w szaleńcze zabawy i tak dalej i tak dalej. Czyli republikanin pod względem moralności powinien być antytezą arystokraty. Książę Józef był uosobieniem arystokraty. W związku z tym przypuszczam, że Kościuszkę trochę irytował.
[Prowadzący] Propozycję objęcia dowództwa nad powstaniem na Litwie Poniatowski odrzuca. Wstępuje jednak do powstańczego wojska i dowodzi północnym odcinkiem obrony Warszawy. Chwały mu to nie przynosi. To przez jego nonszalancję oblegający miasto Prusacy zdobyli bronione przez oddziały księcia Góry Szwedzkie, czyli dzisiejsze Bemowo. Ponoć zamiast stać na linii frontu, pojechał na obiad do króla.[35:00] By naprawić swoje zaniedbanie, osobiście prowadzi atak na Prusaków. Atak jest nieudany, a on sam zostaje ranny. Na początku listopada podaje się do dymisji. Represje po-powstańcze go nie dotykają. Znów mógł przejść, jak pisze jego biograf, Jerzy Skowronek „bez większych wstrząsów do raczej przyjemnego życia prywatnego.” Tym razem jednak bez wielkich hulanek. „Lubił być samotnym, albo w społeczeństwie małej liczby osób, których z nieprzyjemnością słuchał głosu, gdy tylko przerywał nieczynność mu dogodną” – pisał bliski przyjaciel, książę Eustachy Sanguszko. Codziennie za to, bywa Pepi u króla. Ale po III rozbiorze i wymuszonej przez Rosjan abdykacji Stanisława Augusta, nie towarzyszy stryjowi w zesłaniu do Grodna. Pozostaje w Warszawie, stanowiąc cierń w oku okupantów. „Chadza po Warszawie bez orderów, w starym płaszczu rewolucyjnym, ugaszcza i przyjmuje mnóstwo oficerów armii polskiej.” Takie donosy co rusz dochodziły do króla. Stanisławowi Augustowi nie w smak była też fryzura bratanka. Według plotek, zbyt podobna do fryzur rewolucjonistów francuskich.
[Lektor] „Racz mi wybaczyć, Wasza królewska mość, że się uśmiechnąć musiałem na to, co mi Wasza królewska mość o fryzurze mojej mówisz. Dołożyłem starania ile tylko mogłem, aby choć mały harcap sobie zrobić. Co do loków, to już mi daleko trudniej, a co do fryzury z przodu to rzecz jest wcale niepodobna, bom do cna wyłysiał.”
[Prowadzący] Tak oto pojawiła się pierwsza skaza na fizycznym wizerunku księcia. Pepi rzeczywiście tracił włosy. Wszystkie jego późniejsze portrety ukazujące owłosioną głowę, o tyle były prawdziwe, o ile za włosy uznać można tupecik. Intrygi przyniosły w końcu efekt i książę musiał opuścić Warszawę. Udał się do Wiednia, w którym spędził 3 lata. Dwie śmierci utorowały mu drogę z powrotem do byłej stolicy Rzeczpospolitej. W 1796 umiera Katarzyna, dwa lata później Stanisław August. W Warszawie książę zajmuje się, między innymi, porządkowaniem spraw po zmarłym stryju. Ale też Pałac Pod Blachą, w którym mieszka znów staje się centrum towarzyskim miasta. Tym razem znacznie częściej wywołując zgorszenie. „Jeszcze Polak po polsku i pisze, i czyta, bo nie cała Warszawa jest blachą pokryta” – głosił anonimowy wierszyk. Sam Pepi, jak zwykle, trwonił pieniądze na lewo i prawo. Tyle że teraz nie miał stryja, który by spłacał długi. Książę udał się nawet do króla Prus, z prośbą o pomoc w załatwieniu spraw spadkowych. Interweniował też u Adama Czartoryskiego, bliskiego współpracownika nowego cara Aleksandra. Pomoc władców nie była bezinteresowna. Obaj liczyli na zdobycie przychylności księcia, a za nim także polskich elit. Tyle że książę lawirował i jeśli coś wybierał, to huczne zabawy. Jeśli nawet obchodziła go wielka polityka to nie okazywał tego. Nie inaczej traktował wieści o Napoleonie, nawet wówczas, gdy bóg wojny ze swoją armią zbliżał się do dawnych granic Rzeczpospolitej.
Część VII. Zwycięski wódz.
Jeśli Polacy wierzyli, że Napoleon przyniesie ich krajowi niepodległość, srodze się zawiedli. Cesarz ostrożnie tasował polskie karty. By nie wchodzić w otwarty konflikt z Rosją, zdecydował o utworzeniu Księstwa Warszawskiego, kadłubowego, powstałego wyłącznie na terenie zaboru pruskiego, państewka w pełni zależnego od Francji. Wielu jednak łudziło się, że to dopiero początek. Poniatowski, przynajmniej początkowo do nich nie należał.
[Lektor] „Wszystkich tu magnatów poruszyłem. Jeden książę Józef zawsze powiada, że się nie ruszy dopóki cesarz króla nam nie da. Dałem mu tysiąc dowodów, żeby organizował tu siłę zbrojną, zgoła trzy godziny gadałem. Nie wiem co to za skutek weźmie.”
[Prowadzący] -pisał Józef Wybicki do generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Książę wahał się długo. Ostatecznie jednak włączył się do budowy Księstwa, przyjmując pod swoją komendę jego armię. Długie wahanie tak tłumaczył francuskiemu dowódcy:
[Lektor] „Więcej liczyć na tych, którzy jak my decydują się po dojrzałej rozwadze, niż na kilku zapaleńców, którzy nie mają nic do stracenia, a wobec cienia niebezpieczeństwa ukryliby się lub uciekli.”
[Prowadzący] Poniatowski umiejętnie budował też swoją pozycję. Zaprzyjaźnił się z przebywającym w Warszawie ważnym dowódcą francuskim, generałem Joachimem Muratem, mężem siostry Napoleona. Ważny mógł być też romans siostry księcia z wszechwładnym ministrem spraw zagranicznych Talleyrandem. Kilkukrotnie spotkał się też książę z samym cesarzem, który notabene początkowo odnosił się do niego zdecydowanie niechętnie. Ponadto książę miał stać za słynnym romansem Napoleona z Marią Walewską. Tak przynajmniej twierdziła ona [40:00]. Pisała, że wraz z Hugonem Kołłątajem odwiedził ją i prosił, by zgodziła się na intymny związek dla dobra ojczyzny. To niemal na pewno konfabulacja. Jeśli już, to swoistą swatką mogła być ówczesna francuska kochanka Poniatowskiego. Zostawmy jednak ten zagmatwany świat plotek i intryg, bo książę Józef znów jest w swoim żywiole. W grudniu został naczelnikiem siły zbrojnej, z niecały rok później ministrem wojny. Wojsko Księstwa miało liczyć 40 000 żołnierzy. Zadanie było arcytrudne, bo na razie żołnierzy było tylko 14 000. Na tym trudności się nie kończyły. Wystarczy posłuchać listu jednego z dowódców polskich oddziałów, generała Józefa Zajączka:
„Wytłumacz sobie to Pan raz na zawsze, że nie mam do odbierania od niego żadnych rozkazów, że niczego nie oczekuję od rządu polskiego, żem winien wszystko cesarzowi Francuzów.”
Niechętny księciu był też inny ważny dowódca, gen. Dąbrowski. Ale to i tak był zaledwie wierzchołek góry problemów. Choć Księstwo na armię przeznaczało ok. połowy wpływów do swojego budżetu, to wciąż nie wystarczało. Poza kłopotami finansowymi piętrzyły się też problemy organizacyjne, a także dyscyplinarne. Tylko w pierwszym półroczu 1807 r. zdezerterowało z armii ok 12 000 żołnierzy. Księciu nie wszystko wychodziło idealnie, ale na pewno mu nie można odmówić zaangażowania i jednak dużej skuteczności. Twardo walczył o zwiększenie budżetu, szybko też rozprawił się z masowymi dezercjami powołując elitarną Gwardię Narodową, która urządzała obławy, jednocześnie pilnując porządku publicznego. Stał też na straży idei oświeceniowych. Szybko zakazał kar cielesnych, czy wykorzystywania podkomendnych do osobistych posług. Starał się, by oficerowie mieli bliski kontakt z żołnierzami. Ponadto rozbudował zaplecze. Szczególnie ważne były dla niego wojska inżynieryjne oraz służby medyczne. Na jedno nie miał żadnego wpływu. Czas. Tego Poniatowskiemu brakowało najbardziej. Epoka napoleońska nikomu nie podarowała go w nadmiarze, ale dla Księstwa była szczególnie surowa. W pierwszy dzień wiosny 1809 r. Poniatowski mianowany został wodzem naczelnym armii Księstwa, a już na początku kwietnia ruszył na wojnę. Wojnę, która nie uchroniła go od zarzutów o zdradę, ale ostatecznie uczyniła z niego bohatera narodowego. Musiało to dla niego być szczególne przeżycie. Miał bić się z Austrią, krajem w którym się urodził i zdobył pierwsze żołnierskie szlify. Do tego, przystępując do niej z bardzo trudnej, jeśli nie przegranej pozycji.
[Lektor] „Pańskim zadaniem jest zdobyć Warszawę i unieszkodliwić Polaków.”
[Prowadzący] – instruował arcyksiążę Karol, wódz naczelny armii austriackiej, dowódcę korpusu, swego kuzyna, arcyksięcia Ferdynanda. Ponad 30 000 armia przekroczyła granicę Księstwa w połowie kwietnia. Ferdynand się spieszył, w cztery dni stanął pod Warszawą. Księstwo w dużej mierze ogołocone było z żołnierzy. Francuzi kilka miesięcy wcześniej odmaszerowali na zachód, część polskich sił walczyła w Hiszpanii, a dwa pułki ochraniały Gdańsk. W rezultacie książę Józef do walki użyć mógł tylko 14 000 żołnierzy. W tej licznie był około tysiącosobowy korpus saski. Sojuszników, jak się okaże niedługo, zdecydowanie niepewnych. Poniatowski miał mało czasu na koncentrację wojsk i przygotowanie do odparcia ataku. Miejsce wybrał jednak idealne. Wyprowadził swoje wojska do podwarszawskiego Raszyna. Tu na zbiegu traktów z Wrocławia i Krakowa stała grobla, jedyna droga do miasta. Otaczały ją stawy i bagna. Swoje zrobiła też pogoda, wiosna i roztopy przyszły bardzo późno. Poniatowski obsadził drogę i przesmyki między mokradłami. Ta bitwa przeszła do historii, choć trudno ją nazwać zwycięską. Bój o racławicką groblę zaczął się o trzeciej popołudniu. Austriacy wściekle atakowali, Polacy wytrwale się bronili. Spychani z grobli, po chwili na nią wracali. Raz nawet pod wodzą samego księcia.
[Lektor] „Za mną bracia!”
[Prowadzący] – krzyknął i musiał być to niezwykły widok. Książę Józef, z nieodłączną fajką ruszający na austriackie bagnety. W słynnym ćmieniu fajki zresztą ponoć wcale nie chodziło o przybieranie jakiejś pozy, ale o uśmierzenie bólu zębów. Tak czy inaczej, ryzyko popłaciło. Ten atak udało się odeprzeć. Finalnie grobla została utracona, za to impet austriacki został powstrzymany na kolejnej linii obrony w Raszynie. W bitwie zginęło [45:00] ok. 450 polskich i 800 austriackich żołnierzy. Bohaterska bitwa sytuacji na froncie nie odwróciła. Tym bardziej, że tuż po bitwie wojska księcia opuścił kontyngent saski. Czas było ostatecznie stawić czoła faktom. O obronie Warszawy nikt poważnie nie myślał. Za mało było żołnierzy. Nadzieję odbierały też niewystarczające i przestarzałe umocnienia.
[Lektor] „Lękam się czy nie podpisałem swojej niesławy.”
[Prowadzący] – rzucił książę Józef podejmując jedną z najtrudniejszych decyzji. Bez walki oddał stolicę. W zamian dostał zgodę na ewakuację wojska oraz pozostawienie w rękach polskich Pragi. Austriacy zobowiązali się też nie nakładać na Warszawiaków kontrybucji, a rannym żołnierzom, po wyleczeniu, nie przeszkadzać w powrocie do oddziałów. Pozorne zwycięstwo okazało się dla Austriaków pułapką. Na razie jednak książę wyjeżdża w niesławie. „Podburzone przez duchy niespokojne, pospólstwo wołało na przejeżdżającego «na szubienicę zdrajców, co nas nieprzyjacielowi wydali!» i ledwie od przywitania go kamieniami wstrzymali się.” - tak opisywał ten wyjazd Kajetan Koźmian. Austriacy triumfowali, lecz nie długo. Wielki, smakowity kąsek utknął im w gardle. Pozwolili przeprawić się armii Poniatowskiego przez Wisłę, uwalniając mu ręce. Sami pozostali na drugim brzegu rzeki. Z jednej strony, musieli chronić zdobytego miasta, do tego skutecznie blokowani przez polskie siły, nie byli w stanie przebyć Wisły. Miał Poniatowski do rozważenia dwa warianty dalszych działań. Defensywny, by wycofać się w stronę Gdańska, lub ofensywny, rajd w stronę Galicji. Który wariant wybrał? Znamy już księcia na tyle, by nie mieć wątpliwości. Tym bardziej, że wybór poparł też gen. Dąbrowski. Polacy ruszają na południowy-wschód. Rajd jest pasmem sukcesów i chwały. Polacy zdobywają Lublin, Sandomierz, Zamość i Lwów, wszędzie entuzjastycznie witani. W lipcu armia pojawia się pod Krakowem. Austriacy wiedzą, że utrzymać miasta nie zdołają. Proszą o krótki rozejm, w czasie którego wiarołomnie przekazują Kraków małemu kontyngentowi Rosjan. Wojska cara to teoretyczny sojusznik Napoleona, w praktyce farbowany lis, unikający udzielania pomocy księstwu i po cichu sprzyjający Austrii. Austriacy liczyli, że Poniatowski nie zaryzykuje wojny z carem. I się przeliczyli. Dowódca, który sam zwykł prowadzić szarżę, nie zawahał się i tym razem. Spiął konia, a rosyjskim żołnierzom nakazał:
[Lektor] „Otworzyć sobie przejście, potrącając koniem tych, którzy mi drogę zastępowali.”
[Prowadzący] Żołnierze za dowódcą poszli jak w dym i wkrótce Kraków był w polskich rękach. To była chwila, być może, największej chwały. Mieszkańcy wyzwolonych miast czcili księcia, jak bohatera. Żołnierze go ubóstwiali. Posłuchajmy młodego wówczas oficera, a później słynnego pisarza, Aleksandra Fredrę:
„Na dzielnym koniu, dzielny jeździec niezgiętego męstwa, świetnego honoru, pięknej postaci. Wąs czarny, czapka na bakier, był ideałem polskiego wodza. Gdyby był nad brzegiem piekła, krzyknął «za mną, dzieci!» w piekło skoczonoby za nim.”
Nie brakowało mu też fantazji i poczucia humoru. Gdy jedna z dam, zgorszona, doniosła mu, że podchmieleni żołnierze nago tańczą na rynku głównym, miał odpowiedzieć:
[Lektor] „Łaskawa Pani, obowiązkiem wodza jest być wśród swoich żołnierzy. Rozumiem, że Pani sobie życzy, bym do nich dołączył.”
[Prowadzący] Gwiazda Poniatowskiego świeci pełnym blaskiem. To w dużej mierze dzięki jego rajdowi, Austriacy musieli przełknąć gorzką pigułkę i podpisując traktat po przegranej wojnie z Napoleonem, odstąpić Księstwu zachodnią część Galicji oraz miasta Kraków, Lublin, czy Sandomierz. Poniatowski jest na szczycie. Ale koło fortuny toczy się dalej.
Część VIII. Czas klęski.
Aż trudno uwierzyć, ale książę Pepi zamiast urządzić triumfalny wjazd, do Warszawy przybył incognito. I niemal od razu wziął się do pracy. Pilnował, by Austriacy zwrócili zagarnięte magazyny i jeńców. Wyjednał u króla Fryderyka Augusta, władcy Księstwa Warszawskiego tak zwany pardum generalny, czyli amnestię dla dezerterów z armii carskiej. Codziennie rankiem widywano go na saskim placu, gdy przejeżdżał przed frontem pułków. Przeprowadzał też inspekcję oddziałów w całym kraju i nadzorował budowę fortyfikacji w Zamościu i Modlinie. Poniatowskiemu udało się też wreszcie zdobyć pełne zaufanie Napoleona. Książę zawitał do Paryża, w związku z chrzcinami pierworodnego syna cesarza. [50:00] Napoleon przyjął polskiego dowódcę dzień po jego przybyciu. Już pierwsze spotkanie przeciągnęło się do dwóch godzin. Pepi musiał zrobić wrażenie, bo pobyt w Paryżu wydłużył się do 4 miesięcy, a Poniatowski wielokrotnie wzywany był na prywatne audiencje, a nawet na polowanie, który to zaszczyt rzadko spotykał cudzoziemców. Nie byłby sobą piękny książę, gdyby nie zauroczył przy okazji jakiejś damy. Tym razem była to ulubiona siostra Bonapartego, Paulina, z którą zapewne miał krótki romans. Po powrocie do Warszawy, całą uwagę skupił na sprawach armii. Zniknął zupełnie dawny, imprezowy Pepi. Nawet urodzin, czy imienin już nie obchodził hucznie. Za to wiosną 1812 r. 49-letni książę zdecydował się sporządzić testament. Decyzja dojrzałego człowieka? Czy może przeczucie nadchodzącego końca? Na wschodniej części horyzontu gromadziły się coraz ciemniejsze chmury. Wojna z Rosją stawała się z dnia na dzień coraz bardziej nieunikniona, budząc w Polakach wielkie nadzieje. Książę, nim ruszył na wojnę, otrzymał niedwuznaczną propozycję – porzucenia Napoleona. Jego kuzyn, książę Adam Jerzy Czartoryski, jak pamiętamy bliski współpracownik Aleksandra, sondował czy możliwe jest, by Poniatowski odstąpił cesarza. W zamian car mgliście obiecywał odbudowę państwa polskiego. Poniatowskiego, podobno, miało przekonać ofiarowanie mu korony. Korony wskrzeszonego państwa. Wielkie fantazje nie zawróciły jednak księciu Józefowi w głowie. Poniatowski o propozycji poinformował Napoleona, choć o udziale kuzyna nie wspomniał. Nawiasem mówiąc, ponoć i sam Napoleon miał kiedyś rzucić:
[Lektor] „Prawdę mówiąc, królem Polski powinien być Poniatowski.”
[Prowadzący] Choć oficjalnie koronę, przeznaczył swojemu bratu. Zostawmy jednak polityczne knowania, czas na wojnę. Wielką i ostateczną rozgrywkę dwóch mocarstw. Inwazja na Rosję to była największa kampania Napoleona. Zebrał ponad półmilionową armię. Co piąty żołnierz był Polakiem, ale tylko część z nich pozostawała pod dowództwem Poniatowskiego. W czasie wielkiej wojny karta księcia kilka razy się odwracała. Czasem ganiony był przez Napoleona, innym razem ustawiony na piedestale. Już w niewoli, Bonaparte żałował:
„Gdybym, zamiast dawać dowództwo mojego prawego skrzydła księciu Hieronimowi, mianował Poniatowskiego marszałkiem i zrobił go dowódcą całego tego skrzydła, cała wyprawa miałaby zapewne inny przebieg”.
Poniatowski, jak zwykle, wykazał się męstwem, prowadząc kolejne ataki. Polski korpus walczył i wykrwawiał się w kolejnych wielkich bitwach o Smoleńsk czy pod Borodino. Do Moskwy Poniatowski dotarł 14 września. Kilka dni później ruszył dalej, na wschód, by pod Czirikowem stoczyć potyczkę zakończoną szarżą. Dla słuchających tego podcastu nie będzie zaskoczeniem, że na czele szarży stanął, a jakże, sam Poniatowski. On też, inaczej niż Napoleon, zajęcia Moskwy za sukces nie uznał. W czasie zbyt późno podjętego odwrotu armii francuskiej, kilka razy mocno się zasłużył i o mało nie przypłacił tego życiem. 29 października, prowadząc rozpoznanie, został przygnieciony przez własnego konia aż, jak pisali świadkowie, krew buchnęła nosem i ustami. Kontuzja była na tyle ciężka, że musiał jeździć powozem. Na początku listopada, nie mogąc dowodzić, przekazał komendę gen. Zajączkowi, a sam ruszył w drogę do Warszawy. 20 grudnia wjechał do stolicy. Jego korpus uległ całkowitemu zniszczeniu. Do Warszawy dotarło ledwie nieco ponad półtora tysiąca żołnierzy, za to ze wszystkimi sztandarami i niemal wszystkimi działami. Tyle zostało z czterdziestotysięcznego korpusu. Wielu powiedziałoby, że to koniec, ale nie Poniatowski. Książę Józef jeszcze raz pokazał, że trudno w nim złamać ducha. Mimo rany i załamania klęską, wziął się ostro do pracy. W krótkim czasie, odbudowana przez niego armia wzrosła do 28 000 żołnierzy. Tyle że ta siła szali wojny przechylić nie mogła. Na początku lutego zapadła decyzja o opuszczeniu przez wojsko stolicy. Na tereny Księstwa wlały się wojska carskie. Wiele ważnych osób przeszło na stronę rosyjską, nie tylko zresztą z niskich, prywatnych pobudek. Napoleon czy Aleksander? To pytanie dotyczyło też przyszłości Polski. Poniatowski rozumiał to doskonale.
[Lektor] „Od dawna każdy Polak ma dwa sumienia. Że przede wszystkim Polak chce być Polakiem i jeśli nie może go osiągnąć jedną drogą, to szuka innej.”
[Prowadzący] To była chwila, [55:00] gdy książę też stanął na krawędzi. Ponoć był nawet bliski popełnienia samobójstwa. Przyjaciel księcia, Aleksander Linowski, wchodząc pewnego dnia rankiem do sypialni księcia dostrzegł na stoliku nocnym dwa pistolety.
[Lektor] „Dziś je w nocy dwa razy miałem w ręku. Chciałem w łeb sobie strzelać, aby wyjść z trudnego położenia. Ale na koniec powziąłem determinację: nie odstąpię Napoleona. Konfederacja i władze krajowe niech robią, co chcą. W politykę się nie wdaję. Jak żołnierz honoru mego strzegę.”
[Prowadzący] Zresztą nadzieja jeszcze nie zgasła do końca. Napoleon odbudował armię i nawet zwyciężył w bitwie pod Lützen. Polska armia przez Austrię wymaszerowała do Drezna. Tam Napoleon wezwał wszystkie swoje siły. W Polsce zawrzało. Jeden z arystokratów nazwał nawet księcia bałwanem. Czartoryski cały czas próbował natomiast nakłonić Poniatowskiego do zmiany decyzji i porzucenia Napoleona. Czy książę popełnił błąd? Posłuchajmy znów profesora Jarosława Czubatego:
[Gość] Ja należę do tej części historyków, którzy uważają, że decyzją o wyprowadzeniu wojska do Saksonii, książę Józef dowiódł, że z lekkoducha, odważnego dowódcy na polu bitwy, ale tylko dowódcy, stał się mężem stanu. Czego nikt po nim nie oczekiwał. Chodzi o to, że Poniatowski zdawał sobie sprawę, że z jednej strony jeśli wyprowadzi wojska z Krakowa, a Aleksander naprawdę chce odbudować Polskę, to to jest błąd polityczny. Z drugiej strony jeśli nie wyprowadzi tego wojska, nie dołączy do Napoleona, to być może zmarnuje ogromną szansę, bo Napoleon może jeszcze wygrać kampanię 1813 r. Nawet są wyraźne wskazówki, że to jest więcej niż możliwe. A jeśli tak, to jest to ciągle jedyny władca w Europie, który oficjalnie uznaje istnienie Księstwa Warszawskiego i oficjalnie zaakceptował inicjatywę Polaków z 1812 r. o odbudowie Królestwa Polskiego. W związku z tym, na dwóch szalach wagi mamy z jednej strony szansę związaną z Aleksandrem, ale też ryzyko, że nic z tego nie wyjdzie i armia polska straci, jakby, cały swój ciężar polityczny, militarny też, prawda, w tej rozgrywce, z drugiej strony mamy Napoleona, który uznaje aspiracje Polski do odbudowy własnego państwa, który wcale jeszcze nie jest powiedziane, że tę wojnę przegra, bo jest wodzem genialnym, no i jeśli do niego nie pójdziemy, to on powie: dziękuję nie jestem wami zainteresowany, tak? To jest to ryzyko polityczne, które książę musiał rozważyć. Moim zdaniem wybrał dobrze.
[Prowadzący] Poniatowski, ze swoimi oddziałami, bić się zaczął we wrześniu. Polacy walczyli w Niemczech, a książę znów osobiście prowadził ataki. Uratował przy tym skórę Muratowi, gdy przebił się przez otaczające ich siły wroga i sprowadził pomoc. Murat z wdzięczności poprosił Napoleona, by ten mianował Poniatowskiego marszałkiem Francji. Tak się stało. Nominacja odbyła się 16 października, w dniu rozpoczęcia starcia pod Lipskiem. Bitwa narodów miała być ostatnią w życiu księcia. Dwa dni trwały zażarte walki, gdy Napoleon odtrąbił odwrót. Miał go osłaniać Poniatowski, któremu zostało ledwie 800 żołnierzy.
[Lektor] „800 odważnych więcej znaczy jak innych 8000”.
[Prowadzący] – powiedział mu jakoby Napoleon. Wojska Napoleona miały ewakuować się przez most nad nurtem Elstery. Po przejściu straży tylnej, miał być wysadzony. Plan był dobry, wykonanie fatalne. Żołnierz odpowiedzialny za odpalanie ładunków wpadł w panikę i przeprawę wysadził za wcześnie. W tym czasie Poniatowski jest jeszcze nad brzegiem biegnącej nieopodal innej rzeczki, Pleisse. Tę rzekę Poniatowski jeszcze przebył, choć nie bez problemów. Z ręką na temblaku nie mógł dobrze prowadzić konia. Na drugi brzeg przedostał się dzięki pomocy adiutanta, ale utracił wierzchowca. W stronę Elstery szedł pieszo.
[Lektor] „Tu kulą karabinową w bok ugodzony, padł w objęcia otaczających go oficerów. Wkrótce jednak odzyskał przytomność i z pomocą adiutanta dosiadł, z trudnością, konia, lecz już się chwiał w siodle. Zaczęto go ze wszystkich stron zaklinać, aby się dał opatrzeć i oddawszy komendę innemu generałowi zachował się dla ojczyzny. «Nie, nie!» - zawołał. «Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu go tylko oddam»”.
[Prowadzący] Wspominał ówczesny porucznik, Klemens Kołaczkowski. Nad brzegiem Elstery długo szukali odpowiedniego do przeprawy miejsca. Znaleźć nie zdążyli, bo szybko zbliżali się nieprzyjaciele. Wróćmy do relacji porucznika.
[Lektor] „Osłabiony ranami, koniem już nie powoduje. Ten jednak pasuje się z nurtem i wspiąć się na brzeg wysoki, urwisty nie może. To wszystko działo się pod gradem kul. W tej ostatniej chwili [1:00:00] książę odbiera trzecią ranę, zsuwa się z konia i pędem wody porwany tonąć zaczyna.”
[Prowadzący] W rzeczywistości Poniatowski raniony został po raz piąty. Księcia próbował ratować adiutant, ale nurt porwał ich obu. Kula, która przypieczętowała los Poniatowskiego trafiła go w pierś. Najwierniejszy z wiernych zginął zapewne wcale nie z ręki wroga, lecz sojusznika, który prawdopodobnie wziął go za nieprzyjaciela. Ciało księcia wydobyte zostało przez rybaków kilka dni później. Początkowo nikt go nie rozpoznał, bo martwy mężczyzna był łysy, co kompletnie nie pasowało do wizerunku księcia, skrywającego starannie łysinę pod tupecikiem. Tożsamość denata stwierdził dopiero naczelny austriacki dowódca Karl Filip Schwarzenberg. To też złośliwe zrządzenie losu. Schwrzenberga nie byłoby pod Lipskiem, gdyby 26 lat wcześniej Poniatowski nie uratował mu życia w czasie wojny z Turcją. Dawny przyjaciel nakazał pochować księcia z honorami. Cztery lata później cało Poniatowskiego wróciło do ojczyzny, by w 1817 r. spocząć na Wawelu. Już wówczas Poniatowski miał swoje miejsce w panteonie największych polskich herosów. Bez dwóch zdań zasłużenie, pokazując równocześnie, że heros wcale nie musi być postacią ze wszech miar nieskazitelną. Tak pisał o nim prof. Tadeusz Cegielski z Uniwersytetu Warszawskiego:
„Książę jeszcze za życia stał się legendą, zaś po śmierci – narodową świętością. Ale jak każdy kandydat na świętego, musiał wcześniej mocno nagrzeszyć. Zresztą gdyby nie Napoleon i jego zwycięska kampania na ziemiach polskich w 1806 r. przeszedłby co najwyżej do historii skandali obyczajowych przełomu XVIII i XIX w. Na pewno nazwano by go pierwszym polskim playboyem i jednym z największych bankrutów w dziejach Polski. A gdyby nie jego stryj, zresztą król Polski, zostałby tym, kim był z urodzenia austriacko-czeskim arystokratą i dzielnym oficerem walczącym pod cesarskimi sztandarami, który tak jak ojciec, zostałby generałem w służbie Habsburgów.”
Jak ocenić postać księcia? Posłuchajmy jeszcze raz prof. Czubatego z Uniwersytetu Warszawskiego.
[Gość] To jest pytanie dla historyka dość trudne, dlatego że każdy historyk jednak ma pewien stosunek osobisty do bohaterów swojej epoki. Ja akurat księcia Józefa lubię, w związku z tym powiem tak: on był postacią wyjątkową, ale myślę są też inne okoliczności, bardziej obiektywne. Pamiętajmy o tym, że niesłychanie zasłużył się jako jedna z pierwszoplanowych postaci w nurcie polskich działań niepodległościowych, powiedzmy od czasów Sejmu Wielkiego, aż do bitwy pod Lipskiem. Oni było z Kościuszką komplementarnymi bohaterami narodowymi. Bardzo takich bohaterów Polacy w XIX w. potrzebowali. Kościuszko wnosi do takiego imaginarium narodowego, wnosi właśnie ten czysty republikanizm, prawda, wolność dla chłopów, wolność dla niewolników, sprawiedliwość społeczna i tak dalej. Książę Józef wnosi tam honor, odwagę, brawurę, połączoną z pewnym elementem szaleństwa i nieodpowiedzialności, takiej, mówię tutaj raczej o jego życiu osobistym. To jest taki bohater, którego się lubi. Kościuszkę się podziwia, z całym szacunkiem do Kościuszki, ale trudno jest w nim się zakochać może, prawda? A książę Józef irytuje czasami jakimiś drobiazgami, natomiast to był wódz, którego żołnierze i oficerowie autentycznie kochali i który tak został zapamiętany przez kolejne pokolenia.
[Prowadzący] Poniatowski znalazł się jednak w odpowiednim miejscu i czasie, by zostać historycznym herosem. To warunek konieczny, ale nie wystarczający. Resztę książę dołożył sam. Gdy umiał porzucić postać, używając dzisiejszych słów, celebryty, playboya czy influencera i stać się mężem stanu. W miejsce lekkoducha pojawił się wówczas człowiek odpowiedzialny. Zamiast bawidamka pełen brawury żołnierz i dowódca. I do tego ktoś, kto dla swoich przekonań i honoru ryzykował, a w końcu poświęcił życie. Był człowiekiem z krwi i kości, był bogaty i piękny, zniewalał urokiem i obyciem, miał fantazję i odwagę, strzegł honoru, zwyciężał i zginął śmiercią godną bohaterów jak heros, a może i półbóg z greckich mitów. Jest ktoś jeszcze w historii Polski lepiej pasujący na pomnik? I tym chyba retorycznym pytaniem zakończę ten podcast, zapraszając na kolejne. Jeśli spodobał ci się, to może posłuchasz także innego podcastu: „Księstwo Warszawskie. Osiem lat marzeń o wolności.” Tak czy inaczej, do usłyszenia. [1:05:00] Łukasz Starowieyski.
„1000 lat. Prześwietlenie” podcast Muzeum Historii Polski o najważniejszych wydarzeniach w historii Polski. Podcastów „1000 lat. Prześwietlenie” wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, w Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.
Data of the object
-
Name / Title
O księciu Józefie Poniatowskim -
Creator / Producer
Muzeum Historii Polski (producent) -
Type
-
Category
-
Execution date
14/12/2022 -
Duration
1h 5min 49sek -
Persons performing
-
Place
-
Event
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Inventory number
MHP-05-14092 -
Copyright classification
-
Permalink