Niepokonany. Opowieść o generale Stanisławie Maczku
Muzeum Historii Polski (producent); Bartusiak, Mariusz (lektor); Geremek, Rafał (scenariusz i reżyseria); Janczewski, Adam (montaż); Jarosiński, Michał (zdjęcia); Racinowski, Piotr (zdjęcia); Samot, Robert (lektor); Skolimowski Michał (lektor);
22/03/2023
Copyright classification
Transcription
Żołnierz (gość baru): Double whisky, panie generale.
Barman (gen. Maczek): Z przyjemnością spełnię twoją prośbę, młody człowieku.
Żołnierz (gość baru): Już nie taki młody, panie generale. Mam czterdzieści lat. A lata na emigracji w naszej 1. Dywizji Pancernej liczą się podwójnie.
Barman (gen. Maczek): I jeszcze nie przyzwyczaiłeś się do Szkocji?
Żołnierz (gość baru): W Polsce z tego, co pamiętam tak mocno nie lało.
Barman (gen. Maczek): Pomyśl sobie, że Edynburg to taka mała Polska. Zamek to Wawel a te góry to takie małe Tatry. Jedna z nich nawet trochę Gubałówkę mi przypomina.
Żołnierz (gość baru): W Holandii też mają wielką kaplicę z Matką Boską Częstochowską w samym centrum miasta, ale i to nie przynosi im spokoju.
Barman (gen. Maczek): A ci, co wrócili do Polski, coś piszą?
Żołnierz (gość baru): Mój dobry kolega wrócił. Umówiliśmy się tak, że jak będą go prześladować to napisze, że nigdzie nie ma takiej ziemi jak w Polsce. A jak będzie okej to, że chciałby kupić dom z ogrodem.
Barman (gen. Maczek): I co napisał?
Żołnierz (gość baru): Nie dostałem żadnego listu.
Lord Provost Fran Ross (burmistrz Edynburga): Jako młody człowiek w Edynburgu ciągle słyszałem opowieści o generale, który pracował za barem.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): On nigdy nie starał się by być kimś znanym. On po prostu wybrał spokojne życie ze swoją rodziną.
Maria Thomson (dawna opiekunka gen. Stanisława Maczka): Mężczyźni mający wysoką pozycję i zasługi, zwykle lubię się nimi chwalić. Ale on tego nie robił.
Wily Vallaey (archiwista Roeselare): On był kimś podobnym do współczesnych prezesów wielkich koncernów. Człowiekiem z wizją i przekonaniem, w którym kierunku należy iść. Z koncepcją strategiczną na dany dzień. I sam delegował uprawnienia do swoich oficerów.
dr Piotr Potomski (autor książki "Generał broni Stanisław Maczek): Generał Stanisław Maczek myślał często inaczej. Inaczej, niż przełożeni, inaczej, niż sojusznicy, inaczej, niż wrogowie.
Narrator: Stanisław Maczek za młodu nie marzył o karierze w armii. Studiował filozofię i filologię polską we Lwowie, który znajdował się wówczas zaborze austriackim. Opatrzność miała jednak, co do niego zupełnie inne plany.
dr Piotr Potomski (autor książki "Generał broni Stanisław Maczek): Polacy w Galicji organizowali się w drużyny strzeleckie. Szykowali się do tego, żeby w przyszłości tworzyć siły zbrojne, polskie siły zbrojne. I do takiej drużyny strzeleckiej należał również Stanisław Maczek.
Narrator: W 1914 roku Stanisław Maczek został wcielony do armii austro-węgierskiej. Początkowo walczył na Pokuciu. W końcu przeniesiono go do elitarnej jednostki Cesarskich Strzelców Górskich. Walczył w Alpach i nad rzeką Isonzo.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Mój dziadek pisał swoją pracę doktorską w okopach. I trzymał materiały do pracy w swoim plecaku. Myślał, że wkrótce wróci z wojny, obroni doktorat i zostanie nauczycielem. Ale niestety pewnego razu musiał przechodzić pod drutem kolczastym i ów drut zatrzymał plecak. Dziadek musiał podjąć szybką decyzję. Albo ocali plecak i zostanie zastrzelony, albo zrzuci plecak i pójdzie dalej. I porzucił ten plecak.
Narrator: Stanisław Maczek był w kompanii jedynym Polakiem. Awansował do rangi podporucznika i zdobywał kolejne medale.
prof. Zbigniew Wawer (historyk wojskowości, autor filmów o 1. Dywizji Pancernej): W górach, gdzie warunki są bardzo ostre, bunkry były wykopane w skałach, wykute, linie walk nieraz były oddalone od siebie o kilkadziesiąt metrów. Tam można było nauczyć się samodzielności w działaniu. I to, moim zdaniem samodzielność, działania jest tym, co generał Maczek wyniósł z austriackiego wojska, ze Strzelców Górskich, Strzelców Alpejskich.
Narrator: Po upadku monarchii habsburskiej wyruszył na odsieczy Lwowa zajętego przez Ukraińców. W wojnie polsko-ukraińskiej podporucznik Maczek jako dowódca kompanii zasłynął niekonwencjonalnymi, często szalonymi pomysłami.
dr Piotr Potomski (autor książki "Generał broni Stanisław Maczek): Stanisław Maczek stara się, jako żołnierz piechoty zwiększyć szybkość i manewrowość poprzez zastosowanie wozów konnych.
Narrator: 20 listopada 1919 roku na dworcu w Ustrzykach Dolnych żołnierze Maczka uderzając z zaskoczenia, przejęli bez większych trudów wojskowy pociąg ukraiński z czterema działami i trzykrotnie liczebniejszą załogą. Później zdobyli węzeł kolejowy Chyrów i leżący nieopodal Felsztyn. Największym wyczynem Maczka podczas walk w Bieszczadach była wyprawa w okolicach wsi Terło w poszukiwaniu haubic, z których Ukraińcy ostrzeliwali polskie pozycje.
dr Jerzy Majka (autor książki "Mistrz manewru generał broni Stanisław Maczek 1892-1994"): Przeprowadził ze swoją kompanią akcję nocną. Przebrani w stroje białe, maskujące przez prawie całą noc przeszli górami z zupełnie z innej strony, niż od strony tego frontu.
Narrator: Po akcji zdobycia góry pod miejscowością Żurawno, Maczka komplementuje i awansuje sam Józef Piłsudski, wówczas Naczelnik Państwa Polskiego, który pojawia się pod Felsztynem. "A toście szybko uwinęli się z tą górą poruczniku" - powiedział.
dr Jerzy Majka (autor książki "Mistrz manewru generał broni Stanisław Maczek 1892-1994"): Podporucznik Maczek został jako bodaj pierwszy oficer w Wojsku Polskim awansowany na wyższy stopień na polu walki.
Narrator: Stanisław Maczek walczył również w wojnie polsko-bolszewickiej. Opatrzność nad nim czuwała, ale w wojnach stracił trzech braci, w tym brata bliźniaka.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Popatrz się tutaj. Krzyż Srebrny Virtuti Militari. Strata jego trzech braci jakoś go upewniła w swoim życiu. Jakoś tak, jakby ich mądrość w niego weszła. Tak że ich trzech stracił i może czuł, że musi coś pokazać.
Narrator: W niepodległej Polsce zrobił karierę jako oficer piechoty, ale wiedział, że przyszłością armii jest broń pancerna. Do jego najważniejszej nominacji doszło 30 października 1938 roku w Bielsku, w czasie, kiedy Polska zajmowała Zaolzie. Został dowódcą 10. Brygady Kawalerii. Pierwszej jednostki pancerno-motorowej Wojska Polskiego. Krótko przed wybuchem II wojny światowej, 10. Brygada pułkownika Maczka została skierowana na południe kraju. Gdy 1września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę, Maczek miał plan, jak powstrzymać najeźdźców na swoim odcinku.
dr Piotr Sadowski (historyk Beskidu Wyspowego): Kiedy 1 września przybyły pierwsze oddziały brygady na Wysoką i pułkownik Maczek zlustrował teren, stwierdził, że mimo że nie oferuje ona bardzo dobrych warunków obronnych przeciwko czołgom, to przyjmie tutaj bitwę. Dlaczego? Bo szkoda było oddawać Niemcom terenu za darmo.
Narrator: Naszych żołnierzy było 5 tysięcy, Niemców 10 razy więcej. Bitwa rozpoczęła się od uderzenia niemieckiej broni pancernej na Wysoką. Pierwszy atak został odparty, drugi był już bardziej zmasowany. Na wzgórze uderzyło około dwustu czołgów i doprowadziło to do przełamania pozycji obronnych. Co czwarty czołg został zniszczony przez polskich obrońców.
dr Piotr Sadowski (historyk Beskidu Wyspowego): Geniusz Maczka polegał na umiejętnym gospodarowaniu tymi siłami, którymi dysponował. A w porównaniu do sił niemieckich były to siły bardzo szczupłe.
Narrator: Niemcy szybko nauczyli się szacunku dla formacji pułkownika Maczka. Nazwali je "Schwarze Brigade" od koloru płaszczy żołnierzy. 10. Brygada biła się jeszcze między innymi pod Kasiną Wielką, Wiśniczem, Łańcutem, Lwowem i pod miejscowością Zboiska, gdzie przez zaskoczenie odbili Niemcom jedno ze strategicznych wzgórz. Odwaga Maczka stała się legendarna. Pod Wiśniczem sam kierował ostrzałem przeciwlotniczym. Nad Sanem osobiście poprowadził szwadron do ataku. Po ucieczce z kraju rządu i Naczelnego Wodza, Maczek otrzymał rozkaz wymarszu na Węgry. To była jedyna polska formacja wojskowa, która przeszła granicę w szyku bojowym i nie została rozformowana. Pułkownik Maczek przedostał się ze swoimi oficerami do Francji przez Jugosławię i Włochy, używając fałszywego paszportu.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Ojej.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Widzisz, Zofia Tłumaczek? Też z Budapesztu, jak uciekali.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Ojej, popatrz.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): I tutaj jest mama i ja, i twoja mama.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Renata, tak.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): To jest piękna fotografia.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Piękna.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Słuchaj, tu jest ten list z ambasady. Zaświadczam niniejszym, że paszport numer taki i taki, wystawiony na nazwisko Stanisława Tłumaczek jest własnością pułkownika Maczka Stanisława. I w celu umożliwienia wyjazdu z Budapesztu.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Tak.
Narrator: W sumie nad Sekwanę przedostało się 38 tysięcy 490 osób, co stanowiło 41% internowanych.
dr Piotr Potomski (autor książki "Generał broni Stanisław Maczek): Maczek we Francji chce stworzyć polską dywizję pancerną. Nikt go nie chcę słuchać.
prof. Zbigniew Wawer (historyk wojskowości, autor filmów o 1. Dywizji Pancernej): Francuzi się zasłaniali, że nie mają czołgów, nie mają możliwości. Ostatecznie udało się coś, namiastkę takiej jednostki stworzyć.
Narrator: Kiedy w maju 1940 roku doszło do niemieckiego uderzenia na Francję, tylko część ochotników nadawała się do natychmiastowego wysłania na front.
Jacquest Wiącek (autor francuskojęzycznej monografii o 1. Dywizji Pancernej "Odyseja Feniksa"): 10. Brygada Kawalerii Pancernej wchodzi do boju z początkiem czerwca 1940 roku. Kiedy to naprawdę już Niemcy zbliżają się do Paryża i sytuacja armii francuski jest w miarę dramatyczna. Dlatego jak Maczek wraz z brygadą dołącza na front w Szampanii, jedyna akcja ofensywna, którą może przeprowadzić, to kontratakować Niemców. Natomiast bardzo szybko zostaje okrążony razem z resztkami wojsk francuskich. I żeby wycofać się i nie stracić brygady, odchodzi na południe. I cały czas po drodze trafia na oddziały niemieckie. Nie może z tego kotła się wydostać. I dlatego próbuję kontratakować Niemców w Montbard, żeby otworzyć sobie drogę w kierunku na lasy Morvan. Co ciekawe w tej walce, po pierwsze to, że czołgi idą do ataku, czyli czołgi otwierają drogę kawalerii zmotoryzowanej. Druga ciekawa rzecz, to obecność wśród wojsk polskich, Senegalczyków. Oni, jako tak naprawdę, jako ostatni bili się. I często oficerowie polscy wspominają między innymi, że Francuzi porzucili broń. Jedyni, którzy jeszcze mieli bronić ze sobą, to byli właśnie czarnoskórzy Senegalczycy, czy żołnierzy wojsk Północnej Afryki.
Narrator: Afrykańczycy, którzy polegli w Montbard, spoczęli na miejscowym cmentarzu obok polskich żołnierzy. Niestety zdobycie miasta nie oznaczało wyjścia z okrążenia. Podobnie jak w 1939 roku Stanisław Maczek nie zamierzał dać się złapać. Wraz ze swoimi ludźmi postanowił wyrwać się z pułapki. W miejscowości Moloy pozostawiono rannych. Kilka kilometrów dalej w lesie zniszczono sprzęt. A przez to górskie skrzyżowanie przejeżdżał patrol niemiecki, podczas gdy generał Maczek i major Franciszek Skibiński chowali się kilkanaście metrów dalej w zaroślach. Generał i jego żołnierze podzieleni na kilkuosobowe grupy maszerowali na południe kraju, aby dalej przedostać się na Wyspy Brytyjskie. Maczek i Skibiński maszerowali w nocy a spali w dzień, bo za punkt honoru uznali ucieczkę w pełnym umundurowaniu. Niektórzy uciekinierzy mieli sporo inwencji. Porucznik Zygmunt Kłodziński przedzierał się w przebraniu księdza. Grupa Majora Zgorzelskiego dostała od francuskiego weterana I wojny światowej barkę i spłynęła nią rzeką Saoną aż do Lyonu. W sumie około 500 osób, towarzyszy broni z 10. Brygady Kawalerii Pancernej przedarło się stąd do nieokupowanej części Francji. Mieli spotkać się w Marsylii. Konspiracja była konieczna, choć czasem wyglądała komicznie. Generał Maczek udał się do największego bistro w mieście, gdzie czekała na niego spora grupa jego żołnierzy udających, że się nie znają. wspomnienia generała Maczka: Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej pryska na mój widok czar sprzysiężenia i kamuflażu. Cała kawiarnia staje na baczność jak jeden mąż. Nie potrzeba było gromkiego: "Czołem, panie generale!", by wszystko stało się jasnym.
Narrator: Z Marsylii generał Maczek przebija się dalej, jako Karpiński. I nie był to jedyny kamuflaż.
dr Piotr Potomski (autor książki "Generał broni Stanisław Maczek): Maczek przekraczając granicę do Afryki, przekraczał ją w przebraniu Araba. Ale strażnikowi nie podoba się to, że ma bardzo niebieskie oczy, Maczek.
Narrator: Dociera do Casablanki, gdzie czeka na niego rodzina. A stamtąd przez Lizbonę, jako Kamiński dociera do Anglii, korzystając z pomocy amerykańskiego konsulatu. Na 4 lata nowym domem dla żołnierzy Maczka stanie się Szkocja. Tu i na poligonach w Anglii staną się wybornymi strzelcami, piechurami i pancerniakami.
Narrator (archiwum): Żołnierze polscy z największą radością pomagali Szkotom przy pracy w polu.
Narrator: Generał Maczek znowu rozpoczyna krucjatę o stworzenie dywizji pancernej. Ma oddanego sojusznika w osobie Naczelnego Wodza, ale nie wszystko było przesądzone.
prof. Zbigniew Wawer (historyk wojskowości, autor filmów o 1. Dywizji Pancernej): Sikorski polecił opracowanie koncepcji organizacji polskiej dywizji pancernej dwóm osobom, generałowi Kossakowskiemu i generałowi Maczkowi. I tu były właśnie dwie różnice, że generał Kossakowski napisał, że w tej chwili ze względu na to, że nie mamy tylu kierowców i tak dalej, mechaników, on by był za tym, żeby odłożyć organizację. Natomiast generał Maczek powiedział, że jeżeli my teraz nie zorganizujemy tej jednostki, nie zbierzemy tych ludzi, to my później nie otworzymy tego. I generał Sikorski przekonał się do koncepcji generała Maczka. Wszystkie dokumenty, które czytałem, korespondencja z dowództwem brytyjskim prowadzonym przez generała Sikorskiego jest za tym, aby powstała 1. Dywizja Pancerna, która rozkazem Sikorskiego z 25 lutego 1942 roku, powstaje.
Narrator: Polskich żołnierzy odwiedzają wpływowi ludzie, z parą królewską na czele. A regularnie wizytuje późniejszy głównodowodzący sił lądowych aliantów, Bernard Law Montgomery.
Narrator (archiwum): Wnikliwie patrzył żołnierzom w oczy. A potem powiedział krótko: "Będziemy razem bić Niemców".
Narrator: Wielu odebrało w 1. Dywizji Pancernej lekcję dobrego wychowania. Generał Maczek był serdeczny dla swoich żołnierzy. Dlatego ci, jeszcze we Francji nazwali go swoim "bacą". Ale bywał także jak surowy ojciec, o czym świadczy jeden z rozkazów z 1942 roku. "Żądam od wszystkich dowódców, aby zaostrzyli kontrolę i ograniczyli możliwość swobodnego poruszania się wobec żołnierzy, którzy udowodnili, że nie umieją zachować się jak kulturalni, przyzwoici ludzie".
kpt. Edmund Semrau (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Dla niego żołnierz to pewno była świętość. Gdzieś tam powiedziano, że wszy pewno gryzą nas, nie. Maczek powiedział, że to jest niemożliwe, jutro będzie dezynfekcja. Żołnierz ma być czysty i schludnie ubrany. Nie mówił, że najedzony, ale czysty.
Narrator: 1 Dywizja Pancerna została włączona do kanadyjskiej 1. Armii wchodząc w skład jej II Korpusu. "Każdy z nas wiedział, że płynie w nieznane. Za wodami kanału stanie oko w oko z wojną, która stała się chlebem powszednim Polaków, tragicznym przeznaczeniem polskiego życia. Nie wojna jednak była tematem żołnierskich rozmów, ale wypowiadana przedtem głośno nadzieja na dzień powrotu. Zdawało się wówczas, że Polska zbliża się do nas wraz z wybrzeżem kontynentu". Polacy wylądowali w Normandii dość późno, bo 1sierpnia 1944 roku. Najpierw odprawiono mszę świętą. A potem żołnierzy usłyszeli słynne słowa: "Bijcie się twardo, ale po rycersku". 8 sierpnia w dniu wejścia do walki żołnierze 2. Pułku Pancernego na tych polach w półtorej godziny stracili aż 22 z 52 czołgów.
Narrator (archiwum): Tego dnia wyrosły już pierwsze polskie krzyże w Normandii. A obok zwycięskich załóg czołgowych były i takie, w których dogasało życie.
prof. Zbigniew Wawer (historyk wojskowości, autor filmów o 1. Dywizji Pancernej): Po pierwsze dywizja wchodzi, polska i kanadyjska wchodzą w teren nierozpoznany. Po drugie, płaski teren. A po trzecie, dywizja jest niezgrana w walce.
Jacquest Wiącek (autor francuskojęzycznej monografii o 1. Dywizji Pancernej "Odyseja Feniksa"): Natarcie 8 sierpnia nie powiodło się. Między innymi z tego powodu, że plan kanadyjski był bardzo sztywny. Wymagał natarcia na bardzo wąskim pasie. Dlatego żeby odzyskać zdolność manewrowania, generał Maczek 9 sierpnia postanawia rozszerzyć pas natarcia zdobywając miejscowość Saint-Sylvain. Z tego miejsca niedaleko miasteczka Chambois generał Maczek obserwował okolicę.
Narrator: Polacy dostali rozkaz by zająć miejscowość i połączyć siły z Amerykanami. Maczek studiując mapy sztabowe zorientował się jednak, że aby zablokować Niemcom możliwości ucieczki w tym rejonie, należy również opanować wzgórze 262, nazwane przez niego z racji kształtu "Maczugą".
Stephane Jonot (dyrektor muzeum Memoral de Montormel): Generał Maczek miał doświadczenie w walkach górskich. Dlatego wybrał to miejsce, gdyż jest ono podobne do wzniesienia na Wysokiej koło Jordanowa.
Narrator: Z zajętego wzgórza 19 sierpnia 1944 roku w południe, polscy żołnierze ujrzeli długą na blisko 2 kilometry, kolumnę wojsk niemieckich.
kpt. Edmund Semrau (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Samo wejścia na "Maczudze" spowodowało to, że mieliśmy możliwość zrąbania całej kolumny niemieckiej.
mjr Marian Słowiński (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Nie było, że tak powiem, trudności w wstrzeliwaniu z uwagi na to, że skierowało się tylko działo w dół i się strzelało. Takie tłumy były, że pociski, które szły z naszych armat zostały zawsze, że tak powiem, w pełni wykorzystane.
Narrator: Polacy pojmali sporo jeńców w tym niemieckiego generała Otto Elfeldta. Ten jednak przez długi czas nie uznawał się za pojmanego, bo jak tłumaczył, ciągle nie wiadomo było, kto u kogo jest w niewoli. Niemcy zorientowali się, że aby wyjść z okrążenia muszą opanować wzgórze, z którego byli ostrzeliwani przez Polaków.
Edward Podyma (10. Brygada Kawalerii Pancernej 1. Dywizji Pancernej mat. arch. Memoriał de Montormel): Niemieckie wozy pancerne zasypały nas gradem pocisków. W parę sekund, mogło to trwać 10-20 a nawet 30 sekund, 5 czołgów zostało zniszczonych.
Narrator: To była walka Dawida z Goliatem, ale tutaj generał Maczek miał tę przewagę, że dysponował wyjątkowymi oddziałami.
Stephane Jonot (dyrektor muzeum Memoral de Montormel): Bowiem każde inne wojsko, każda inna jednostka wycofałaby się przed masą niemieckich żołnierzy, którzy szturmowali wzgórze. Słyszałem wiele opowieści o odwadze polskich żołnierzy. O walkach wręcz. O tym, że Polacy rzucali w Niemców butelkami, kiedy nie mieli już amunicji. Wspomniano także pewnego polskiego żołnierza, który bił się, używając do tego swojego hełmu.
mjr Marian Słowiński (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Nie spaliśmy, bośmy byli na "Maczudze" 19 sierpnia 1944 roku, dwudziestego i dwudziestego pierwszego. Te trzy dni poprzednie to były dla nas okropne. Okropny smród tych nieboszczyków, tych wszystkich, którzy tam leżeli. Ja leżałem na koledze ciężko rannym, byłem cały zakrwawiony.
Jacquest Wiącek (autor francuskojęzycznej monografii o 1. Dywizji Pancernej "Odyseja Feniksa"): Wspomnienia między innymi generała Meindla, niemieckich spadochroniarzy, wskazują na to, że Polacy na przykład pozwolili konwojowi rannych wyjść z kotła. I pomimo zaciekłości walk, w tej chwili Polacy wstrzymali ogień.
Hubert Meyer (jeden z dowódców 11. Dywizji Pancernej SS Hitlerjugend): Przecinając drogę spotkaliśmy jeszcze wielu niemieckich żołnierzy. Część wymachiwała białymi flagami. Najwyraźniej chciała się oddać do niewoli. Po raz pierwszy od wybuchu wojny byliśmy świadkami podobnej sceny i przyznam patrzyliśmy na to z przerażeniem.
mjr Marian Słowiński (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Kiedy Kanadyjczycy nas wyzwolili, otrzymaliśmy od nich bardzo szybko wodę, najrozmaitsze posiłki nam dali. Ja dostałem dużo koszul. Ta, którą miałem, to było wszystko zakrwawione bardzo. Jeszcze nawet muszę się pochwalić, że te koszulki jeszcze mam, tylko bardzo dziurawe. No, w każdym bądź razie, dzień 21sierpnia po obiedzie, gdzieś godzina 16:00-17:00 pamiętam, był dla nas dniem wolności. Bo w dniu 22 sierpnia żeśmy zeszli razem z Kanadyjczykami ze wzgórza 262, zwanego "Maczugą".
dr Piotr Potomski (autor książki "Generał broni Stanisław Maczek): Zaraz bezpośrednio po bitwie wydawało się, że straty są nieproporcjonalnie wysokie, a tak nie było.
Narrator: W kotle pod Falaise zginęło ponad 7 tysięcy Niemców. Polacy rzucili się w wir pościgu za niemieckimi oddziałami, którym udało się jednak uciec z kotła pod Falaise.
Żołnierz (gość baru): Wróciłem na "Maczugę" panie generale. Gdyby nie Kanadyjczycy nie siedziałbym tu i nie popijałbym whisky. Jedna myśl nie dręczy.
Barman (gen. Maczek): Mów.
Żołnierz (gość baru): Czy nasi przyjaciele mogli przybyć wcześniej?
Barman (gen. Maczek): Mogli. Alarmowałem, że napór niemieckiej armii w odwrocie zwala się na odcinek polskiej dywizji, ale nikt nie chciał mi uwierzyć. Dopiero Simonds, dowódca, któremu podlegliśmy, zorientował się, jaka jest sytuacja. I 20 sierpnia w mojej obecności wydał rozkaz pójścia na odsiecz.
Żołnierz (gość baru): Ale Kanadyjczycy dotarli do nas dzień później. Cały dzień zajęło im te kilkanaście kilometrów?
Barman (gen. Maczek): Nie, atak wyruszył dopiero następnego dnia. Dowódca korpusu tłumaczył się, że to z powodu przeróżnego splotu zdarzeń. Ale nasi chłopcy za to zapłacili.
Narrator: Po bitwie marszałek Montgomery powiedział: "Niemcy byli jakby w butelce a Polska dywizja była korkiem, w którym ich w niej zamknęliśmy". Do końca sierpnia 1944 roku wyzwolono Francje. 6 września po krótkich, ale ciężkich walkach ulicznych oddziały generała Maczka oczyściły miasto Ypres. Jak wyglądało zdobywanie miast, widać na przykładzie miasteczka Tielt, ważnego wówczas węzła komunikacyjnego. Walka toczyła się o każdy dom.
Dirk Verbeke (prezes Stowarzyszenia 1. Dywizji Pancernej w Belgii): Tielt był silnie broniony przez Niemców. Generał Maczek miał jednak plan. Jego pierwszym pomysłem było zaatakowanie miejskiego rynku, ale był on tak silnie broniony, że Maczek musiał wycofać swoje oddziały. Kolejna próba polegała na okrążeniu miasta równolegle przez 24. Pułk Ułanów i 10. Pułk Strzelców Konnych. I po ciężkich walkach ulicznych z udziałem czołgów, także na samym rynku, Maczek zdobył miasto.
Narrator: Kiedy powstawał cmentarz wojskowy w Lommel ówczesny burmistrz i rada miejska nie pozwoliła zabrać z miejscowego cmentarza prochów ośmiu żołnierzy, którzy polegli w walkach o Tielt.
Dirk Verbeke (prezes Stowarzyszenia 1. Dywizji Pancernej w Belgii): To nasi bohaterowie i zostaną tu w Tielt na zawsze z nami.
Narrator: Roeselare jest miejscem, w którym skorzystano z pomocy ludności cywilnej. To także cecha taktyki generała Maczka. Tu w Roeselare także się nie zawiódł. Maczek wjeżdżając na rogatki miasta spotkał z Simonne Brugghe, młodą nauczycielkę.
Wily Vallaey (archiwista Roeselare): Po zdobyciu miasta generał Maczek odznaczył Simonne Krzyżem Walecznych. Po zakończeniu wojny generał Maczek mianował młoda Belgijkę oficerem łącznikowym i służyła ona w jego 1. Dywizji Pancernej, która po wojnie okupowała kawałek Niemiec. Z powodu choroby serca lekarze zalecili jej wyjazd do ciepłych krajów. Po zakończeniu misji Simonne wraz z mężem Szkotem wyjechała do Australii.
Simonne (gość baru): Kieliszek czerwonego, poproszę.
Barman (gen. Maczek): Simonne? Jak miło, że przyjechałaś. Jesteś od dawna w Szkocji?
Simonne (gość baru): Nie. Dopiero, co przyjechałam z Roeselare. Zrobiliście ze mnie Matę Hari. Ludzie konspirowali przez cały okres okupacji, a ja raz przejechałam się na rowerze i zrobiliście ze mnie bohaterkę.
Barman (gen. Maczek): Simonne, pokazałaś nam, gdzie są Niemcy. Dzięki temu kilku albo kilkunastu żołnierzy poległych mniej. Jesteś bohaterką.
Simonne (gość baru): A wie pan, że dałam głodnemu niemieckiemu żołnierzowi czekoladę z logo angielskiej fabryki czekolady, którą dostałem od was? Na szczęście biedak był tak głodny, że nie zauważył napisu na opakowaniu.
Barman (gen. Maczek): Żołnierskie szczęście. Na wojnie nie ma sprawiedliwości.
Simonne (gość baru): Proszę mi powiedzieć, czy ja naprawdę nadawałam się na tego oficera?
Barman (gen. Maczek): Byłaś świetnym oficerem. Nie każdy ma talent do języków, jest bystry i lubi ludzi.
Simonne (gość baru): Ale ludzie w Roeselare wiedzieli swoje. Mówili, że jestem nieprzyzwoita, bo zadawałam się z żołnierzami.
Barman (gen. Maczek): Trzeba było mi od razu powiedzieć, to zaraz po wojnie byśmy jeszcze raz zajęli tę mieścinę.
Simonne (gość baru): A ja chyba byłam zbyt przyzwoita. Mnie krępowały nawet te wasze przywitania. Trzy całusy w policzek. I to mężczyźni. Może lepiej całować się 5 albo 6 razy. Ja muszę wracać do swojej nowej ojczyzny. Lekarze mówią, że moje serce może eksplodować w każdej chwili.
Barman (gen. Maczek): To znaczy, że co? Widzimy się ostatni raz, tak?
Simonne (gość baru): Żegnam pana, panie generale. Jeszcze raz, po polsku. Dziękuję za wszystko.
Wily Vallaey (archiwista Roeselare): Maczek wierzył, że zdobywanie miasta bez użycia ciężkiej artylerii, zjedna mu przychylność małych krajów. On potrzebował politycznego wsparcia swojej misji. Dlatego w dniu zdobycia Roeselare, Harold Mitchell, brytyjski poseł do Izby Gmin, który popierał polska sprawę, przyglądał się z bliska całej operacji. Polski konsul także tu był. General Maczek miał, więc przyzwolenie, by stosować strategię polegającą na nieużywaniu ciężkiej artylerii podczas walk.
prof. Zbigniew Wawer (historyk wojskowości, autor filmów o 1. Dywizji Pancernej): Niektórzy zarzucali właśnie generałowi Maczkowi, że on szafuje krwią żołnierzy, nie chcąc niszczyć miasta, przecież można było poprosić o wsparcie lotnictwa. Lotnicy nie mogli odbierać sygnałów z ziemi. Czyli zanim dotarł do dowództwa operacji lotniczej meldunek, że bombardują źle, to już te samoloty przeleciały. Na szlaku 1. Dywizji Pancernej na terenie Belgii i Holandii prawie nie ma zniszczonych miast. Te większe wszystkie duże miasta, Gandawa, Breda, wszystko ocalało. I to można powiedzieć, że to jest polska szkoła dowodzenia jednostek pancernych. Że nie czekają na wsparcie lotnictwa, tylko umiejętnym manewrem oskrzydlającym, zmuszają przeciwnika do odwrotu albo kapitulacji. To jest sukces generała Maczka.
Narrator (archiwum): Najwspanialszą bitwą Dywizji Pancernej w Holandii, była bitwa o Bredę i Moerdijk, kluczowe pozycję niemieckie na drodze dojścia do Mozy.
Eric von Tilbeurgh (historyk kolekcjoner): Maczek początkowo otrzymał rozkaz uderzenia w kierunku Moerdijk, ale tam nieoczekiwanie pojawiła się dywizja brytyjska. I dlatego Maczek zmienił kierunek, skierował swoje siły w kierunku Bredy.
kpt. Edmund Semrau (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Przed Bredą dostaliśmy sygnał, że o miasto będzie walka, ale bez udziału artylerii. A w czołgu działo nie mogło działać.
Frans Ruczyński (prezes Muzeum gen. Stanisława Maczka): Bredę ciągle okupowali Niemcy, ale miasto nie było silnie bronione. 28 października pierwsze oddziały polskie pojawiły się na przedmieściach Bredy, dokonując rozpoznania wywiadowczego. Następnego dnia polscy żołnierze podeszli pod miasto z trzech stron. Po czym zaatakowali. Niemcy bronili się, ale musieli się w końcu wycofać.
kpt. Edmund Semrau (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Maczek okrążył Bredę. My z Gilze en Rijen na zachód od Bredy w nocy musieliśmy się przemieścić na wschodnią część. Został taki koszyk stworzony i tym koszykiem wjeżdżaliśmy, nie wolno było go zamykać. Był taki rozkaz, żeby Niemcy, dać Niemcom szansę na ucieczkę. W samej Bredzie jest bardzo mało poległych.
Narrator: W Bredzie do dzisiaj na krawężnikach pozostały ślady po gąsienicach. A niektórzy myślą, że to tylko ułatwienia dla rowerzystów.
Narrator (archiwum): Historyczne miasto Breda witało polskie czołgi niemilknącymi okrzykami tłumu. Entuzjazm ten osiągnął punkt kulminacyjny, gdy na stopniach ratusza ukazał się generał Maczek w towarzystwie burmistrza, który objął ponownie swoje funkcje.
kpt. Edmund Semrau (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Po raz pierwszy łzy leciały z oka. Miasto było polskie, biało-czerwone. Z napisami: "Dziękujemy wam Polacy". Stanęliśmy na ulicy w Bredzie, to ludzie nas porywali do domów.
Delsie Peeters (nauczycielka): Mój ojciec zaprosił dwóch mężczyzn, polskich wyzwolicieli. I zobaczyłam napis: "Poland" na ich mundurach. Pomyślałam, więc że przybyli z bieguna północnego. Nie kojarzyłam tej nazwy z krajem.
Tom Peeters (autor książek o wyzwoleniu Bredy): Słyszeliśmy o tragedii Warszawy. I o tym, że Polska także była okupowana. I w tym samym czasie pojawili się tutaj polscy żołnierze by nas wyzwolić. To było bardzo wzruszające.
kpt. Edmund Semrau (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Z mojej załogi to trzech poszło gdzieś tam w siną dal z dziewczynami.
Narrator (archiwum): Przyjaźń polsko-holenderska, która rozpoczęła się przy huku dział, ugruntowana została solidnie przy dźwiękach muzyki. A piwo rozwiązało wszelkie trudności językowe.
Delsie Peeters (nauczycielka): Polacy wyglądali bardzo porządnie w przeciwieństwie na przykład do Brytyjczyków, którzy chodzili zaniedbani. Polacy byli także bardzo szarmanccy, bo całowali kobiety po rękach.
Frans Ruczyński (prezes Muzeum gen. Stanisława Maczka): Błyskawicznie nawiązywały się relacje pomiędzy polskimi żołnierzami a miejscowymi dziewczynami. Organizowano potańcówki, zapraszano do domów. Nawiązano sporo znajomości, które zaowocowały wieloma małżeństwami. No i zaczęły się rodzić dzieci wyzwolenia.
Narrator: Do dnia dzisiejszego w miejscowej katedrze jest ślad owego festiwalu wolności. Płaskorzeźba przedstawiająca polskiego żołnierza z dziewczyną na motorze.
gen. Stanisław Maczek (archiwum): Co najmniej 400 polskich żołnierzy straciliśmy na korzyść dziewcząt holenderskich, z którymi się pożenili. Ale to nie była strata. To była dobra inwestycja kapitału.
Narrator: Pomników wdzięczności w Bredzie i okolicach jest co najmniej kilka. Wielka otwarta kaplica, zbudowana 10 lat po wyzwoleniu. Czołg, który przywieźli z Niemiec polscy żołnierze. Niemiecką Panterę zarekwirowaną z fabryki Kruppa, Holendrzy nazywają do dziś "polskim czołgiem". I pomnik zwycięstwa pokazującego orła polskiego i niemieckiego. Ten na górze to oczywiście nasz orzeł.
Narrator (archiwum): 9 listopada 1944 roku po krwawych bojach Polacy zdobyli ufortyfikowane przedmoście Moerdijk, ale niestety Niemcy zdołali wysadzić znajdujące się w tym rejonie dwa mosty.
Eric von Tilbeurgh (historyk kolekcjoner): Polscy żołnierze pozostali w Bredzie na dłuższą chwilę po tym, jak ją wyzwoli. Ale większość ludzi w tej części Holandii, z północnej Brabancji pamięta, że musieli opuścić swoje domy, ponieważ wyznaczona została na rzekach 70-kilometrowa linia frontu. I to jest jedno z tych miejsc, Kapelchee Veer, gdzie Polacy walczyli. Jak widzimy mamy tutaj płaski teren i nie ma się gdzie schować. Więc żołnierze mieli trudne zadanie i całe tygodnie musieli tu walczyć. Nie tylko Polacy, ale także żołnierze norwescy, kanadyjscy, brytyjscy. W ciągu kilku tygodni poległo tu ponad 450 żołnierzy z alianckich armii. Ludzie pamiętają o Bradzie, ale dla mieszkańców, którzy wywodzą się z tej części Holandii, jak na przykład moi rodzice, ważne jest także to, co wydarzyło się po wyzwoleniu Bredy, kiedy walczono w takich miejscach, jak to.
Narrator: Rejon Kapelchee Veer generał Maczek nazwał nawet "naszym małym Monte Cassino". 8 kwietnia 1945 roku 1. Dywizja Pancerna przekroczyła granicę niemiecką.
kpt. Edmund Semrau (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Moje wrażenie było okropne, bo butny naród niemiecki upadł na kolana. Ja wjeżdżałem w miejscowość Leer, same białe płachty w oknach, na biało. I ani jednego żołnierza niemieckiego.
Narrator: Na drodze 2. Pułku Pancernego znalazł się obóz dla kobiet i dziewcząt z Powstania Warszawskiego w miejscowości Oberlangen. Wojna skończyła się dla 1. Dywizji Pancernej 5 maja 1945 roku, kiedy skapitulował port w Wilhelmshaven, ale ostatecznie zwycięstwo miało gorzki smak.
mjr Marian Słowiński (1. Pułk Pancerny 1. Dywizji Pancernej): Mieliśmy wrażenie, że będziemy szli do Warszawy dalej. A tutaj jesteśmy pod Wilhelmshaven. A najgorsze jest to, że Warszawa nas nie chce absolucie widzieć. A nasi przyjaciele byli też tacy nie bardzo, że tak powiem, serdeczni. Nie wiedzieliśmy, co będzie z nami, co my mamy z sobą zrobić.
Narrator: Bezpośrednio po wojnie polscy żołnierze okupowali kawałek północno-zachodnich Niemiec. W wielu wzbierała chęć zemsty, ale generał Maczek nie akceptował żadnych gwałtów wobec ludności cywilnej.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Dwóch czy trzech tam jego żołnierzy zgwałcili żonę pastora i zamordowali pastora. Odbył się proces wojskowy i byli skazani na śmierć. I duży jego oficerów błagali go, żeby te grzechy im przypuścić, ale w jego myśli, wyrok sądu był właściwy i nie było, co zmieniać. Tak że poszli na śmierć.
Narrator: Stanisław Maczek po wojnie pełnił funkcję ostatniego dowódcy I Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W 1947 roku otrzymał rozkaz demobilizacji swoich wojsk. Generał Maczek po wojnie postanowił zamieszkać w Szkocji. Do Polski nie miał powrotu, bo komuniści pozbawili go obywatelstwa.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Tutaj pisze, że ten paszport międzynarodowy, to jest Travel Document, to jest nie jest paszport, ale że to jest ważne we wszystkich krajach, prócz Polski.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Tak.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Popatrz się tutaj, co jest napisane. All countries - Except Poland.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): A to strasznie smutne.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): To jest smutne. To dla niego też było trudne.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Tak że każdy kraj wpuszcza tylko nie Polska.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Tak.
Narrator: Służba Bezpieczeństwa PRL próbowała ściągnąć Stanisława Maczka z powrotem do kraju. W tym celu wysyłała do Szkocji swoich wypróbowanych agentów. Jednym z nich był hrabia Wojciech Dzieduszycki. Znany aktor, dyrygent i działacz kultury, który pisał raporty dla bezpieki jako Turgieniew.
Barman (gen. Maczek): Zamykamy.
Hrabia (gość baru): Mnie pan chyba nie odmówi.
Barman (gen. Maczek): O, pan hrabia. Oczywiście, że nie, Lwowiakowi nigdy. Myślałem, że pan już wrócił do Polski.
Hrabia (gość baru): Jeszcze nie, zatrzymały mnie pewne sprawy.
Barman (gen. Maczek): Przypomniało mi się, że jak bywałem w Stanisławowie, to nie raz widziałem pana ojca. A moja żona często bywała w waszym domu w Jezupolu.
Hrabia (gość baru): Tak, tam już nie powrócimy. Ale do Polski pana ciągnie?
Barman (gen. Maczek): Oczywiście, ale jak pan wie, odebrano mi obywatelstwo. A ja byłem zbyt dumny, żeby się o nie starać. A brytyjskiego paszportu nie chcę, bo jestem Polakiem.
Hrabia (gość baru): To akurat można załatwić.
Barman (gen. Maczek): Koniaczek, wódeczka?
Hrabia (gość baru): Wódeczka. Teraz Polska to już inny kraj, niż w latach 50. Wiele się zmieniło. Nie chciałby pan powrócić na stałe?
Barman (gen. Maczek): Chciałbym, ale wtedy władze komunistyczne musiałyby zapewnić powrót do kraju również moim chłopakom. No, bo jakby to wyglądało? Maczek wraca do Polski sam.
Hrabia (gość baru): Tak, tak, rozumiem pana, generale. Gdybym miał kontakt z różnymi czynnikami, to zasugeruję im, co powinni zrobić.
Barman (gen. Maczek): Wie pan, czego najbardziej się boję? Że jak bym wrócił to w dowodzie napisaliby mi: urodzony w z ZSRR.
Hrabia (gość baru): Nie, to już niemożliwe, to już nie te czasy. Mnie też już tolerują. Niektórzy nawet zwracają się do mnie per, panie hrabio. Ale rzeczywiście teraz nie polecałbym wycieczki do Lwowa. Ale może przyjmie pan gościnę u mnie, we Wrocławiu.
Barman (gen. Maczek): A bardzo chętnie. O Zachodnim Śląsku słyszałem, że jest piękny.
Hrabia (gość baru): O Dolnym Śląsku panie generale, Dolnym Śląsku. Obwiozę pana wszędzie. Mówią tam ciągle po naszemu, po lwowsku.
Barman (gen. Maczek): A wie pan, że dzisiaj na ulicy słyszałem dwie kobiety, jak się żegnały. I jedna zabałakał. Powiedziała: "Daj pyska" na pożegnanie. Uśmiechnąłem się, zamknąłem oczy i przez chwilę wydawało mi się, że jestem w Polsce. Bo wie pan, Polak nie może żyć bez Polski.
Narrator: Stanisław Maczek nie posiadał prawa do emerytury. Brytyjski rząd wypłacił generałowi, podobnie jak wielu innym oficerom, jedynie jednorazową odprawę. Generał czterokrotnie zmieniał miejsce zamieszkania w Edynburgu. Nie zwracał się do nikogo o pomoc. Odrzucał wszelkie propozycje kariery politycznej, jakie składała mu Polonia. Najlepiej czuł się w towarzystwie swoich żołnierzy.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): On uwielbiał Szkocję, bo przypominała mu trochę Zakopane. Z tymi swoimi górami i wspaniałymi lasami pełnymi grzybów, które dziadek uwielbiał zbierać.
Frans Ruczyński (prezes Muzeum gen. Stanisława Maczka): Mógł zamieszkać w Bredzie, ponieważ proponowano mu tutaj nawet dom. Ale odmówił, gdyż jedna z jego córek była niepełnosprawna i potrzebował opieki, o co łatwiej było w Szkocji.
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Najpierw pracował w sklepie w miasteczku Gifford niedaleko od Edynburga. Ale to niedługo trwało, gdzie jego podkomendny zaczął być do niego bardzo szorstki. Coś zdaje mi się ojciec jakieś naczynie zbił czy coś i ten się rozzłościł. I ojciec powiedział: Do widzenia. Miał w sobie taką szlachetność. I nikt tego mu nie odebrał. Potem pracował, jako barman, gdzie przychodzili żołnierze i zawsze mówili: "Double whisky, panie generale". Tak że było dla niego to przyjemne, że swoich widział i że oni przychodzili do niego. Odczuwał na pewno, że praca nigdy nie hańbi.
Maria Thomson (dawna opiekunka gen. Stanisława Maczka): Był to niezwykle uprzejmy i kochany człowiek. Nigdy nie słyszałam z jego ust złego słowa o nikim, nigdy. Wszyscy go kochali. Drzwi ich zawsze były otwarte. Inni weterani byli dla niego, jak rodzina. Mogli przyjść w dzień albo w nocy o dowolnej porze.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Mój dziadek traktował ich po bratersku. Może patrzył na nich, jak na swoich braci, których utracił?
Andrzej Maczek (syn generała Stanisława Maczka): Grali w karty. Co sobotę matka robiła kolację i przechodzili znajomi, w takim małym gronie. Siedzieliśmy i graliśmy.
Karolina Maczek-Skillen (wnuczka generała Stanisława Maczka): Pewne rzeczy o moim dziadku mogę powiedzieć tylko po polsku. Mój dziadek nie chodził do kościoła, tylko maszerował. I raz tak właśnie maszerował, ja miałam obcasy wtedy, i krzyknęłam: Dziadziu, dziadziu, proszę, proszę na mnie poczekać! A dziadek zwracał się i mówił tak: Kochana moja, ja mam dziewięćdziesiąt parę lat, a ty kochana masz dwadzieścia parę, ja nie mam czasu na ciebie czekać". I dalej poszedł.
Narrator: Prawie codziennie przemierzał tę samą trasę. Stanisław Maczek po wojnie nie odwiedził Polski. Generał dożył upadku komunizmu, ale po 1989 roku nie miał już sił na podróż do kraju. Zresztą, do jakiego kraju miałbym wracać? Lwów należał do Ukrainy. Podobnie jak Szczerzec, miasteczko, w którym się urodził.
Maria Thomson (dawna opiekunka gen. Stanisława Maczka): Pani Maczkowa tęskniła za swoim życiem w Polsce. Ona mówiła o Polsce więcej niż sam generał. Im obojgu bardzo dobrze żyło się w kraju. Ale po wojnie przyszło im mieszkać w małym mieszkaniu, w którym dwoje ludzi było inwalidami. Dla pani Maczek było to wyczerpujące. Życie było trudne także z powodu kłopotów finansowych.
Frans Ruczyński (prezes Muzeum gen. Stanisława Maczka): W tatach 60. zorganizowano wielką akcję, żeby zebrać pieniądze na opiekę medyczną dla jego córki. I jednocześnie po to, aby generałowi ogólnie pomóc finansowo. Później Breda ofiarowała mu miesięczną emeryturę.
Narrator: Generał Maczek przyjeżdżał, kiedy mógł do miejsc swoich triumfów. A Breda kochała go zawsze najmocniej. Stanisław Maczek dożył 102 lat. Zgodnie z ostatnią wolą spoczął obok swoich żołnierzy właśnie w Bredzie. Generał Maczek nigdy nie przegrał żadnej bitwy, co najwyżej się wycofał. Stał się bohaterem pięciu narodów. Ale był także bohaterem uniwersalnym. Odkrywając postać generała Stanisława Maczka, ciągle możemy się uczyć czegoś nowego.
Data of the object
-
Name / Title
Niepokonany. Opowieść o generale Stanisławie Maczku -
Creator / Producer
Muzeum Historii Polski (producent); Bartusiak, Mariusz (lektor); Geremek, Rafał (scenariusz i reżyseria); Janczewski, Adam (montaż); Jarosiński, Michał (zdjęcia); Racinowski, Piotr (zdjęcia); Samot, Robert (lektor); Skolimowski Michał (lektor) -
Type
-
Category
-
Chronological range
-
Execution date
22/03/2023 -
Duration
1h 0min 1sek -
Persons performing
-
Inventory number
MHP-08-749 -
Copyright classification
-
Permalink