Maria Wąchała-Skindzier - Mediatheque - Polish History Museum in Warsaw SKIP_TO
Visit Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Maria Wąchała-Skindzier

Wąchała-Skindzier, Maria (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);

17/09/2025

Transcription

Maria Wąchała-Skindzier

Z wielkim wzruszeniem, nawet po tylu latach opowiadam te wspomnienia. Wracając do dni, gdy Polska wchodziła do NATO. Pamiętam z domu bardzo duże wzruszenie moich krewnych. Stąd nawet dzisiaj, jak mogę to opowiedzieć, czuję, że drży mi głos. Czuję takie wzruszenie w sercu. Dlatego, że była to dla nas, w naszej rodzinie ogromna radość, ogromna euforia, że po tylu latach jesteśmy już tak bezpieczni. Wręcz pamiętam moją babcię, która tak była mocno aż poruszona tym faktem, że zawołała nas wszystkich do domu, gdy była ta ceremonia, gdy była ta uroczystość transmitowana, oglądaliśmy ją całą rodziną i potem piliśmy szampana. Też babcia powtarzała nam wręcz, mam ją do dzisiaj przed oczami, tę twarz taką bardzo zdeterminowaną. I patrzyła tak na nas wprost i mówi "pamiętaj, pamiętaj, dzisiaj kończy się II wojna światowa. Dziecko to jest koniec, to jest koniec tej niewoli rosyjskiej". Tu zrobię przypis taki, że moja rodzina też bardzo dużo podżyła od Rosjan, od Związku Sowieckiego i zawsze nie mogliśmy uwierzyć, że ten cień gdzieś unosił się nad naszą rodziną, że nie jesteśmy bezpieczni, że może właśnie przyjdzie ze wschodu ten wróg i zabierze nam tą niezawisłość. Stąd, gdy było 4 czerwca [19]89 r., oczywiście cieszyliśmy się z tej daty, pamiętaliśmy o niej, ale wciąż mieliśmy z tyłu głowy, czy na pewno będziemy bezpieczni. A tu jednak to wejście do NATO zagwarantowało taki, no po prostu polityczny Sojusz Bezpieczeństwa. To, że będziemy już po prostu tutaj, wśród tych krajów, które są stowarzyszone ze Stanami Zjednoczonymi. To też ważny wątek, taki osobisty. U mnie w domu mamy po prostu wręcz zdjęcia z tej chwili. Może będzie kiedyś możliwość udostępnić je, pokazać z domowych archiwów. I to było dla nas tak ważne, że my po prostu dokumentowaliśmy te chwile do rodzinnego archiwum, do takich opowieści jak ta, ale też do innych, takich bardziej osobistych, gdzie często, no ja też dlatego te chwile tak dobrze pamiętam. Miałam wtedy 13 lat, ale myśmy często wracali w opowieści do niej w domu.

Miałam 20 lat, gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej. I dla mnie, jako dla takiej młodej dziewczyny, wtedy studentki historii na Uniwersytecie Jagiellońskim, to był czas ogromnej nadziei. Razem z moimi koleżankami i kolegami myśleliśmy sobie jak to będzie? Jak to będzie, gdy będziemy już mogli wszędzie podróżować, gdy będziemy mieć właśnie taką wolność też ekonomiczną, swobodę. Przede wszystkim chodziło o swobodę przemieszczania się, ale dla nas też o takie bycie w kręgu kultury europejskiej. Bo zawsze to jest to moje pokolenie też czterdziestolatków teraz, nam wpajano, czy w szkole, czy w domach do głowy, że Polska dąży do Europy, że to będzie już niedługo. I dla nas to też było, pewien rodzaj idealizacji był, ale też czekaliśmy z taką ogromną nadzieją właśnie, że się nam poprawi może sytuacja ekonomiczna w domu, będzie łatwiej o pracę, przyszłość będzie jaśniejsza. Więc to, że właśnie myśmy zrobili ten krok ogromny zresztą jak patrzę z perspektywy czasu, jak się nasza sytuacja tutaj w Polsce poprawiła i jak to teraz wygląda, gdzie, no nie wiem, rozmawiam ze swoim młodszym pokoleniem. Czy rozmawiam ze swoim synem i gdzie oni nie mają już w ogóle tych trosk, które myśmy nosili, bo my jako dorośli czy nasi rodzice, wcześniejsze pokolenia zadbały o to. I to wejście do Unii zawsze mi się będzie kojarzyć z takim, po prostu ogromną radością. Właśnie nadzieją też. Pamiętam, w Krakowie było dużo takich wydarzeń towarzyszących Unii. Też takiego myślenia, że jesteśmy Europejczykami, była cała taka kampania. No i zastanawialiśmy się, czy my, no też na ten sukces się, mówiąc kolokwialnie, załapiemy. I tak było, bo szybko dość skorzystaliśmy jako studenci. Czy na różnych programach, takich jak dzisiaj, już klasyka gatunku Erasmus, czy no ja po prostu latałam do pracy na Wyspy Brytyjskie, zarobić sobie na życie studenckie, żeby ono było po prostu bardziej zasobne, przyjemniejsze. No i wiem o tym, bo pracuję właśnie wśród grona też 40-latków, czterdziestoparolatków, że to nasze doświadczenie jest takie pokoleniowe w sensie też te te wyjazdy do pracy, ta migracja.

Nie zdecydowałam się wyemigrować, chociaż przyznam, że myślałam o tym po studiach. Ja skończyłam studia w 2009 roku, 2008 roku wręcz. Przepraszam te lata się już tak gubią, ale w 2008 roku, gdzie był to taki najgorszy rok dla wchodzenia na rynek pracy, dlatego, że wybuchł ten kryzys na rynku nieruchomości, który spowolnił wszystkie gospodarki świata zachodniego niemalże, oczywiście Polską też. Więc ja pamiętam do dzisiaj taką dyskusję w gronie przyjaciół. Siedzieliśmy chyba w Eszewerii albo w Singerze. To jedna z krakowskich takich knajp, takich kawiarni, miejsc kulturalnych. I rozmawialiśmy, że jesteśmy straconym pokoleniem, bo na nas nic nie czeka po tym kryzysie, nikt nam nie oferuje pracy. Są prace tylko takie bardzo na przykład, no wręcz to wchodziło do takich, dzisiaj młodzież by powiedziała, że to do "memów" wchodzi, jak praca po prawie na kebabie czy praca w sklepie. Natomiast mnie się udało dość szybko, bo w dzisiejszej perspektywy to może być śmiech, ale po niecałym roku znaleźć pracę w Muzeum Krakowa. Bardzo się z tej pracy cieszyłam. Byłam bardzo dumna, że ją dostałam i dlatego zostałam. Natomiast większość moich koleżanek i kolegów, którzy tego szczęścia nie mieli, ułożyli sobie życie na emigracji. Powrócili już potem, gdy ten kryzys trochę na przykład zażegnał się, gdy weszły inne możliwości, jak chociażby korporacje, gdzie się znało języki i można było też tą pracę otrzymać. No a niektórzy zostali zostali do dzisiaj. Moja serdeczna przyjaciółka mieszka na Wyspach Brytyjskich i tam pracuje.

Wiadomość o śmierci Jana Pawła II zastała mnie w Krakowie. Byłam wtedy na studiach. Ogromne poruszenie, ogromne zdziwienie z jednej strony, a z drugiej takie poczucie, że właśnie ten człowiek, który tak bardzo cierpiał, już ma tą ulgę, już po prostu nie żyje, już nie ma tego cierpienia. Ale z drugiej strony od razu te emocje jakieś takie, fala takich ikonicznych wręcz dzisiaj z perspektywy emocji, towarzyszyła nam wszystkim, w tym mnie. Więc od razu w tej godzinie, kiedy to się stało, kiedy ta śmierć została ogłoszona, pobiegliśmy pod okno papieskie. No i tam czuwaliśmy. Po prostu czuwaliśmy całą, właściwie cały czas. Ile ta adoracja trwała. Pamiętam Kraków z tamtych momentów, który był no zwykle miastem, to była chyba sobota, wręcz bym tak sobie przypomniała. Więc wtedy zamieniał się w takie miasto imprezowe, radosne. Zawsze ten rynek tętnił życiem. Jestem wręcz zwykle zdumiona, jak idę w weekend przez rynek i że on jest aż tak zaludniony. Więc wtedy, tego dnia, nie, tego wieczoru, nie. Wręcz było to takie fenomenalne uczucie, że idzie się i wszystkie te puby, wszystkie te restauracje, dyskoteki, jak zwał tak zwał, miejsca, w których gromadzą się ludzie, miejsca zabawy zioną, pustką. Natomiast, że tłum tłoczy się pod oknem papieskim, że tam ludzie to też było takie piękne na tę chwilę. Czy ktoś jest wierzący czy nie, oddaje cześć temu wielkiemu Polakowi. I potem pamiętam też, że cała ta śmierć jakoś tak bardzo na dobre nas obróciła. Przez jakiś czas, że nawet będąc na studiach częstokroć wykładowcy mówili o, idźcie tam teraz, bo będzie jakaś wiadomość, będzie jakaś adoracja, tam się dzieją rzeczy ważniejsze niż tutaj w sali. Proszę, macie tutaj możliwość wolny czas, żeby pójść i tam po prostu być, żebyście pamiętali tę chwile. I pamiętam też, że taka euforia właśnie też zgody, jakieś takiej zgody, że właśnie jesteśmy wszyscy tacy sami tutaj czy w Krakowie, czy właśnie w Polsce odpaliła się w Krakowie w takim bardzo specyficznym też nurcie. My mamy tutaj dwa kluby piłkarskie, takie, oczywiście jest ich więcej, ale takie dwa najbardziej znane to jest Wisła i Cracovia. I ci kibice oni pojednali się. To było też jakieś u nich takie bardzo emocjonalne. Mówię o tym, bo oni wręcz tak jakoś bratali się, ściskali. Temu towarzyszyły jakieś takie właśnie ogromne napady wyższych takich uczuć, wręcz właśnie jakichś imponderabiliów wolnościowych, czy przyjaźni, czy zgody ponad podziałami. I również muzea nasze zareagowały na to, bo odbyły się wystawy właśnie poświęcone tym dwóm barwom klubowym, tym dwóm klubom, gdzie no, pod pewnymi możliwościami, w dawniejszych jeszcze latach nie było to możliwe, żeby były wystawy o dwóch tych klubach razem, prawda? Więc to też bardzo ciekawa, taka właśnie nasza tutaj lokalna historia, w której brałam udział i cieszę się, że po prostu widziałam to na własne oczy.

Data of the object

Description

Relacja Marii Wąchały-Skindzier obejmuje osobiste wspomnienia kluczowych wydarzeń najnowszej historii Polski: wejścia do NATO, przystąpienia do Unii Europejskiej, śmierci Jana Pawła II oraz doświadczeń pokoleniowych związanych z migracją, studiami i wejściem na rynek pracy po kryzysie gospodarczym 2008 roku. Autorka relacji opisuje rodzinne i społeczne emocje towarzyszące tym momentom, poczucie bezpieczeństwa i nadziei, a także lokalne doświadczenia krakowskie, w tym wspólnotowe reakcje na śmierć papieża i przejściowe zanikanie podziałów społecznych.