Magnat wszechczasów. Jan Zamoyski - Mediatheque - Polish History Museum in Warsaw SKIP_TO
Visit Przejdź do sklepu
Podcasty
Audio

Magnat wszechczasów. Jan Zamoyski

Muzeum Historii Polski (producent);

20/07/2022

Transcription

              [00:00] [Prowadzący] Tworzył podwaliny największego magnackiego rodu w naszych dziejach. Założył nawet własne miasto i akademię. Pracował dla czterech polskich władców, a trzech praktycznie osadził na tronie. Wicekról, magnat wszech czasów, troszkę polski Richelieu, a może i Machiavelli? Dziś przybliżymy postać Jana Zamoyskiego, a naszym gościem będzie profesor Wojciech Tygielski. Nazywam się Cezary Korycki i zapraszam na „Prześwietlenie. Inne historie Polski”.

 

              Część I. Prymus z rodu Zamoyskich.

 

              [Lektor] Jan Zamoyski. Mowa na otwarcie akademii w roku 1595. „Jestem kanclerzem. Jestem najwyższym wodzem wojsk polskich. Dzierżę te znakomite dostojeństwa za pomocą Najwyższego, z szczodrobliwości królów i z woli Rzeczpospolitej. Jakimi krokami dostąpiłem godności tych, pamięć następcom zostawić należy. Skorom się przekonał, iż nic w życiu bardziej pożytecznym, bardziej upragnionym nie jest jak nauka i cnota, gdym się przeświadczył, że ni cnoty ni sławy bez umiejętności i nauki dostąpić nie można, cały poświęciłem się nauce. Bez nauk bowiem, choć mogą być niektórzy cnotliwi i światli, gdy lud w ciemnocie walą się królestwa, upadają mocarstwa, same dostojeństwa ciężarem się stają.  Bez nauki, każda podjęta wyprawa puszczona na los szczęścia w samym popędzie zdarzeń kres swój i zgubę znajduje. Bez niej szkodliwe rady w Senacie, mylne wszystkie kroki w rządzeniu. W ciemnotach pogrążone społeczeństwo oddala się od godności ludzkiej i do trzody bydlęcej zbliża się. To ja zważywszy, cały poświęciłem się naukom. One to w młodości były żywiołem moim. W starości słodyczą. W przeciwnościach – pociechą. W toczeniu bojów, w krześle senatorskim przewodnikiem i mistrzem. W domowym życiu – zabawą. Nigdy zawadą. One we dniach, w nocach, podróżach towarzyszem najmilszym. Jeżeli więc, idąc za powabem nauk wszelkimi siłami dążyłem do zdrowych prawideł, jeżeli ukochanej Ojczyzny mojej rozszerzałem sławę, Wam wszystkim przynosiłem pożytki i sobie niejaką chwałę. Jeżeli to, czym jestem winienem nauce, słuszne jest, abym i Was zachęcał do postępowania tym torem, którym sam postępowałem.”

 

              [Prowadzący] „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”- motto Akademii Zamojskiej wzięto prosto z życia Jana Zamoyskiego, którego fragment przemowy przed chwilą usłyszeliśmy. Za chwilę będziemy mówić dlaczego był jedną z najważniejszych postaci w politycznych dziejach Polski. Ale wróćmy do młodości. Czy słusznie można powiedzieć, że posłanie Jana Zamoyskiego na studia w Padwie było trampoliną dla jego przyszłej kariery?

 

              [Gość] Myślę, że tak. Myślę, że edukacja rzeczywiście odgrywała w życiu Zamoyskiego dużą rolę, chociaż w tym tekście, którego przed chwilą żeśmy wysłuchali, no jednak ta rola jest wręcz niesamowicie wyeksponowana, prawda? Ta edukacja, która towarzyszy człowiekowi w młodości i w starości. I czyni życie pięknym, nie tylko skutecznym. Bardzo to są piękne słowa. Zwróciłem uwagę na to, że „w starości – słodyczą”, on powiedział w tym przemówieniu, prawda? A zwróciłem uwagę dlatego, że wydaje mi się, iż Zamoyski chyba świadomie kreował taki model życia, w którym elementem stałym i bardzo ważnym jest tak zwana privata lectio. Z tym, że privata lectio to nie jest prywatna lekcja, tylko prywatna lektura. Lektura samodzielna, lektura, która nie wynika z zajęć uniwersyteckich, ale jest przyzwyczajeniem i trzeba młodemu człowiekowi, to jedno z zaleceń edukacyjnych kanclerza, przyzwyczaić go do tej lektury. I pamiętam, że czytałem z zainteresowaniem taki ważny tekst jakim jest instrukcja Jakuba Sobieskiego, edukacyjna instrukcja dla synów wysyłanych na studia zagraniczne i tam właśnie jest Zamoyski expressis verbis wymieniony, jako ten, którego privata lectio uczyniła wielkim, więc wy też chłopaki czytajcie, a efekty przyjdą. Więc rzeczywiście, trudno mi powiedzieć czy akurat ta Padwa, ale na pewno edukacja zagraniczna wpłynęła na karierę Zamoyskiego w sposób decydujący. Pamiętajmy, że to nie tylko jest Padwa, ale Paryż i Strasburg jeszcze po drodze, więc taki rodzaj otarcia się o ważne centra europejskie. Z tym, że ja bym nie demonizował samych studiów w rozumieniu nauki konkretnych przedmiotów: prawa czy innych towarzyszących. Natomiast uważam, że bardzo ważne było to takie otarcie się czy nawet otrzaskanie z mechanizmami funkcjonowania wyższej uczelni, z działaniami takimi społecznymi. Przecież Zamoyski, jak wiadomo, był rektorem Uniwersytetu w Padwie. [05:00] Rektorem – to znaczyło wtedy troszkę co innego niż dzisiaj.  Mianowicie, rektor ówczesny to był przewodniczący samorządu studentów. Bo to studenci odgrywali ogromną rolę w takim uniwersytecie, takiego typu jakim był Uniwersytet Padewski, to znaczy studenci organizują sobie nauczanie. Studenci zatrudniają profesorów. Studenci ze sobą jakoś tam rywalizują. A ponieważ Padwa była tym uniwersytetem międzynarodowym, więc tam był podział na tak zwane nacje, czyli narody byśmy dzisiaj powiedzieli, choć oczywiście używanie terminu „naród” w tym kontekście jest niewłaściwe, nieuprawnione. I z badań takiego, właśnie padewskiego historyka, który nazywa się Franco Benucci wynika, że Zamoyski odgrywał bardzo aktywną rolę w takiej grze politycznej studenckiej. A to właśnie staramy się przeforsować naszego konsyliarza, a to właśnie urabiamy… krótko mówiąc – polityka. Mam wrażenie, że to było jego takie ważne studium przed działaniami politycznymi na wielką skalę. A drugi uniwersytet, nie w sensie formalnym, który ja uważam, że warto jego znaczenie podkreślać, to jest fakt, że Zamoyski w pewnym momencie był archiwistą. Pracował w archiwum koronnym w czasach, kiedy był sekretarzem Zygmunta Augusta. I ja mam takie wrażenie, ponieważ miał tam okazję, żeby zapoznać się z całą masą aktów prawnych, konstytucji sejmowych, to wszystko przecież nie było porządnie skodyfikowane i wyobrażam sobie, że taki człowiek, który potem w trakcie jakiejś dyskusji politycznej potrafił powiedzieć: „a, tam w roku takim i takim wedle konstytucji było tak i  tak” zyskiwał po pierwsze posłuch, po drugie mir, a po trzecie mógł przekonać oponentów, ponieważ oni nie dysponowali taką wiedzą. Także ja pocieszam wszystkich archiwistów, którzy może mają poczucie, że pracują w miejscach skromnych, szlachetnych, ale jakoś tam zmarginalizowanych, że można wielką karierę zrobić także z perspektywy czy z punktu wyjścia archiwisty. Także wracając do Pana pytania, ta Padwa na pewno była decydująca, ale były inne elementy edukacyjne w życiu Zamoyskiego. Ja zresztą myślę, jeśli jeszcze zdanie na ten temat można powiedzieć, że to jest zawsze tak – człowiek ma pewne możliwości, a to genetyczne, talenty, a to jakieś uwarunkowania rodzinne czy środowiskowe i jest pytanie czy potem potrafi to wykorzystać. Ja mam wrażenie, że Zamoyski, no musiał być zdolny, musiał mieć jakieś tam atrakcyjne geny, ale to przecież nie wynika z pochodzenia szlacheckiego czy magnackiego w żadnym przypadku, to jest rozłożone inaczej, nie jestem genetykiem, ale wiem od moich przyjaciół, że to się zupełnie inaczej układa, a pytanie takie kulturowe polega na tym czy potrafimy z tego skorzystać. I Zamoyski potrafił.

 

              [Prowadzący] No właśnie, jaki mechanizm sprawił, że po powrocie z Italii ten młody człowiek wszedł na tor tak szybkich sukcesów?

 

              [Gość] Ja mam wrażenie, że tutaj Zamoyskiemu jednak bardzo pomogła zmiana dynastyczna, prawda, to znaczy koniec dynastii Jagiellonów, śmierć bezpotomna Zygmunta Augusta otworzyła przed polskim społeczeństwem taką ogromną i skomplikowaną przestrzeń dla decyzji typu ustrojowego. I trzeba powiedzieć, że ci nasi pradziadowie rozwiązali różne skomplikowane problemy w sposób zadowalający, interesujący, dość oryginalny, choć potem można by te rozwiązania krytykować. Więc Zamoyski, wydaje mi się, był takim zdolnym posłem, aktywnym właśnie na wielu polach, także na dworze królewskim, mówię ciągle o Zygmuncie Auguście, z tym że musimy pamiętać, że pełnienie funkcji sekretarza królewskiego nie znaczyło tego, co dzisiaj. Dzisiaj sekretarz sławnego pisarza czy sławnego władcy, to jest ten stały jego współpracownik bardzo bliski, niekiedy nawet najbardziej zaufany. Sekretarzy królewskich w tamtych czasach było bardzo dużo, niektórzy możnowładcy po prostu o taki tytuł zabiegali nic nie robiąc, w sensie sekretarskiego. Więc nawet można by podzielić tych sekretarzy na takich, którzy naprawdę wykonywali funkcje sekretarskie i takich, którzy traktowali to  jako tylko jakiś tytuł początkowy w karierze. I wydaje mi się, że Zamoyski wrócił z tych Włoch, funkcjonował właśnie na dworze Stanisława Augusta i nagle przychodzą te dramatyczne wydarzenia, w których się okazuje, że wielkie znaczenie mają obrady sejmowe, że pytanie jak będziemy wybierać [10:00] króla to jest decydowane przez posłów bardzo licznych, na których można wywierać wpływ, jeśli się jest człowiekiem potrafiącym, a zakładam, że Zamoyski z taką kwalifikacją wrócił - sugestywnie przemawiać, zdobywać posłuch swoich współbraci. Myślę, że to był ten atut Zamoyskiego, który spowodował, że on zaczął szybką karierę. Z tym że wydaje mi się, że ona za Henryka Walezego nie jest taka oczywista. Tzn. ona się zaczyna wyraźnie, ci królowie, jak wiadomo… panowanie Henryka Walezego było efemeryczne, król wybrał perspektywę tronu francuskiego i porzucił polski, wprowadzając naszych możnowładców w  dość duże kłopoty, bo nie bardzo było wiadomo jak postępować w takiej sytuacji, że on jest jeszcze królem czy nie jest itd., nie będziemy tego teraz rozwijać. Zamoyski dostaje od Walezego, o ile pamiętam, dwa starostwa. Starostwo to był ten chleb dobrze urodzonych czy też zasłużonych, panis bene merentium, czyli forma nagradzania za zasługi w postaci wydzierżawiania ziemi należącej do, dzisiaj byśmy powiedzieli skarbu państwa, a wtedy trzeba powiedzieć do korony. Atrakcyjność tej dzierżawy polegała na tym, że płaciło się bardzo niewielki podatek od tego, a dochody były znaczne, bardzo upraszczając. A cały problem ustrojowy Rzeczypospolitej polegał na tym, że ci, którzy otrzymali takie starostwo dożywotnio uważali, że to jest dobro przynależne im dziedzicznie. I w związku z tym nie oddawali tego, były  wielkie z tym kłopoty i powstawały fortuny magnackie, właśnie na tym bazujące. Więc panowanie Walezego jest krótkie i dla kariery Zamoyskiego, wydaje mi się, jeszcze nie decydujące. Decydujący jest Batory, prawda? Więc jeżeli można o tym Batorym dwa słowa to to jest tak, że widać po tym takim pewnym, nieudanym jednak wyborze Walezego, przynajmniej taka musiała być świadomość współczesnych, sięgnięto jakby po coś egzotycznego. Mam takie wrażenie, że ta szlachta z takim poczuciem równości, w żaden sposób nie chce zaakceptować kogoś spośród siebie, prawda, to byłoby wyróżnienie przesadne. Stąd to szukanie władców, a ponieważ ci władcy sąsiedni budzą emocje i kontrowersje to wyobrażam sobie, że wybór Walezego był takim stosunkowo kompromisowym, ale jest bardzo wyraźne wtedy przywiązanie do idei jagiellońskiej i do dynastii jagiellońskiej. I dlatego w przypadku wyboru Batorego, jak wiadomo to jest już wybór podzielony, kontrowersyjny. Zawsze pojawia się poważny kandydat habsburski, w przypadku tej drugiej elekcji cesarz Maksymilian i jakiś inny. No i pojawia się problem kto kogo tutaj pokonuje, a szanse są wyrównane i dochodzi w dwóch kolejnych wolnych elekcjach do podwójnych elekcji, prawda. I Batory, czy też Anna Jagiellonka zostaje wybrana, prawda, jako królowa, a na męża jej wybrano Stefana Batorego, księcia siedmiogrodzkiego, który był wyraźnie zainteresowany objęciem tronu, i który znalazł się, już upraszczając i skracając, w roli władcy, który nie zna polskiego, i który jakoś musi sobie, no to panowanie zorganizować, prawda? Nie ma dworu, nie ma zaplecza, a jeśli ma zaplecze cudzoziemskie, to ono jest dobre i zaufane, ale budzi złe skojarzenia też złe reakcje miejscowych, więc coś trzeba zrobić. I wyobrażam sobie, że Batory wybiera Zamoyskiego jako młodego, zdolnego, wykształconego, na którym ewentualnie może zbudować swoje panowanie. Bo pamiętajmy, że… do czego pewnie jeszcze wrócimy, do wyboru Batorego bardzo przyczyniła się rodzina Zborowskich. Ale rodzina Zborowskich należała do starego, potężnego możnowładztwa. Zamoyski był człowiekiem nowym w tym gronie. Wydaje się, że było korzystne dla króla wybranie kogoś takiego, kto nie ma aż takiego silnego społecznego i politycznego zaplecza w kraju. No więc wybiera go. A jak go już wybiera, to zaczyna się jego absolutnie błyskawiczna kariera. Błyskotliwa. Zostaje podkanclerzem w 78 roku, zostaje kanclerzem wielkim koronnym dwa lata później… źle mówię! W 76 zostaje podkanclerzem, w 78 zostaje kanclerzem wielkim koronnym i w 81 roku zostaje hetmanem. Czyli kumuluje w swoich rękach największe urzędy w państwie [15:00] i to jeszcze takie, z których coś wynika. Bo te urzędy w Rzeczypospolitej bywały czysto honorowe i czysto tytularne. A bycie hetmanem to jest jakaś tam możliwość, prawda, sterowania wojskiem, choć z tego wynikają także kłopoty, pamiętajmy o tym,że trzeba tym żołnierzom płacić, a nie zawsze jest z czego i trzeba ich umieszczać na leżach zimowych, a nie zawsze jest gdzie. A ci, u których się zostawia wojsko na leżach zimowych, to oni bardzo płaczą i bardzo nie lubią tego, kto wydał taką dyspozycję. Ale już kanclerstwo, no to jest możliwość działania absolutnie w centrali politycznej państwa, podejmowanie decyzji dotyczących karier innych ludzi, decyzji politycznych, decyzji dyplomatycznych. Więc te urzędy czynią Zamoyskiego tym pierwszym ministrem, czy też nawet, jak mawiają niektórzy, wicekrólem. I wydaje mi się, że ta jego kariera budzi naturalny sprzeciw i zazdrość tych, którzy zostali pominięci. Choćby łącznie z tymi Zborowskimi. Więc Zamoyski na pewno nie ma samych zwolenników, ale na pewno potrafi on zbudować, kiedyś się tym zajmowałem naukowo, stronnictwo, własne stronnictwo polityczne, wiedząc jak to się robi. A jak to się robi? Ano wiąże się ze sobą klientów, stając się ich patronem, dba się o ich kariery, a mając dostęp do króla możliwości dbania o te kariery są ogromne, no i potem zyskuje się wdzięczność tych ludzi, których się jakoś tam awansowało. Ci pociągają następnych, to się podoba, to jest jakaś forma atrakcyjnego zorganizowania sobie życia jeśli ktoś ma ambicje, będąc szlachcicem, funkcjonowania na forum publicznym. Więc ten system klientarny, który brzmi niedobrze, no bo co to znaczy klientarny? - nieładnie - rozwija się bardzo szybko w Rzeczypospolitej. I mam wrażenie, że to wynika, po pierwsze z faktu, że z natury rzeczy gospodarka i biurokracja takiego kraju jest stosunkowo słaba, mamy wielki kraj słabo powiązany ze sobą i nie ma specjalnie funduszy centralnych z powodów podatkowych, o których wspomniałem, żeby zorganizować jakby aparat państwowy, który będzie temu państwu służył. Więc alternatywą staje się, żeby było zabawniej, taki system klientarny, w którym to pierwszy minister swoimi ludźmi może załatwiać bardzo wiele spraw, również państwowych.

 

              [Prowadzący] Jaką wizję państwa i ustroju miał Jan Zamoyski?

 

              [Gość] Tego nie wiem na pewno. Przeczytałem całą masę listów do niego skierowanych, a także listów samego Zamoyskiego, próbując zrozumieć te mechanizmy właśnie wiązania ze sobą ludzi. Ale czytając te listy miałem wrażenie, że Zamoyski myśli w kategoriach bardzo prywatnych. To znaczy, że on jednak uważa, że ta partia polityczna, bo trzeba tak to nazwać, niektórzy to nazywają partiami, fakcjami, frakcjami, no różne terminy są tu używane, niekiedy tłumaczone z angielskiego, że to jest jakby program sam w sobie. To znaczy, że dojście do władzy, która będzie spersonalizowana  w jego osobie. I temu służą wszystkie zabiegi. Więc byłem krytyczny pod adresem Zamoyskiego, jakby zarzucając mu w duszy, że zbudował wielkie, potężne stronnictwo, które nie ma programu politycznego, że tym programem jest dobre samopoczucie, czy też wpływy polityczne samego patrona. Ale myśląc też o Zamoyskim potem w różnych kontekstach politycznych, nie mogę mu odmówić patriotyzmy, w rozumieniu troski o rację stanu. No niekonsekwentny jestem trochę w tych swoich podglądach.  Mianowicie z jednej strony uważam, że Zamoyski przez atrakcyjność swojej kariery stworzył stronnictwo polityczne, które podobało się innym. Inni też tak chcieli. Więc zaczyna się proces lawinowego powstawania takich właśnie fakcji magnackich, które na pewno długofalowo dla ustroju, dla nowoczesności, dla reform nie były korzystne. Ale z drugiej strony sam Zamoyski to był człowiek na takim poziomie, który potrafił z tej swojej pozycji korzystać w interesie państwa. Jego działania na przykład w czasie tzw. ligi świętej, to są końcowe lata czy połowa lat 90. XVI w., kiedy niejaki nuncjusz Enrico Caetani przyjeżdża, a właściwie kardynał legat, jeszcze wyżej niż nuncjusz, przyjeżdża do Polski, [20:00] żeby namawiać nas do przystąpienia do ligi antytureckiej, bo jest zagrożenie tureckie, papiestwu bardzo zależy na tym, żeby Rzeczpospolita przystąpiła do ligi, ligi, w której są Hiszpania, Wenecja, Papiestwo, no i my. I wtedy okazuje się, że Zamoyski, bardzo to się nie podobało papieskim wysłannikom, wygłasza takie mowy szalenie dystansujące się od tej idei, bo mówi tam Hiszpania daleko, Papiestwo daleko, niby obiecują nam, że dadzą nam subsydia na wojnę, ale my tu granicę mamy z tą Turcją. I to my będziemy z tą Turcją wojować, a nam to nie jest zupełnie potrzebne. Więc wtedy był określany przez dyplomację papieską jako jeden z politici, a politici to byli politycy, którzy uznawali rację czy interes własnego państwa ponad interesy Papiestwa, stolicy apostolskiej czy religii katolickiej. Czyli z punktu widzenia nuncjusza apostolskiego taki politico to było raczej określenie pejoratywne.

 

              [Prowadzący] Cześć II. Magnat wszechczasów.

 

              [Lektor] „Jest pierwszym mężem po królu w tym królestwie, a nawet jak mówią niektórzy w całej Europie persony jemu równej nie znajdziesz. A to dlatego, że w 20 lub 22 lata ten zwykły szlachcic 200 000 skudów dochodu osiągnął. A majątek jego miliona skudów w gotowiźnie sięga. Także sam król musi się z nim liczyć. Mówią, że zbudował miasto, od jego nazwiska Zamościem zwane. Jak forteca, całe murowane z kamienia na zaprawie z wapienia jak to w Italii czynią i zamierza to miasto synowi swemu zostawić, który teraz ma około 3 lat. On sam obecnie mając 57 lat jest mężczyzną godnie się prezentującym, o wyglądzie prawdziwego żołnierza, z siwą, krótko ostrzyżoną brodą, czerstwy i krzepki.”

 

              [Prowadzący] Zapiski Rzymianina Giovanniego Paulo Mucante przedstawiały Europie dość wyjątkową postać. Można nadmienić, że gdy Jan Zamoyski zaczynał karierę miał w posiadaniu 4 wsie, kończył z 23 miastami i 819 wsiami zespolonymi w ordynację zamojską, która formalnie przetrwała do roku 1945. Magnat wszech czasów, można by było powiedzieć.

 

              [Gość] No a na pewno prekursor magnaterii, dlatego że wspominałem o jego karierze urzędniczej, no i nie dodałem, że tej karierze urzędniczej towarzyszyła kariera majątkowa. Kariera majątkowa właśnie w postaci różnych królewszczyzn, które Zamoyski skrupulatnie łączył, kumulował i które dawały mu majątek będący podstawą. Tutaj Pan wymienił jakby te miary bogactwa. Trzeba pamiętać, że bogactwo w ówczesnej Rzeczypospolitej nie polegało przede wszystkim na pieniądzach, polegało na dobrach ziemskich, prawda? Bardzo wiele rzeczy, choćby z powodu ustroju pańszczyźnianego czy specyficznego typu handlu były dostępne dla takiego magnata bez użycia pieniędzy. Pieniądze były potrzebne dość rzadko, relatywnie, prawda? To wpływa niedobrze na system społeczno- gospodarczy, no bo troszkę on jest taki zbyt naturalny, prawda? Stąd jeszcze dygresja, tak ciekawe są te wyprawy edukacyjne i determinacja rodziców szlacheckich, żeby wysyłać młodych na studia, że tam trzeba było za wszystko płacić. Tam była potrzebna ta liquidity, jeśli chodzi o gotówkę, którą trzeba było na to zorganizować, prawda? To pokazuje, że tym ludziom na tej edukacji naprawdę bardzo zależało. Ale wracam do bogactwa Zamoyskiego i sposobu, w jaki z niego skorzystał. No ordynacja chociażby tu wspomniana przez Pana, to jest taka forma, która ma zapobiec dzieleniu majątku. Ordynacja zakłada, że dziedzicem całości opisanej jako ordynacja będzie tam najstarszy syn, jeden, konkretny jakoś tam łatwo definiowany. Czyli jest to zapobieżenie temu, co było zmorą i szlachty i magnaterii, czyli liczne potomstwo, które trzeba było obdzielić a to posagami, a to częściami majątku, co uszczuplało majątek rodu i osłabiało go. W każdym razie to był taki sposób na utrzymanie zwartości. Bardzo… wtedy zaczynał dopiero funkcjonować, ale potem Zamoyski miał swoich następców. I mamy tutaj ciekawy przykład, oczywiście zakłada miasto Zamość. To jest 1580 rok, więc dość wcześnie, ale oczywiście takie miasto trzeba zbudować, więc zostawmy budowę miasta na boku. Ważna wydaje mi się jego organizacja [25:00]  i taki pomysł, żeby to była wielostronna funkcjonalna stolica latyfundium, prawda, takie miasto. Proszę pamiętać o tym, że ci magnaci polscy nie żyją w miastach. Więc specyfiką polskiego ustroju jest ta swoista decentralizacja. Mamy wielkie państwo, a do tego jeszcze zdecentralizowane i mające mnóstwo stolic, takich małych królewiątek, ordynacji nie ordynacji i tak dalej. I Zamoyski, który to wie i przyczynia się do takiej tendencji, jednak decyduje się na zbudowanie miasta. Citta ideale przez lata mówili historycy sztuki, miasto idealne, ale idealność polegała na tym, że tam miało być wszystko, czyli miał być plan miasta regularny, miał być rynek, na rynku ratusz. I był! Wszystko zostało zbudowane. Miała być kolegiata, a więc własny jakby kościół, wreszcie,  miał być pałac Zamoyskich oraz budynek akademii. I tutaj wracamy do edukacji. Wśród tych elementów oczywistych jak dwór, jak kościół, jak nawet ten rynek miejski i ratusz, mamy budynek akademii. Czyli mamy pomysł na własną, prywatną szkołę. Jak ja pytam studentów: proszę mi wymienić najstarsze polskie uniwersytety, no to wiadomo, że najstarszy był krakowski. Ale już drugi był wileński. Ale już trzeci to była Akademia Zamoyska. I to jest pierwszy prywatny uniwersytet, wzorował się, jak twierdzą znawcy przedmiotu Zamoyski na paryskim College Royal z założenia, że to będzie uczelnia produkująca urzędników. Kompetentnych urzędników. Czyli sposób myślenia o państwie, pytał Pan o państwo, to też jest jakaś odpowiedź. Zdawał sobie sprawę z potrzeby istnienia urzędników, którzy to państwo jakoś będą… zwornikami. Będą służyli temu państwu i będą zwiększali w oczywisty sposób jego spoistość. I mnie się wydaje, że to powołanie Akademii Zamoyskiej ciekawe, że to nie wyszło długofalowo, Akademia Zamoyska jeszcze tam za Tomasza, za syna Jana jakoś funkcjonuje, ale funkcjonuje wyraźnie gorzej. Wymagany był ten czujny patron, który doceniał znaczenie akademii. Więc wydaje mi się, że on tutaj jeszcze raz pokazał jak bardzo ta edukacja jest dla niego ważna, namawiając swoich profesorów, całkowicie zależnych od niego po pierwsze, żeby wyprawiali się na studia zagraniczne, on ich wysyłał i on to jakby sponsorował, a po drugie, żeby nawiązywali uczone kontakty z kolegami, między innymi z Padwy. Bo tam w Padwie, jak wiadomo, była znakomicie rozwinięta medycyna, myśmy mieli naukowe sukcesy w postaci zajmowania się kołtunem. Kołtun to takie coś bardzo brzydkiego na włosach, zlepionych. I eksperci nasi dzielili się z  kolegami Padewskimi swoimi doświadczeniami jak ten kołtun można ewentualnie leczyć. A proszę pamiętać, że Padwa to jest miejsce, gdzie powstaje pierwsze, bodajże chyba pierwsze we Włoszech, taki teatr anatomiczny, gdzie przeprowadza się sekcje zwłok i to jest szalenie atrakcyjne i dydaktycznie i jakby tak teatralnie. Także wydaje mi się, że to jest, że ten Zamość jest tutaj takim świadectwem długofalowego myślenia i może nawet takiej próby odwrócenia tej tendencji niedobrej dla ustroju państwa, że to co ważne jest na wsi, w latyfundiach, a miasta i mieszczanie no odgrywają coraz mniejszą rolę w państwie. A jak wiadomo ten model nowoczesnego rozwoju nowożytnego polegał na tym, że bardzo często król zawierał sojusz z bogatymi miastami przeciwko możnym panom, to się jakoś tam układało, ale w każdym razie dla rozwoju nowożytnego szalenie ważna była ta symbioza pomiędzy bogacącym się mieszczaństwem, bogacącym się z handlu i wczesnego kapitalizmu, a starym możnowładztwem czy arystokracją, czy magnaterią jak my to nazywamy w Polsce, która miała klejnoty, tytuły i coraz mniej wydajne majątki ziemskie.

 

              [Prowadzący] Jan Zamoyski był zaangażowany w osadzanie na tronie aż trzech polskich królów, a z czterema współpracował. O relacjach ze Stefanem Batorym i Henrykiem Walezym mówiliśmy, ale jak kształtowały się jego stosunki w czasie panowania Zygmunta III Wazy?

 

              [Gość] Batory, jak wiadomo, zmarł nagle, na polowaniu, miał wypadek, więc znowu państwo jest nieprzygotowane do nieobecności czy też śmierci króla. I zaczyna się następna, tym razem już [30:00] trzecia wolna elekcja i są różni kandydaci, ale ci najważniejsi, skracając, to arcyksiążę Maksymilian Habsburg i Zygmunt Waza, który legitymuje się pokrewieństwem z Jagiellonami. I to jest jego atut. No i Zamoyskiego rola w tej elekcji jest ogromna, dlatego że on ma całe za sobą potężne stronnictwo, z którego korzysta w czasie elekcji i jest obóz Zamoyskiego bardzo ważny - obóz czarnych - czarnych, a więc tych, którzy noszą żałobę po śmierci Batorego. I ten obóz, który powiedzmy jest najbardziej znany i związany z rodziną Zborowskich, ale nie tylko, który popiera Maksymiliana Habsburga. I to jest bardzo ciekawa sytuacja, dlatego że tak naprawdę odbywa się wyścig dwóch wybranych władców, wybranych w sumie legalnie, podzielili się elektorzy. I oczywiście Maksymilian Habsburg ma dużo bliżej z Wiednia czy też z Pragi, nie pamiętam skąd on tam wtedy jechał, ale chyba z Wiednia, niż nasz Zygmunt Waza, który musi płynąć przez morze, a potem jeszcze długi kawał jechać do Krakowa, dlatego że kluczową sprawą jest to, kto pierwszy dotrze do Krakowa i tam się koronuje. To będzie rozstrzygające w całym tym sporze elekcyjnym. No i Maksymilian dociera do Krakowa dużo szybciej, ale tam też dociera Zamoyski ze swoimi ludźmi. Zamoyski fortyfikuje Kraków i broni Krakowa przed wojskami arcyksięcia Maksymiliana, broni skutecznie. W związku z tym Maksymilian odstępuje od oblężenia Krakowa, a w tym czasie Zygmunt, nierychliwie, muszę przyznać, przyglądałem się tej jego podróży, trwała i trwała, ale w końcu dociera do Krakowa. Czyli zawdzięcza koronę Zamoyskiemu. No i zaczynają się tutaj ich sławne spory, to znaczy z punktu widzenia Zygmunta Wazy posiadanie takiego pierwszego ministra no musi być czymś kłopotliwym na samym początku panowania mieć wszechpotężnego pierwszego ministra, to chyba nie wróżyło nic dobrego, a przypomnę, że panowanie jak się miało okazać Zygmunta III miało być bardzo długie. Trwało 45 lat. W każdym razie Zygmunt Waza wyraźnie nie życzy sobie takiego niezależnego od siebie, wielkiego magnata. I kłopoty w ich wzajemnych relacjach stają się oczywiste. I teraz jest ciekawy test. Test na skuteczność wcześniejszej polityki Zamoyskiego, która okazała się długofalowa, bardzo przenikliwa i skuteczna, bo zbudowane przez niego stronnictwo, w moim najgłębszym przekonaniu, okazało się odporne na czasy złej koniunktury, złej w sensie politycznym, dlatego że Zygmunt już III Waza stara się Zamoyskiego na różne sposoby pomijać i pomniejszać jego wpływy. Może go pomijać na przykład mianując podkanclerza koronnego. Nie może go pozbawić urzędów, bo one są dożywotnie, ale może na różne sposoby szukać drogi, żeby zmniejszyć znaczenie Zamoyskiego i w ogóle nie stosować się do jego rad. Więc to jest bardzo ciekawy okres, który ja oczywiście w tym momencie upraszczam, dlatego że Zygmunt III Waza, choć wybrany w kontrze do Habsburgów, bardzo szybko nawiązuje z nimi dobre kontakty, znowu wracam do mojej ulubionej dyplomacji papieskiej. Dyplomacja papieska w oczywisty sposób zawsze popierała Habsburga. A tu się okazuje, że i Batory był dobrym władcą, z punktu widzenia papiestwa, i Zygmunt III staje się zupełnie idealnym władcą z punktu widzenia papiestwa, więc to popieranie Habsburgów okazało się nie jedyną sensowną opcją. I wtedy rzeczywiście Zamoyski trochę słabnie, trochę się wycofuje do swoich włości, których mu przecież nikt nie odbierze, a są potężne. Trochę zajmuje się taką półprywatną polityką interweniowania w Mołdawii i Wołoszczyźnie, to są takie jego działania, które niby są działaniami Rzeczypospolitej, ale mają takie znamię prywatności. Wreszcie, no w naturalny sposób na niego popatrują wszelkie żywioły opozycyjne wobec Zygmunta III Wazy, a tych nie brakuje, bo okazuje się on być ultrakatolicki, no więc wszyscy różnowiercy mają mu to za złe. I okazuje się człowiekiem, który myśli o centralizacji władzy, a więc wszyscy wielbiciele wolności szlacheckich zaczynają podejrzliwie na niego patrzeć. No i tych ludzi było sporo, czego dowodzi rokosz Zebrzydowskiego, który, zwracam uwagę, [35:00] wybucha zaraz po śmierci Zamoyskiego. Nawet byli historycy, którzy uważali, że póki był Zamoyski, wielki senator i wielki patron, powstrzymywał te wszystkie żywioły rokoszowe, opozycyjne. Jak go zabrakło, natychmiast to wybuchło, a rokosz Zebrzydowskiego trwał ze trzy lata i naprawdę był bardzo poważną próbą i ustrojową i polityczną i był ciężkim doświadczeniem Zygmunta III, który uświadomił sobie chyba wtedy dość poważne ograniczenia swojej władzy. Także na pewno w przypadku Zygmunta III, w odróżnieniu od Batorego, wybór, do którego przyczynił się bardziej niż do wyboru Batorego, no przyniósł mu raczej kłopoty polityczne niż kontynuację pasma sukcesów.

 

              [Prowadzący] Porozmawiajmy jeszcze o jednej z najbardziej kontrowersyjnych spraw związanych z okresem rządów Stefana Batorego. Sprawa Zborowskich. O co w gruncie rzeczy chodziło w tym słynnym wyroku śmierci na szlachcica i czy to, co zrobił Jan Zamoyski jako kanclerz nie obróciło się przeciwko niemu, jeśli chodzi o sympatie mas szlacheckich?

 

              [Gość] Chyba no była to bardzo kosztowna decyzja. Ale decyzja, wydaje mi się, podjęta świadomie. Rozmawialiśmy już o tym jak w czasach Batorego bardzo silne były te żywioły przeciwne kanclerzowi, przeciwne jego błyskotliwej karierze. I do tych środowisk niezadowolonych, czy nawet na ich czele znajdowali się przedstawiciele licznej i dawnej, i potężnej rodziny Zborowskich. Rodziny Zborowskich, której jeden z przedstawicieli nie miał wyroku śmierci, ale miał wyrok banicji. On został skazany na banicję, a więc na konieczność opuszczenia kraju i niepowracania nigdy, z tego powodu, że dużo wcześniej, jeszcze w czasach panowania Henryka Walezego dokonał morderstwa w pobliżu króla, można tak powiedzieć. Czekanem uderzył tam śmiertelnie…

 

              [Prowadzący] … ale w afekcie.

 

              [Gość] Ja nie… dobrze no, w afekcie, ale zrobił to jednak w pobliżu króla. W pobliżu króla nie wolno było wyjmować broni, nawet czekana. A on to zrobił i w związku z tym został skazany na banicję. I teraz jest cały problem egzekwowania prawa. Bo skazany na banicję banita przyjeżdża do Polski, do Rzeczypospolitej  i bierze nawet udział w wyprawach inflanckich Stefana Batorego. Czyli można powiedzieć, że zachowuje się jak potężny magnat, który niekoniecznie musi przestrzegać ciążących na nim wyroków. Ale do pewnego czasu. Mianowicie, Zamoyski widząc rosnącą opozycję niechętnych sobie, wydaje mi się, postanowił doprowadzić w 1584 r. do konfrontacji. Kiedy sobie Samuel Zborowski przebywał w okolicach Krakowa, a to było starostwo krakowskie, a w rejonie tym starostą krakowskim był wtedy Zamoyski. Jego władza starościńska to była ta władza wykonawcza. On miał prawo egzekwować wyroki sądowe, jako starosta, nie jako hetman albo ktoś taki, on, a właściwie jego ludzie, aresztują banitę Samuela Zborowskiego, dlatego że bezprawnie znajduje się na terytorium Rzeczypospolitej, a konkretnie na terytorium starostwa krakowskiego. I w tym nie byłoby może nic takiego dziwnego, gdyby nie to, że po tym aresztowaniu i uwięzieniu Samuela Zborowskiego na Wawelu dochodzi do dość pospiesznej i chyba niekonsultowanej z Batorym, ale tego nie wiem i nie wiem czy ktoś to wie na pewno, wyroku śmierci na banitę. Banita zostaje ścięty u podnóża zamku krakowskiego no i to zaczyna się z tego straszna awantura. Bo to jest złamanie pewnego niepisanego prawa, z którego wynika, no, że ktoś taki jak Samuel Zborowski powinien być nietykalny, a jeśli już tykalny to na pewno nie ścięty tak sobie, choć może nawet było to zgodne z prawem. I to rozpoczyna niezwykle intensywną i są na to źródła, kampanię przeciwko Zamoyskiemu prowadzoną na sejmikach. Na sejmikach w 1584 r. brać szlachecka przemawia, głosuje oburza się na Zamoyskiego jako na satrapę, który złamał wszelkie prawa boskie i ludzkie. Zamoyski oczywiście odpowiada swoimi ludźmi, którzy [40:00] argumentują, że prawo jest, jakbyśmy dzisiaj słyszeli, równe dla wszystkich, prawda, i że trzeba egzekwować, bo inaczej ono jest nic nie warte. I ta polemika przetacza się prze cały kraj bardzo intensywnie, a Zamoyski idzie za ciosem. To znaczy potem jeszcze oskarża o zdradę stanu Andrzeja Zborowskiego, brata Samuela, i doprowadza do jego procesu sejmowego, w którym sędzią najwyższym jest król. No więc znowu mamy do czynienia z procesem politycznym, który bardzo łatwo jest zaatakować i zarzucić mu tendencyjność. Ale ta rozprawa wydaje mi się troszeczkę uświadomiła przeciwnikom Zamoyskiego, że nie dadzą mu rady i dlatego tym ostrzejsze były konflikty po śmierci Batorego. Nagle zabrakło patrona Zamoyskiemu i nagle ci wszyscy, którzy mieli mu to wszystko za złe postanowili się na nim odegrać, także dla niego sprawa trzeciej wolnej elekcji jest fundamentalna. On musi ją jakby przeprowadzić po swojej myśli, on nie może jej przegrać. Bo on jest jak skompromitowany polityk, któremu opozycja może realnie zagrozić, jeśli coś się wydarzy nie po jego myśli. Stąd ta determinacja, stąd to użycie wojska w czasie elekcji i stąd no przeforsowanie wyboru Zygmunta Wazy z późniejszymi negatywnymi konsekwencjami dla Zamoyskiego.

 

              [Prowadzący] Część III. Testament Jana Zamoyskiego.

 

              [Lektor] „Mało która, śmiem powiedzieć żadna postać historii naszej, właśnie jako indywidualność tak wysoko nie stoi jak osoba Jana Zamoyskiego. Zarówno dzielny jako wojskowy, prawnik i mąż stanu, tę samą czynność rozwija jako uczony, gospodarz i administrator. Czego się dotknie, wszystko mu się udaje. Gdziekolwiek się znajduje niebawem pierwsze zdobywa miejsce.”

 

              [Prowadzący] Tak historyk Paweł Popiel pisał o Janie Zamoyskim. To potwierdzenie słów innego historyka, Janusza Tazbira o tym, że pośmiertna kariera Jana Zamoyskiego była jeszcze bardziej błyskotliwa od tej, która zrobił za życia.

 

              [Gość] No profesor Tazbir był znany z błyskotliwych sformułowań i to właśnie bym zaliczył do tych błyskotliwych. Zresztą pamiętam jego wystąpienie na ten temat, ponieważ miałem zaszczyt uczestniczyć w takiej sesji naukowej z okazji 400 – lecia założenia Zamościa, powtarzam, w roku 1580, więc w 1980 i właśnie wtedy profesor Tazbir tę myśl sformułował. No trudno mi się do tego odnieść. Z wielkimi postaciami historycznymi to zawsze tak jest, że one są wykorzystywane jeśli nam pasuje jakaś interpretacja. Wielkie postaci mają to do siebie, że na ogół są niedookreślone, niejednoznaczne. Że można różnie interpretować ich i charaktery i posunięcia i dlatego uważam, że nie ma niczego złego na przykład w pisaniu kolejnych biografii danej postaci, bo taka biografia Zamoyskiego to inaczej jest raz napisana, prawda? Jest ich kilka powiedzmy 4-5. I można pisać następne, bo one świadczą o nowych pytaniach, nowych wątpliwościach i nowych interpretacjach. Do Zamoyskiego chętnie nawiązywano, ponieważ to był ten taki Europejczyk, jak mieliśmy przez lata kompleksy prowincji, prawda, tu zabory nie zabory, ale nawet XVIII -wieczne kompleksy, to Zamoyski to był ten równy możnowładcom francuskim, absolutnie równy, a do tego jeszcze rektor w Padwie to świetnie brzmiało. A zdanie „Patavium virum me fecit”, prawda „Padwa uczyniła mnie mężem” to mogło być zdanie wypowiedziane przez całą masę bardzo ważnych Europejczyków w wieku XVI, więc myślę, że to była taka postać, do której chętnie nawiązywano, a poza tym on był wielostronny. Nie ulega wątpliwości, że jego cechowała ogromna wielostronność. W tych takich troszeczkę hagiograficznych tekstach na jego temat, a to był wielkim wodzem, a to był wielkim uczonym, a to wielkim strategiem politycznym, no wszystko, wszystko, wszystko. Trudno mi komentować te jego talenty wojenne, no ale na pewno został hetmanem w czasie wypraw Batorego, inflanckich, a te skończyły się w sumie sukcesem. Na pewno potrafił sobie radzić w polityce wewnętrznej skoro potrafił: A - zrobić karierę, czyli  wykorzystać rysujące się możliwości, B – utrzymać swoją pozycję prawie nienaruszoną, kiedy koniunktura była zła. No więc talenty polityczne ewidentne. Plus ta edukacja, ta wiedza, która, myślę pozwalała mu jak równy z równym korespondować z uczonymi [45:00] europejskimi. Więc to też jakoś łechce naszą dumę narodową, która jest pełna kompleksów, wydaje mi się nie wszystkie uzasadnione, ale częściowo tak. Także mnie się wydaje, że Zamoyskiego kariera pośmiertna, no była powiedzmy nie gorsza niż kariera za życia. Może nie lepsza, tu bym się aż, bardziej błyskotliwa, z profesorem Tazbirem nie zgodził, ale na pewno była taka, do której chętnie nawiązujemy, bo przecież to nie jest prawda, że Polacy lubią tylko klęski i lubią się martwić nimi i pokazywać własne nieszczęście. Każdy naród, każde społeczeństwo lubi takich ludzi sukcesu jako swoich przedstawicieli, czy swoich wybrańców i Jan Zamoyski z całą pewnością do takich należy.

 

              [Prowadzący] Mówimy o roli jednostki w historii, więc nasuwa się jedno pytanie. Czy jednak ta rola nie była zbyt mała, czy tak wspaniała postać może by nie zasługiwała na to, żeby w pewnym momencie przejąć koronę?

 

              [Gość] No jeżeli, to musiałoby to być wtedy, kiedy wybraliśmy… my! No ja w tym nie uczestniczyłem, ale wybrała szlachta Zygmunta Wazę. No ale tu jest ten problem właśnie, do którego wracam, problem równości szlacheckiej i tego poczucia, że „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. I w związku z tym jeden z naszych… proszę zwrócić uwagę, że ci Wazowie utrzymują się na naszym tronie i że dopiero potem, po abdykacji Jana Kazimierza, a więc znowu po wydarzeniu niespotykanym, żeby król nas opuścił nie z powodu śmierci, tylko abdykacji, zaczyna być wśród szlachty modne to hasło, że „chcemy Piasta”, czyli kogoś z naszych. I rzeczywiście Wiśniowiecki, Michał Korybut Wiśniowiecki, a potem Sobieski to są te dwa przykłady Piastów. Ale wtedy jeszcze chyba było za wcześnie na to, żeby wybrać Piasta i Zamoyski chyba się zorientował i znowu chwała mu za to, że potrafił na czas pohamować swoje apetyty, zakładając, że będzie i skuteczniejszy i pewniejszy jako pierwszy minister Zygmunta Wazy. Tylko nie całkiem mu to wyszło. A co do roli jednostki w historii, to jest niekończąca się dyskusja, prawda, co by było gdyby. Ja nie jestem przeciwnikiem takich rozważań. Uważam, że one są intelektualnie płodne, ale oczywiście już nie należą do profesjonalnego uprawiania historiografii, za czym bym się opowiadał. Więc myślę, że to jest kwestia trochę przypadku, trochę łut szczęścia, trochę te geny, o których żeśmy rozmawiali, trochę koniunktura, umiejętność wykorzystania tej sytuacji. Na pewno osobowość Zamoyskiego pełniła jakąś ważną rolę w tej jego karierze, bo bez niej by na pewno do takiej kariery nie doszło. Ale oczywiście rozumiem też marksistów, którzy uważają, że realia społeczne tworzą warunki, w których pojawia się osoba wybitna i  to te realia społeczne czy polityczne są decydujące dla tej czy innej kariery. No ale tym niemniej Napoleon czy Hitler, czy Stalin fascynują nas z różnych powodów. Zwracam uwagę, że często to są osoby, do których nie odnosimy się z sympatią, ale one nas jakoś ekscytują. Zamoyski myślę, że może zdobyć sympatię bez porównania łatwiej.

 

              [Prowadzący] I ostatnie pytanie. Czy ta biografia polityczna jest w naszej historii jakąś ważną cezurą? Czy od niej coś się zaczęło i rzutowało na nasze dalsze dzieje?

 

              [Gość] Ja uważam, że tak. Ja uważam, że właśnie to stworzenie systemu zależności społeczno-politycznej całego skomplikowanego systemu patronatu i klienteli, po raz pierwszy na taką skalę i w takim wydaniu i na takim poziomie, powiedziałbym świadomości. Bo Zamoyski był świadom swoich obowiązków jako patron. On wiedział, że on musi być ojcem chrzestnym jakiegoś tam nieważnego swojego zwolennika czy dzierżawcy. On budował cały system osób, które były od niego zależne, ale on też wiedział, że on musi im się odwzajemniać. I że to nie jest tak, że on po prostu tylko ma same korzyści, on ma też bardzo poważne obowiązki. Otóż wydaje mi się, że stworzenie takiego na owe czasy nowoczesnego, w sensie sposobu myślenia politycznego, nowoczesnego systemu,  no było takie dość przełomowe. Bo na nim, tak mi się wydaje, chętnie się wzorowali inni, którzy następnie uczynili ten system klientarny jednym z zasadniczych wyznaczników ustroju Rzeczypospolitej, o którym się mówi, ze potem zmierzał on ku oligarchii, ale na ten temat też są dyskusje czy to była oligarchia, ale na pewno był to system, w którym wyjątkowo dużą rolę odgrywały więzi nieformalne. Więzi nieformalne zawsze, pod każdą szerokością geograficzną odgrywały i odgrywają wielką rolę, ale z całą pewnością wtedy właśnie z powodu słabości państwa, jakim była Rzeczpospolita, słabości administracji centralnej, słabo rozwiniętej biurokracji, rola tego systemu była szczególnie duża.

 

              [Prowadzący] „Prześwietlenie. Inne historie Polski”. Podcast Muzeum Historii Polski. Podcastów „1000 lat. Prześwietlenie” wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcast, w Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj kanał Muzeum Historii Polski.

Data of the object

Description

Był zaangażowany w osadzenie na tronie aż trzech polskich władców, stworzył podwaliny największego magnackiego rodu w naszych dziejach, założył własne miasto, akademię, wykreował nawet własne stronnictwo polityczne. Wicekról, magnat wszechczasów, polski Richelieu, a może Machiavelli i – o czym mało kto wie – przede wszystkim pierwszy Polak, który odniósł sukces za granicą. Gdy Jan Zamoyski zaczynał karierę, miał w posiadaniu cztery wsie. Skończył z 23 miastami i 819 wsiami zespolonymi w Ordynację Zamojską, która formalnie przetrwała do 1945 roku. Czy można go uznać za najwybitniejszego w naszej historii polityka czasów demokracji szlacheckiej. Dlaczego nie został królem Polski? Jakie drugie dno miała słynna sprawa Zborowskich? W „Innych historiach Polski” Cezary Korycki wraz z profesorem Wojciechem Tygielskim będą rozmawiać o biografii Jana Zamoyskiego, odsłaniając przy tym kulisy jego wyjątkowo błyskotliwej kariery.