Julian Godlewski. Łowca skarbów - Mediatheque - Polish History Museum in Warsaw SKIP_TO
Visit Przejdź do sklepu
Filmy dokumentalne
Audiovideo

Julian Godlewski. Łowca skarbów

Muzeum Historii Polski (producent); Mańka, Jarosław (scenariusz i reżyseria); Buchmann, Anna (pomysł filmu);

09/12/2024

Transcription

- On nie pracował, by mieć pieniądze. On pracował, by się tymi pieniędzmi dzielić.

- Przekazał cały swój majątek na rzecz potrzebujących, działalność filantropijną i donatorską.

- Taki irydowo-platynowy przykład łowcy historycznych artefaktów w tym najlepszym tego słowa znaczeniu.

- Powiedziałem: "podliczyli ci portfel, ale nie policzyli ci serca", bo on to robił z sercem.

- Mimo iż nie był historykiem sztuki ani kolekcjonerem, był pasjonatem sztuki i można powiedzieć, że niejako wyszukiwał te dzieła sztuki. Jego to fascynowało, że może być pewnego rodzaju łowcą skarbów.

Julian Godlewski. Łowca skarbów.

- W dziesiątą rocznicę jego śmierci zamówiłem w katedrze przy konfesji św. Stanisława mszę świętą w intencji Godlewskiego. I proszę sobie wyobrazić, że na tę mszę, ona była ogłoszona w prasie, w centrum Krakowa był nekrolog o tej mszy. No i w związku z tym spodziewałem się, że ktoś przyjdzie na tę mszę. Okazało się, że tylko przyszedłem ja. I potem jak poszedłem podziękować księdzu proboszczowi Bielańskiemu, mówi, proszę pana, taki jest życie, taki jest świat, tacy są ludzie.

[Julian Godlewski] Urodziłem się we Lwowie, 17 sierpnia 1903 roku, gdzie mieszkali moi rodzice.

- Uniwersytet Lwowski, wspaniała polska uczelnia, Uniwersytet Jana Kazimierza, jedna z najważniejszych uczelni okresu międzywojennego. Już Godlewski rozpoczął studia na tym uniwersytecie prawnicze. Podobnie jak mój stryj Michał Garapich i mój ojciec, Jerzy, którzy byli jego przyjaciółmi, Godlewski nim rozpoczął studia, zasłużył się jako patriota i bohater walczący o wolność i polskość Lwowa. Brał udział w wojnie 1920 roku.

[Julian Godlewski] Natarcie wojsk rosyjskich zepchnęło nas do Małopolski Wschodniej, to znaczy Galicji, później pod Kraków i w końcu pod Warszawą odnieśliśmy zwycięstwo. Był to sławny Cud nad Wisłą.

[Narrator] Po zakończeniu wojny Julian Godlewski ukończył studia prawnicze. Odbył też służbę wojskową, podczas której doznał urazu nogi. Kontuzję musiał leczyć w szwajcarskim sanatorium w Leysin. To tam poznał inną kuracjuszkę Anitę Thyssen, córkę stalowego potentata Fritza Thyssena. Jak się później okazało, znajomość z Anitą Thyssen w ogromnym stopniu zaważyła na życiu Juliana Godlewskiego.

- Zakwitło między nimi jakieś uczucie. Niestety ze względów politycznych nie doszło do ożenku. Jednak relacja z rodziną Thyssen cały czas funkcjonowała w sferze czy to korespondencji, czy też spotkań, które były mniej lub bardziej nasilonych.

- Porucznik Julian Godlewski był frontowym kolegą mojego taty, porucznika Mariana Plichty, oficera Pierwszej Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka. W czasie kampanii wrześniowej w '39 roku stoczył krwawe i bardzo chwalebne bitwy w okolicach Górek Kampinoskich, gdzie między innymi poległ młodszy brat Juliana Godlewskiego, Alfred. Kiedy zakończyła się kampania wrześniowa, 14 Pułk Ułanów Jazłowieckich przeszedł granicę rumuńską i tam żołnierze i oficerowie zostali internowani. Godlewski uciekł z niewoli i przedostał się do Colter w Szkocji, gdzie odtwarzany był 14 Pułk Ułanów Jazłowieckich wtedy już jako pułk pancerny.

[Julian Godlewski] Pułk stał koło Edynburga, gdzie były posiadłości królewskie. Bywając w posiadłościach królewskich, miałem ten zaszczyt i szczęście poznać jako dziewczynkę obecną królową angielską i jej siostrę, księżniczkę Małgorzatę.

- 10 sierpnia '44 roku w trakcie bitwy pod Falaise w Normandii, wykonując zadania w okolicy miejscowości Soignolles, Julian Godlewski został bardzo ciężko ranny. Czołg, w którym walczyłem, dostał się pod silny ostrzał nieprzyjaciela. Ostrzelano nas z moździerzy.

[Julian Godlewski] Czołg stanął w płomieniach, a ja zostałem ciężko ranny odłamkiem w kręgosłup. Nieprzytomnego wyciągnęli mnie koledzy z czołgu. Odłamek uszkodził mi tak poważnie kręgosłup, iż zostałem sparaliżowany. Z pola bitwy zostałem przetransportowany do punktu medycznego, po czym przewieziono mnie natychmiast do kliniki specjalistycznej w Oxfordzie.

[Narrator] Po zakończeniu wojny Julian Godlewski odszukał Fritza i Amelię Thyssenów w alianckim obozie dla nazistów i pomógł ich stamtąd wydostać. Będąc z zawodu prawnikiem, bardzo przyczynił się do odzyskania przez nich ogromnego majątku. W 1947 roku na zaproszenie Thyssenów wyemigrował do Argentyny, gdzie mieszkała jego dawna wybranka Anita Thyssen. Po śmierci Fritza Thyssena w 1951 roku, Julian Godlewski stał się członkiem zarządu koncernu Thyssena i Fundacji Thyssena z kapitałem stu milionów marek. Powrócił do Europy i zamieszkał w Szwajcarii w hotelu Splendid Royal w Lugano.

- Dzień dobry.

- Dzień dobry.

- Bardzo mi miło.

- Wspaniale, że udało się odtworzyć te taśmy, które mnie się udało na strychu

odnaleźć, a tutaj nagle one ożyły.

- Zobaczmy w takim razie na dużym ekranie.

- Bardzo się cieszę, że w ogóle cokolwiek się udało uratować z tych taśm. Można zobaczyć na tym filmie ocalałym fragmenty salonu w Hotelu Europejskim, gdzie wynajmował zawsze w czasie swoich pobytów w Warszawie apartament. Tam przyjmował bardzo licznych gości. Nad jego głową można było zobaczyć obraz i zawsze na tymże obrazie była jakaś taka plama, która ściekała. Julian Godlewski mówił: "zawsze powtarzam dyrektorowi, że należy jednak obmyć ten obraz". No ale za każdym razem było to samo, tak że to już urosło do takiej stałej anegdoty.

- Co za spotkanie!

- No widzisz, jak się cieszę, że po tylu latach możemy się tutaj zobaczyć.

Ile minęło? Nie wiem, ale dużo tych lat minęło. A spotykaliśmy się tam u góry, na drugim piętrze w narożnym apartamencie. Tyle razy, ile już tu był, mieszkał zawsze w tym samym apartamencie. Te okna po prawej stronie to była sypialnia, a te tutaj.

- Salon, tu był salon.

- Ja byłam wśród narodu na dole, kiedy przyjechał papież Jan Paweł II, wy staliście na tym balkonie, właśnie na tym drugim piętrze, patrząc z góry na nas wszystkich.

- Tak, a ja ci powiem, że chwilkę przedtem przyszli

do nas policjanci, znaczy mundurowi.  I powiedzieli, że proszę wszystkie okna pozamykać i nie wyglądać tutaj przez okno.

- Słusznie, bo to przecież była.

- I myśmy powiedzieli dobrze, tak zrobimy. A jak oni wyszli, to stanęliśmy przy barierce. Dla nas to było wtedy widowisko.

[Julian Godlewski] To jest klasztor, z którego Władysław Jagiełło poszedł na Grunwald.

- Słuchaj, jestem bardzo ciekawa, czy znasz tablicę, która jest wewnątrz podwórca klasztornego, gdzie wśród innych nazwisk jest Julian Godlewski także. On zresztą mówił w swoim wywiadzie, który nagrałam o Czerwińsku.

[Julian Godlewski] Od lat całych zajmuję się Czerwińskiem. Ojcowie salezjanie mają seminarium duchowne i mają ponad 100 chłopców, którzy idą na księży. Tam będzie poświęcenie części seminarium, które moim kosztem zostało odbudowane.

- Ja tej tablicy, wydaje mi się, że nigdy nie widziałem. Dzisiaj ją zobaczyłem po raz pierwszy. To dobrze, że umieścili tutaj jego nazwisko, bo zasłużył się dla tego klasztoru. Widzieliśmy bardzo piękną kaplicę Matki Boskiej Ostrobramskiej.

- W tej kaplicy Julian Godlewski.

- Zawsze ile razy tutaj był, tyle razy modlił się w tej kaplicy. Dlatego bardzo chciałem, żeby jednak, żeby.

- Się udało ją pokazać.

- He stayed with us in our house in Zurich about commission for Austria in Switzerland and he often came together with my uncle to ourhouse. And I remember this special evening in October, of the konklawe evening. We had dinner at home and you can't imagine the surprise and happiness of all of us of course, but especially of Julian Godlewski, when he heard that his friend, I didn't know, but he said his friend, Karol Wojtyła suddenly became Jan Paweł II and he jumped up and said "Where's the telephone?! I must ring him at once" And we said of course "Julian, you will never get a connection now, try tomorrow or another week".

He tried, but he didn't get anybody on the other line. All were engaged in celebrations. And he spent the night with us and the next day morning about something about 10-11 AM he called the Vatican.He had to wait several stations until he was connected finally with Jan Paweł, the pope, and they had 5 minute discussion and I saw how they really respect each other.

- Hotel Golden, najbardziej ekskluzywny stary hotel, bardzo wygodny. Tutaj przyjeżdżał i spędzał czas Julian Godlewski najczęściej w towarzystwie Amalii Thyssen. Do dzisiaj jest to hotel bardzo prestiżowy. Godlewski tutaj był stałym gościem w interesach finansowych. Przyjeżdżali również Thyssenowie, a później myślę, że tylko Amalia, też po części ze względów sentymentalnych. Julian Godlewski, kiedy przyjechałam w '81 roku, to nazwisko mi niewiele mówiło. Przeszłam do muzeum i pierwszy kontakt z tym nazwiskiem to podpisy pod obrazami, które wisiały w galerii muzeum i które były jego darem. To obrazy najcenniejsze w kolekcji muzealnej. Zaczęłam się interesować, kim on jest. Wiedziałam, że jest w Fundacji Libertas, która finansuje działalność Muzeum Polskiego. Dzięki jego wsparciu przez lat pięćdziesiąt muzeum mogło funkcjonować. Pracując w bibliotece i w archiwum, natrafiłam na korespondencję Godlewskiego. I wtedy sobie uświadomiłam rozmach, z jakim działał na rzecz muzeum. Staranie się o pozyskiwanie zbiorów do muzeum, powiększanie kolekcji z tej najbardziej wartościowej, to oczywiście wszystko wysiłki Godlewskiego.

- Pierwsza wyprawa, która skorzystała z jego dotacji, to była wyprawa w Karakorum na Kunyang Chhish, szczyt prawie 7900 metrów. Jeden z najwyższych, niezdobytych wówczas szczytów na świecie. Wyprawa zakończyła się sukcesem. Julian jakby znalazł potwierdzenie tych naszych słów, że te pieniądze, które daje, to rzeczywiście coś narodowego, polskiego, ważnego. Juliana Godlewskiego poznałem, to był albo koniec '68, albo początek '69. To był taki rytuał jakiś z tymi jego wyjazdami związany. Ten rytuał ogólny na lotnisku w Italii go wszyscy biorcy jego sponsoringu z profesorem Szabłowskim i Muzeum na Wawelu włącznie, żeśmy stali w takim rzędzie. On szedł. Witał się ze wszystkimi. Największym wkładem Juliana Godlewskiego w polski alpinizm to była zimowa wyprawa na Everest w 1980 roku, zakończona sukcesem. Julian na tę wyprawę dał 25 tysięcy dolarów. To było ponad połowa kosztów dewizowych tej wyprawy, a więc to był znaczący i bardzo ważny wkład. Zostały wysłane depesze informujące pierwszego sekretarza i ówczesnego władcę Polski o wejściu wyprawy narodowej na Everest i do papieża, duchowego władcy Polski. Edward Gierek odpowiedział depeszą, Jan Paweł II też odpowiedział. Ale Gierek się obraził, jak się dowiedział, że także Jan Paweł II został jednocześnie z nim zawiadomiony, to odwołał spotkanie zwycięzców tej wyprawy po powrocie do Polski z nim. I zdaje się obniżono medale o jakiś jeden szczebel. No więc to taka anegdota.

- Usłyszałem od mojego kolegi że jest taki Polak, który jemu daje stypendium na studia. No więc ja pomyślałem sobie, że ja też bym chciał takiego znaleźć idealnego dobroczyńcę. Więc chciałem od tego kolegi dowiedzieć się, kto to jest. Oczywiście mowy nie ma, żeby mi powiedział. Ja tylko znałem nazwisko i wiedziałem, że ten człowiek mieszka w Lugano w hotelu i że jest jednym z naczelnych dyrektorów ogromnych hut niemieckich Thyssena. Przyszło mi do głowy coś bezczelnego, ale co się opłaciło. Zadzwoniłem do ambasady szwajcarskiej i zapytałem, jaki jest najbardziej luksusowy hotel w Lugano, na co mi odpowiedziano, że to jest Splendid Royal Hotel. I ja wystosowałem do pana Godlewskiego list uzasadniający moją prośbę o stypendium na studia, na co bardzo szybko otrzymałem od niego odpowiedź, że pański list mnie nie przekonał. Ale zanim panu ostateczną, a odmowną odpowiedź dam, niech pan jeszcze o sobie coś napisze. Zdecydowałem się odpisać jednym, jedynym zdaniem, które brzmiało mniej więcej tak. Szanowny Panie, dziękuję uprzejmie za łaskawą odpowiedź. Napiszę do Pana za rok, przedstawiając mój dyplom, który będę zawdzięczał wyłącznie sobie. Na co on natychmiast odpowiedział chyba expressem. Szalenie mi się pańska odpowiedź spodobała. Dam panu stypendium. To mi pozwoliło wstąpić na studia i od tego czasu zaczęła się znajomość, a potem i przyjaźń z Julem Godlewskim.

- Jesteśmy w pięknej sali pierwszego piętra Biblioteki Polskiej w Paryżu, która w tej chwili akurat jest poświęcona Kopernikowi, a w głębi jest sala Fryderyka Chopina z niezwykłymi pamiątkami, odlewem jego ręki, odlewem jego twarzy. Po śmierci tu, w tym salonie, 24 marca 1971 roku, odbywała się wielka uroczystość wręczenia przez Juliana Godlewskiego wielkiej nagrody zarówno dla Biblioteki Polskiej, jak i dla Towarzystwa Historyczno-Literackiego. Na ręce ówczesnego prezesa Towarzystwa Historyczno-Literackiego, księcia Andrzeja Poniatowskiego. Julian Godlewski obdarował Bibliotekę Polską jeszcze innymidarami, darami rzeczowymi. Zachowała się wspaniała korespondencja dotycząca tych darów. Wszystko zaczęło się w roku 1963, kiedy Julian Godlewski stworzył nagrodę imienia Anny Godlewskiej, swojej matki. Ta nagroda była w zasadzie przeznaczona dla działalności emigracji polskiej.

- Któregoś dnia towarzyszyłem mu na spotkaniu organizowanym przez tą bibliotekę w której dziękowano mu za wszystkie dary. Polegały na wyliczaniu sum, które on dał. Więc powiedziałem: "policzyli ci portfel, ale nie policzyli ci serca", bo on to robił z serca.

- Kiedy Julian Godlewski przyjeżdżał do Paryża, zawsze zatrzymywał się w hotelu Ritz. Tutaj był przyjmowany zawsze z ogromnym szacunkiem. Kiedy dowiedział się, że w Paryżu są bardzo znani wówczas w Polsce pianiści Wacek Kisielewski i Marek Tomaszewski oraz Janusz Olejniczak, który był jego stypendystą, postanowił zaprosić nas wszystkich na kolację do Ritza.

- Kiedyś pamiętam incydent taki. Ja pracowałem wtedy w kabarecie Limo jako robotnik od dziesiątej w nocy do drugiej w nocy. W drelichu normalnym. A Jul zaprosił mnie na kolację do Ritza w otoczeniu plejady, było tam z dziesięć osób, najwybitniejszej śmietanki inteligencji intelektualnej czy artystycznej polskiej. O dziesiątej musiałem wstać, grzecznie się ukłonić, pożegnać i pójść założyć mój drelich i popychać dekoracje. Więc to były takie kontrasty świata najwyższego bogactwa i przepychu i mojej skromnej osoby i robotnika, który został dopuszczony i to w sposób bardzo uprzejmy, miły, serdeczny do stołu tych wielkich osobistości.

- Ja dosyć krótko znałam Jula, bo go znałam tak od połowy lat 70. Może to był '76 rok. I poznałam go oczywiście przy okazji znajomości z moim wówczas narzeczonym, potem mężem Januszem Olejniczakiem. Janusz był na stypendium ufundowanym przez Jula. Potem się okazało, że niesamowity wachlarz zainteresowań Jula, który obdarowywał różne grupy, różne grupy zawodowo-artystyczne i społeczne, bo to przecież i himalaiści, i Wawel, osoby z niepełnosprawnością, i zakład w Laskach, i Konkurs Chopinowski, właśnie nagrody na Konkursie Chopinowskim, które potem jeszcze były pomnażane poprzez różnego rodzaju stypendia. Że tego jest niebywały ogrom.

- Samego spotkania zaraz po konkursie w filharmonii nie mogę sobie, nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam natomiast pierwszą wizytę, chyba nawet jedyną, u mnie w domu. Mieszkaliśmy wtedy na Sadach Żoliborskich na Przasnyskiej i dom się spodobał Julowi, że taka normalna, fajna rodzina. Mój Boże, żadnych oczekiwań, wszystko tylko szczęście. I to się chyba bardzo spodobało, bo polubił całą moją rodzinę. Wyglądał tak, jak sobie można wyobrazić przedwojennego dżentelmena. Fantastycznie ubrany, potrafiący rozmawiać z każdym czy z wybitnym intelektualistą, czy powiedzmy, prostym człowiekiem, znalazł wspólny język. Znalazłem się w Paryżu dzięki stypendium, dzięki Fundacji Juliana Godlewskiego, pamięci matki Juliana, Anny, którą kochał. Bardzo często to podkreślał. Mam mnóstwo wspomnień. Jak już wyjechałem do Paryża, poznałem całą grupę fantastycznych ludzi, Małgosię Balasińską, która na prośbę Jula wraz ze swoim mężem Jerzym opiekowali się, żebym nie czuł się samotny.

- Te jego znajomości sprzed wojny prowadziły także do nieoczekiwanych jego zamierzeń, jak na przykład znajomość z sekretarką Karola Szymanowskiego, która po wojnie zainspirowała jego do tego, ażeby wykupił willę Atmę w Zakopanem, gdzie Karol Szymanowski tworzył i mieszkał. Dzięki jej pomocy ta willa została odkupiona i stanowi do dzisiaj muzeum.

- Na postać Juliana Godlewskiego wpadłem przez przypadek, badając archiwalia dotyczące polskich realiów. Nagle pojawia się postać do tej pory nieznana, tajemnicza, nigdy wcześniej nie wzmiankowana. Bardzo dużo korespondencji była wymienianych między innymi z profesorem Jerzym Szablowskim, ówczesnym dyrektorem Państwowych Zbiorów Sztuki Zamku Królewskiego na Wawelu. Tu przyszła mi z pomocą, ogromną pomocą, dr Magdalena Piwocka z Państwowych Zbiorów Sztuki, kustosz działu tkanin, które mi wskazała tą postać jako osobę nietuzinkową, która wymaga przebadania, wykonania szczegółowych kwerend, a przede wszystkim ujawnienia, że był to jeden z najważniejszych donatorów kolekcji polskich.

- Arras z herbami Dymitra Chaleckiego, podskarbiego nadwornego, litewskiego to jest jedno z najważniejszych tekstylnych poloników, jakie mamy w zbiorach polskich. W okresie międzywojennym zakupił go Edward Raczyński, późniejszy prezydent Polski na obczyźnie i on go wywiózł do Londynu. W Londynie został zakupiony przez Juliana Godlewskiego w roku 1962 i ofiarowany na Wawel.

- Znajdujemy się w sali Kazimierza Wielkiego, gotyckiej części zamku, która została włączona w obręb renesansowej rezydencji. Od początku XVI wieku ta część zamku pełniła funkcję skarbca koronnego. Jednym z najznakomitszych darczyńców był dr Julian Godlewski, który ofiarował do zbiorów złotnictwa kielich Kazimierza Wielkiego i trzy aplikacje z XVI wieku.

- Kielich Kazimierza Wielkiego z 1351 roku przetrwał w Trzemesznie aż do hitlerowskiego rabunku w 1940 roku, a gdy wypłynął na przełomie lat 50. i 60. XX wieku na rynku antykwarycznym, Julian Godlewski włożył bardzo dużo energii i zapobiegliwości, aby w końcu w Salzburgu dopaść to arcydzieło gotyckiej sztuki złotniczej i ofiarować na Wawel w 1965 roku. W listopadzie 1963 roku Julian Godlewski skutecznie wylicytował na aukcji w Kunsthaus Lempertz w Kolonii, w znakomitym domu aukcyjnym, tak zwane ogniwa pasa Zygmunta Starego. W stałej ekspozycji w skarbcu koronnym oba dary Juliana Godlewskiego to są jedne z najcenniejszych zabytków, jakie prezentujemy, jakimi się chlubimy.

[Julian Godlewski] Robiło mi satysfakcję, że pieniądze, które od tych Niemców, których myśmy pobili, że ja te pieniądze, które tam zarabiam, mogę oddawać z powrotem Polsce.

- Archiwum Zamku Królewskiego na Wawelu przechowuje zarówno osobistą korespondencję pana profesora Jerzego Szablowskiego z doktorem Julianem Godlewski, jak i oczywiście dokumentację spraw, tak jak to nazywamy w archiwum, dotyczącą zakupu poszczególnych dzieł i darów pana doktora Juliana Godlewskiego dla Wawelu.

- Trudno sobie wyobrazić, że nie ma na Wawelu portretu Gian Giacomo Caraglia i trudno sobie wyobrazić, że nie ma na Wawelu konnego portretu królewicza Władysława Zygmunta. To są obrazy tak istotne dla historii Polski, że gdyby nie Julian Godlewski, to Caraglio wisiałby być może w jakichś zbiorach włoskich. A obraz Pietera Soutmana być może w jakiejś kolekcji holenderskiej, gdzie są rubensiana, obrazy związane z wielkim mistrzem flamandzkim. Nie zachowały się pamiątki związane z polskimi monarchami, więc dary Juliana Godlewskiego w sposób bardzo istotny wzbogaciły kolekcję, ponieważ są to obrazy związane z królami. Szczęśliwym trafem bodajże dr Andrzej Ciechanowiecki znalazł na rynku antykwarskim konny portret Władysława Zygmunta i szczęśliwym trafem Julian Godlewski zdecydował o odkupieniu tego portretu od Andrzeja Ciechanowieckiego i podarowaniu go na Wawel. Także mamy tutaj portret króla pochodzący z bardzo w sumie ważnego warsztatu, bo związany jest z Rubensem. Obrazem, który trafił tutaj na Wawel z daru Juliana Godlewskiego, był też portret Adama Kazanowskiego, który zresztą na rynku antykwarskim był wystawiony jako portret Jerzego Ossolińskiego. Kupił go Godlewski na aukcji w Dublinie w 1971 roku. Bez Juliana Godlewskiego bylibyśmy naprawdę o wiele ubożsi.

- Julian Godlewski, patriota, Polak na obczyźnie, który poszukiwał polskich dzieł sztuki, napotkał w latach 50. na aukcji za granicą rękopis Fryderyka Chopina dla Juliana Fontany, jego najbliższego przyjaciela, powiernika i współpracownika, i zakupił go w 1958 roku z myślą o przekazaniu jakiejś polskiej placówce muzealnej. Z czasem jeszcze dwa listy w latach 60., a dokładnie w '65 roku, również Julian Godlewski zakupił i w chwili obecnej ta cała kolekcja znajduje się w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie. Z hojności Jana Godlewskiego skorzystało szereg placówek muzealnych w Polsce, szczególnie w latach 60. W tym prezentowane Muzeum Narodowe w Warszawie, otrzymało dwa niezwykle cenne dary z grupy rzemiosła artystycznego. Pierwszy z nich, z grupy meblarstwa, był to stolik późnobarokowy, niezwykle cenny dla polskich kolekcji ze względu na fakt, iż zachowały się de facto dwa takie stoliki w polskich kolekcjach. Stolik omawiany, który ofiarował Julian Godlewski, jest z herbami Wiśniowieckich i Radziwiłłów. Drugi obiekt, który ofiarował Julian Godlewski w latach 60., to zegarek złoty, kieszonkowy z wytwórni Patka w Szwajcarii. Jest to zegarek unikatowy, ponieważ prezentuje on motywy patriotyczne, dotąd bardzo słabo prezentowane na zegarkach czy to naręcznych, czy kieszonkowych. Takich zegarków polskich kolekcjach posiadamy dosłownie kilka.

- Złoty zegarek. Szwajcarski. Wykonany po 1880 roku. Interesujące ze względu na grawerowane sceny według „Lithuanii” Artura Grottgera ilustrujących powstanie styczniowe.

- W latach 70. Julian Godlewski nie poprzestał z donacjami na rzecz muzeów w Polsce i za granicą. W 1974 roku ofiarował na rzecz Zamku Królewskiego w Warszawie przepiękne biureczko podróżne, tzw. sepet z 1780 roku. Biureczko to okuwane jest pięknymi plakietami srebra. Kolejnymi obiektami, które ofiarował Julian Godlewski, były obiekty z grupy tak zwanej broni białej. Mieczorapier o proweniencji włoskiej z około 1550 roku. Misiurka prawdopodobnie pochodzenia wschodniego i szabla z pochwą, którą zakupił na rynku antykwarycznym zachodnim. Te trzy obiekty, które zostały darowane w różnym czasookresie, niezwykle wzbogaciły i stosunkowo dobrze opracowaną kolekcję broni białej i palnej w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

[Julian Godlewski]  Przyjechałem do Lasek i siostra Katarzyna poprosiła mnie, żebym się zaopiekował tym sparaliżowanym chłopcem. Powiedziałem, dobrze, proszę siostry, ja się zaopiekuję. Nie zapowiadając, o 7.30 rano zjawiłem się w mieszkaniu tych państwa.

- Nagle słychać dzwonek do furtki. Mama idzie otworzyć furtkę i wraca z dwoma panami, jednym bardzo dystyngowanym, eleganckim panem, który przedstawia się jako Julian Godlewski.  I drugim, mniej eleganckim znacznie, który okazał się jego kierowcą.

[Julian Godlewski]  I zastałem uroczą, ale również zhisteryzowaną jak Janusza matkę, która go do szkoły zawoziła na wózku. Byłem wzruszony czystością tego domu i powiedziałem, proszę państwa, ja przyjeżdżam z ramienia siostry Katarzyny i na pewno się zaopiekuję. Proszę mi dać trochę czasu.

- Jako że jestem osobą niepełnosprawną i jeździłem na wózku, a mieszkałem pod Warszawą, mogły być kłopoty z dojazdem na ewentualne studia moje. W związku z tym był potrzebny samochód, auto, żebym ja się mógł przemieszczać z domu na studia. Rodziców nie było na to stać.

[Julian Godlewski]  Zdecydowałem się pomóc temu chłopcu. Zamówiłem w NRF-ie specjalny samochód, gdzie on może jechać bez opieki. Wszystko jest zrobione dla sparaliżowanego chłopca.

- Byłem bardzo szczęśliwy i dzięki temu samochodowi, a właściwie dzięki Julianowi Godlewskiemu, skończyłem bez kłopotu studia. Przeprowadziłem się do Warszawy bardzo szybko, już będąc na studiach, ale mimo to dzięki temu samochodowi mogłem robić praktycznie wszystko.

[Julian Godlewski]  Wszystkie egzaminy robi dobrze, nawet flirciarz się zrobił. Ma bardzo ładną dziewczynkę, z którą w smokingu fotografował się i tak dalej.

- Moje zawodowe losy, z których był zresztą bardzo zadowolony, bo okazało się, że spełniłem jego wymagania, też w dużym stopniu zależały od niego i w związku z tym jestem mu dzisiaj tak samo wdzięczny jak wtedy, przez te kilkadziesiąt lat, które upłynęły od tamtego momentu. Był to po prostu bardzo wielki społecznik. Dobry człowiek. No i ja będę mu wdzięczny do końca życia. Amen.

- Stare Powązki. Grób Kazimierza i Celiny Godlewskich oraz matki Kazimierza, Alfreda i Juliana, czyli Anny Godlewskiej. Anna Godlewska to moja prababka. Jesteśmy tu z rodziną, jak często się da. Zmarła w '66. Miałem tylko cztery lata, więc nie pamiętam jej tak dobrze. Pamiętam bardziej jej wyraz dobroci i to, że pozwalała mi buszować po swoich szafeczkach.

- Cześć, Stefan. O, cześć Julian. Hej, kuku! Płaczemy! Cześć. Przyszedłem te zdjęcia obejrzeć, ten album też, który mamy rodzinny. Przyniosłem album babci Elżbiety. No na razie, kuku, a już wszystkie zdjęcia gotowe. Fantastycznie! Tu nasze różne, różne historie o Julianie, o jednym Julianie i o nowym Julianie. Była rozmowa z dziadziem Jasiem i opowiadał dużo o Julianie. Nie ma już wielu, wielu zdjęć czy dokumentacji. A właściwie wszystko jest u Ciebie.

- Więc tak. Babcia mi przekazała część i część tych rzeczy. Sporo pamiątek i to nie tylko zdjęcia, ale też wycinki z gazet. Każde jakieś wydarzenie związane z Julianem babcia wycinała.

- Jest jubileuszowe wydanie Adama Kazanowskiego. A tu piękne zdjęcie Juliana z młodości. A tu jeszcze mamy coś ciekawego. Co to jest?

- To są jakieś karykatury. Jakiś pan, chyba Żebrowski, to narysował.

- Portret w formie karykatury.

- Wielcy polskiemu społecznikowi, serdecznemu.

- Serdecznym uściskiem dłoni. Autor Piotr Żebrowski. Rok 1970.

- Uroczystość była bardzo podniosła i było bardzo dużo ludzi w tej sali. Nie wszyscy dali się pomieścić. Bardzo ładnie śpiewał chór akademicki, który zajmował jedną część. Poza tym było dużo krewnych i znajomych Jula Godlewskiego, którzy zajęli wszystkie dobre miejsca. Senat i władze uniwersytetu. Było widać, że Julian Godlewski był bardzo przejęty tą uroczystością. Myślę, że nawet wzruszony. Po tej oficjalnej części, kiedy spotkaliśmy się w sali obok, właściwie wszyscy wymieniali swoje uprzejmości razem z Julem Godlewskim. To trwało dużo dłużej niż cała ta uroczystość. To trwało chyba z 5 godzin. Podeszłem do niego i zamieniłem parę zdań. On się szalenie ucieszył, że jestem. Tym bardziej, że noszę imię Michał po moim stryju, który zginął w '39 roku w czasie wojny, który był jego najbliższym przyjacielem.

- Za świętej pamięci Juliana Godlewskiego.

- Ciebie prosimy. Wysłuchaj nas, Panie.

- Strasznie miłe spotkanie. Cieszę się ogromnie, bo chodziło mi o to, żeby przypomnieć

postać Juliana Godlewskiego. Człowieka, którego wszyscy znali i każdy na swój sposób go cenił i każdy na swój sposób go pamięta.

- Nie, nie ze Szwajcarii to może być przywiózł w zakresie jakieś pieniądze.

- Odpisywali, że no tak, kojarzą, pamiętają.

- Otworzyliśmy okna i całą mszę oglądaliśmy z otwartych okien.

- To ja was widziałam, jak stoicie tam, tak luksusowi widzowie.

- Julian Godlewski to dla mnie taki irydowo-platynowy przykład  łowcy skarbów, łowcy historycznych artefaktów. Ale łowcy w tym najlepszym tego słowa znaczeniu, czyli z najczystszych pobudek.

- Jest to postać nietuzinkowa. Sam jestem zaskoczony, że taka osoba do tej pory była nieznana, zapomniana. Warto pamiętać o Julianie Godlewskim przede wszystkim ze względu na fakt, że była to osoba kompletnie, globalnie, można powiedzieć, oddana sprawom polskim. Działalności na rzecz Polski. On po prostu kochał Polskę. On był patriotą najwyższego rzędu.

- Bardzo doceniam tego człowieka i muszę powiedzieć, że to jest zupełnie niezwykła znajomość, która nam się trafiła, w sensie pracownikom Wawelu. Myśmy z kolegą pojechali na pogrzeb Godlewskiego jako delegaci naszej instytucji. Byliśmy autentycznie głęboko wzruszeni. Było zimno, było nieprzyjemnie, ale tego się w ogóle nie odczuwało wśród tych emocji.

- Brak Jana Godlewskiego odczuwam do dzisiaj i staram się poświęcać jego pamięci troszkę czasu w mojej rodzinie. Tyle razy, ile z dziećmi, a potem z wnukami chodzimy na cmentarz wojskowy, tyle razy odwiedzamy grób Juliana Godlewskiego. Oni się pytają, kto to był? Jak to było? Nawet w którymś tam roku moje wnuki nazywały go dobrodziejem. Teraz już wspominamy te wizyty na grobach, to co roku pytamy się, czy wracamy, czy idziemy teraz do dobrodzieja?

- There's a Latin world, which says, if I remember well "verba volant exempla trahunt", the words fly away, but the examples, the good examples, they draw people. So if you bring Jul Godlewski's life in that way that you show what he did it is an example others to show respect for the country and greatfullness. It's not just whether love Poland or not. Deep before this is love comes greatfullness to be from this land.

- On nie pracował, by mieć pieniądze. On pracował, by się tymi pieniędzmi dzielić, by wspierać potrzebujących, wspierać ludzi tworzących, twórców, wspierać kulturę własnego kraju. To był jego wybór i przed tym chylimy czoła.

[Julian Godlewski] Tam wszędzie na świecie, gdzie toczy się sprawa związana z kulturą

Polski, jest moje serce i moja działalność.

 

[Piosenka]  Możliwe, że więcej ładniejszych jest miast,

Lecz Lwów jest jedyny na świecie!

I z niego wyjechać, ta gdzież ja bym mógł!

Ta mamciu, ta skarz mnie Bóg!

 

Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze, jak tu?

Tylko we Lwowie!

Gdzie pieśnią cię budzą i tulą do snu?

Tylko we Lwowie!

 

Czy bogacz czy dziad jest tam za „pan brat"

I każdy ma uśmiech na twarzy!

A panny to ma, słodziutkie ten gród,

Jak sok, czekolada i miód!

I gdybym się kiedyś urodzić miał znów, to tylko we Lwowie.

Data of the object

Description

Film w reżyserii Jarosława Mańki prezentuje mało znaną historię Juliana Godlewskiego, jednego z największych darczyńców polskiej kultury w drugiej połowie XX wieku. Opowieść przedstawia jego życiorys od lat młodzieńczych, przez II wojnę światową, w trakcie której walczył w 1. Dywizji Pancernej pod rozkazami gen. Stanisława Maczka, po życie na emigracji. Dzięki zebraniu relacji ludzi, którzy znali Godlewskiego bądź badali jego biografię, autor tworzy szczegółowy obraz człowieka, który dużą część swojego życia poświęcił na odzyskiwanie zagrabionych w czasie wojny polskich zabytków, ale również hojnie wspierał młodych twórców. Jak sam pisał: "Mieszkając poza granicami kraju, w ten sposób jedynie mogę udowodnić moje szczere umiłowanie mego rodzinnego kraju i moje przywiązanie do Polski". Odzyskane przez niego eksponaty do dzisiaj można oglądać w największych muzeach w kraju, takich jak Zamek Królewski na Wawelu, Zamek Królewski w Warszawie czy Muzeum Narodowe w Warszawie.