Jan Popiołek
Popiołek, Jan (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
01/12/2025
Copyright classification
Transcription
Jan Popiołek
W momencie wybuchu wojny w Ukrainie, na początku, jak wszyscy śledziłem wiadomości w Internecie, w telewizji, co się dzieje. Potem, po kilku dniach zacząłem się interesować bardziej lokalnie, jak mogę pomóc. Okazało się, że dużo miejsc wokół mnie zaczyna zbierać żywność, różne materiały spożywcze, materiały higieniczne dla uchodźców z Ukrainy. A po 5 dniach odkryłem, że niedaleko mnie na Żeraniu otwarty został wielki punkt dla uchodźców. A potem zaczęły do mnie docierać informacje, że tam przez pierwsze dwa dni miało przyjechać 100 osób, a przyjechało ponad 800. Więc nagle zaczęli mieć wielkie potrzeby co do jedzenia, co do koców, co do wszystkiego, czego potrzebowali ci uchodźcy. I wtedy zacząłem tam chodzić, po prostu zanosić różne rzeczy. A w pewnym momencie zauważyłem, że jest świetlica dla dzieci, które też przyjechały jako uchodźcy z Ukrainy. W tej świetlicy przez cały dzień wolontariusze zajmowali się dziećmi, którzy tam przyjechali na początku wojny. Organizowali im różne zabawy wspólne malowanie, śpiewanie, gry planszowe, czytanie książek po ukraińsku. A ja w pewnym momencie zauważyłem, że są tam też duże projektory na suficie, ponieważ ten punkt dla uchodźców był w sali konferencyjnej również i zapytałem, czy możemy użyć tych projektorów do puszczania filmów. Na ścianach też były takie wielkie wysuwane ekrany, więc w sumie cała infrastruktura już do puszczania filmów była na miejscu. I ludzie prowadzący tą świetlicę bardzo chętnie się zgodzili i na początku musieliśmy przemyśleć jak to zrobić, żeby dzieci w ogóle były zainteresowane. No i po pierwszym pokazie, w którym się okazało, że faktycznie dzieci są w stanie wtedy usiąść w jednym miejscu, skupić się na filmie i przez chwilę pobyć spokojnie w jednym miejscu w tej świetlicy, że to jest bardzo dobry pomysł. Dzięki temu, że ja puszczałem codziennie te filmy w jednym punkcie świetlicy, to resztę tego miejsca pozostali wolontariusze mogli posprzątać, poodkurzać, pozamiatać, wszystkie zabawki pochować, żeby na wieczór już miejsce było posprzątane. Więc to puszczanie filmów się odbywało codziennie wieczorem, właśnie na koniec dnia, żeby już dzieci wiedziały, że to jest taki finał tego dnia, gdzie miały mnóstwo atrakcji, na koniec oglądały film.
Po kilku dniach się okazało, że filmy interesują nie tylko dzieci, ale zaczęli też przychodzić dorośli. Na początku po kilka osób, a potem już całymi rodzinami. Ale to też dzięki temu, że te różne filmy animowane, które puszczałem, one były takie międzypokoleniowe, miały też coś dla dzieci, coś dla dorosłych. I w pewnym momencie, jak już zauważyłem, że dorośli też przychodzą, to zacząłem trochę specjalnie takie filmy wybierać, żeby małe i dzieci się dobrze bawiły ale też żeby dorośli byli zaciekawieni. Więc potem się śmialiśmy, że nasze kino już ma taką pełną publikę i dzieci, i dorosłych. I faktycznie, czasami się zdarzało, że to dorośli przychodzili i prosili "czy może pan puścić jutro taki film?" albo "czy może w sobotę być taki film? Bo ja tutaj będę w sobotę". Więc zaczęli się już, no dorośli się również wciągnęli w te filmy. Myślę, że to była też dla nich taka odskocznia, no bo dla nich to też no małe dzieci, ale dorośli też musieli bardzo przeżyć to, że z dnia na dzień się znaleźli w innym kraju, nie wiedząc co dalej. Jeszcze w temacie widowni. No to też taka specyfika naszych pokazów była taka, że jednak ta widownia co kilka dni się zmieniała, bo tutaj ktoś jechał autokarem do Finlandii, tutaj ktoś do Włoch, tutaj ktoś jednak mógł wrócić na Ukrainę. Więc ta nasza publika się zmieniała, chociaż były takie dzieci, które przez te 3 miesiące były codziennie, bo bardzo dużo ludzi tutaj było z Mariupolu czy z miasta całkowicie zniszczonego. Więc oni nie mogli wrócić. A tak to ta publika się no prawie codziennie zmieniała.
Tak nie było, żeby ktokolwiek w ogóle mi kiedykolwiek zwrócił uwagę, że coś było nie tak, czy że film był za mocny albo za trudny, albo że miał jakieś sceny niepasujące dla dzieci. Ale to już chyba kwestia tego, że ja faktycznie wtedy przysiadłem i bardzo skrupulatnie te filmy wybierałem. Jak tylko widziałem, że w jakiejś animacji są sceny z czołgami czy jacyś ludzie w mundurach, to od razu to odrzucałem, zakładając, że nawet może nie chcę ryzykować, że no bo nawet jeżeli by to chociaż jednej osobie już bym jakąś traumę wywołało, to nie chciałem, żeby te filmy się źle kojarzyły. Więc oczywiście w tych filmach były jakieś smutne momenty, no bo w tych wszystkich animacjach są takie sceny, ale jednak były one tak zrobione, żeby no, raczej dzieci wiedziały, że to jest film i pewnie się zdarzało, że ktoś się wzruszał, ale bardziej w sytuacji, że w filmie się coś działo wzruszającego, że faktycznie go to dotykało, tak sądzę.
Każdego dnia od razu podchodzili ludzie zapytać, czy będzie film, jaki będzie film i ogólnie niektóre dzieci już na mój widok krzyczały, że będzie kino. I biegły po inne dzieci. Więc ewidentnie to miało taki pozytywny wpływ na ich dzień. I to mnie jakby motywowało, że codziennie wychodziłem z pracy o 16., i jechałem prosto do tego punktu, bo wiedziałem, że o 17:00 będziemy włączać film. I też zależało nam, żeby to była w miarę stała pora, żeby też tam pilnowano, żeby te dzieci miały w miarę stały jakby styl życia w tym punkcie dla uchodźców, żeby też szły spać o normalnych porach. I ja w tym punkcie dla uchodźców przez ponad trzy miesiące prawie codziennie przychodziłem puszczać te filmy, więc też miałem czas, żeby obserwować tych ludzi. Te dzieci też dużo też miałem obserwacji na temat pracy wolontariuszy, bo tam byli ludzie z całego świata przyjeżdżali z Japonii, ze Stanów, z Włoch. Każdego dnia w sumie był ktoś inny, więc kto był otwarty, żeby przyjechać i przez chwilę przynajmniej z tymi dziećmi zrobić coś pozytywnego. Więc poznałem też dużo bardzo dobrych ludzi, którzy chcieli pomagać w tej świetlicy. I także moje obserwacje takiego dnia codziennego oraz dużo takich nawiązanych krótkich relacji sprawiło, że zacząłem trochę sam o tym głębiej myśleć i na podstawie tego zacząłem pisać scenariusz filmu krótkometrażowego, który po kilku miesiącach kursu scenariuszowego udało mi się ukończyć i być może ten film kiedyś będzie do obejrzenia. To puszczanie filmów codziennie w tym punkcie dla uchodźców też miało na mnie taki wpływ, że zaraz po tym, jak już zakończyłem je robić, to zacząłem robić swoje publiczne pokazy plenerowe różnych filmów w różnych miejscach w Warszawie, więc tylko już na otwartej przestrzeni dla wielu osób.
Data of the object
-
Name / Title
Jan Popiołek -
Creator / Producer
Popiołek, Jan (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Type
-
Category
-
Chronological range
-
Execution date
01/12/2025 -
Duration
0h 7min 15sek -
Place
-
Inventory number
MHP-07-3256 -
Copyright classification
-
Permalink
Description
Relacja Jana Popiołka dotyczy oddolnych działań pomocowych podejmowanych w pierwszych tygodniach po wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 roku. Relacjonujący opisuje swoje zaangażowanie w pomoc uchodźcom w dużym punkcie na warszawskim Żeraniu, początkowo poprzez dostarczanie żywności i środków higienicznych, a następnie poprzez organizację codziennych pokazów filmowych w świetlicy dla dzieci. Ważnym wątkiem relacji jest rola kina jako formy wsparcia emocjonalnego, dającej dzieciom i dorosłym poczucie bezpieczeństwa, rutyny i chwilowej normalności w sytuacji przymusowej migracji. Relacja zawiera również obserwacje dotyczące funkcjonowania punktu dla uchodźców, pracy międzynarodowych wolontariuszy, zmienności grup uchodźczych oraz osobiste refleksje relacjonującego nad wpływem wolontariatu na jego dalsze działania artystyczne i społeczne.