Dominika Majcher - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Dominika Majcher

Majcher, Dominika (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);

30/09/2025

Transkrypcja

Dominika Majcher

Światowa pandemia COVID zastała mnie w dość ważnym dla mnie momencie życia. Byłam wtedy świeżo upieczoną mężatką. Właśnie razem z mężem kupiliśmy nasze pierwsze wymarzone mieszkanie, do którego po długim remoncie mieliśmy się wprowadzić. Byliśmy na pewnym takim rozdrożu życiowym. Po kilku latach wyrzeczeń chcieliśmy w końcu po zamieszkaniu tutaj, zacząć w pewnym sensie żyć. Zaczęliśmy, mieliśmy w planach liczne podróże, wyjazdy, korzystanie z miasta, w którym mieszkamy, w centrum tego miasta. Mieliśmy bardzo, bardzo wiele planów i to wszystko miało zacząć się dziać już za chwilę, już za moment, po tym, kiedy tutaj się wprowadzimy. Właściwie w weekend naszego wprowadzenia się tutaj okazało się, że sytuacja na świecie naprawdę zaczyna być bardzo niebezpieczna. Na całym świecie, zwłaszcza też w Europie, w sąsiednich państwach doszło do bardzo dużej liczby zachorowań na COVID. Właściwie z godziny na godzinę informacje cały czas się zmieniały, o tym, że początkowo Polska jest bezpieczna, a za chwilę okazało się, że pojawiają się już pierwsze zachorowania, że granice zostają zamknięte. I również my symbolicznie zostaliśmy zamknięci w tym nowym mieszkaniu, właściwie zupełnie pustym, z jednym symbolicznym materacem, tylko na podłodze. Odcięci od całego świata, odcięci od naszej pracy, od naszych bliskich i przyjaciół. I nasze plany o wyjściu do tego świata po tych kilku latach właściwie okazało się być bardzo przewrotne. Zostaliśmy tutaj teraz na kilka lat, w pewnym sensie zamknięci, będąc tylko we dwoje, będąc w pustym mieszkaniu, przez długie miesiące. Spotykając się z naszymi krewnymi z innych miast, tylko na kamerkach i widując ich wtedy bardzo rzadko. Pełni trochę lęku i obaw o to, co się wydarzy z nami i z naszymi najbliższymi. Pandemia w pewnym sensie dotknęła nas też osobiście, ponieważ w nieco dalszej rodzinie doszło do kilku przypadków śmierci, które też wpłynęły na poczucie bezpieczeństwa naszej rodziny i poczucie dotknięcia przez tę trudną sytuację.

Pandemia zastała nas tutaj wczesną wiosną i później, w ciągu zaledwie miesiąca nadeszła Wielkanoc. Pierwsza samotna Wielkanoc, pierwsza Wielkanoc, która miała być Wielkanocą w gronie rodziny, tutaj, w naszym nowym mieszkaniu. Tymczasem okazało się, że zostaliśmy tutaj sami. Nie mieliśmy nawet symbolicznego stołu wielkanocnego, tylko mieliśmy meble jakieś tymczasowe, z czasów jeszcze budowy. Byliśmy zupełnie sami we dwoje, łącząc się z naszą rodziną tylko na kamerach. O ile jeszcze dla nas nie było to tak trudne doświadczenie, o tyle nasi starsi krewni bardzo wtedy to przeżyli. Zresztą zdjęcia z tych połączeń na żywo mieliśmy później wywołane nawet dla nich jako wspomnienie naszego wspólnego rodzinnego spotkania. Bo to było nasze rodzinne spotkanie właśnie na kamerze. Więc było to doświadczenie, kiedy nie wiedzieliśmy, kiedy się ponownie zobaczymy. Wiele też trudnych emocji było wtedy po ich stronie. Pytanie czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy? Czy będzie to w ogóle możliwe? Czy będziemy bezpieczni? Czy będziemy już zawsze żyć trochę w cieniu Covida obawiając się zachorowania i potencjalnej śmierci z tego powodu? Szczęśliwie oczywiście do tego nie doszło. Nasi krewni byli bezpieczni. Udało nam się wielokrotnie później spotkać, ale był to moment wielu miesięcy niepewności, lęku i poczucia zagubienia i takiej niesprawiedliwości, że po prostu nie tak miało być. Finalnie też nasze plany potoczyły się już zupełnie inaczej, bo wkrótce po tym, kiedy lockdown się zakończył, okazało się, że zostaniemy rodzicami. Więc naturalnie nasze życiowe plany też się zmieniły i z tych wielkich podróży już finalnie na ten moment jeszcze niewiele wyszło, ale za to nasze życie potoczyło się w inną stronę. Być może gdyby nie pandemia, też to doświadczenie nie miałoby miejsca, więc jesteśmy w pewnym sensie wdzięczni za to, że los tak chciał, że jesteśmy teraz w tym miejscu jako młoda rodzina i mamy wspaniałą córeczkę.

Wybuch wojny na Ukrainie zastał nas właściwie świeżo po pandemii, kiedy wydawało nam się, że nasze życie wraca w końcu na te wymarzone tory, do tego miejsca, gdzie byliśmy wcześniej. Ale okazało się, że jednak nie, że dopiero wiele przed nami. Wybuch wojny na Ukrainie zastał mnie w pracy. Tego dnia wszyscy otworzyliśmy tak jak każdego dnia nasze komputery i okazało się, że tuż obok, tak naprawdę kilkaset kilometrów od nas zaczynają spadać rosyjskie rakiety. Dla mnie wojna była doświadczeniem traumatycznym, ponieważ poczułam osobiście, jak to jest, kiedy ta wojna jest tuż za progiem. Wydawało mi się, że to się w moim życiu po prostu nigdy nie wydarzy, że to niemożliwe, że to przeszłość znana tylko już z podręczników historii, ale że przecież nigdy więcej wojny miało już nie być. I to niemożliwe, żeby moje pokolenie też miało jej doświadczyć. Tymczasem okazało się, że jest dużo bliżej niż myślimy i jest nadal z nami do dziś. Cały czas żyjemy w poczuciu, że ta wojna jest tuż za progiem, że właściwie za moment to nasza historia może wyglądać tak samo. Ja, kilka miesięcy po wybuchu wojny na Ukrainie okazało się, że zostałam mamą. Że tą mamą za chwilkę będę. I było to też trudne doświadczenie, ponieważ dało mi bardzo dużo lęku o to nowe życie, które właśnie zaczynało się tworzyć. Lęku, czy sprowadzam to dziecko na bezpieczny świat, czy za chwilkę to nie ja będę musiała z tym dzieckiem również uciekać, być w jakimś innym miejscu, w innym obcym państwie. I czy nie będę musiała zostawić mojego męża i być sama z tym maleństwem, tak jak wiele znajomych młodych Ukrainek musiało zrobić w swoim życiu. Równocześnie dało mi to w pewnym sensie spokój, poczucie nadania sensu tym wydarzeniom, które się zadziały w poczuciu, że inne rzeczy są ważne, że może właśnie ważna jest ta nowa rodzina, która się tworzy i że może mimo wszystko, wbrew wszystkiemu to nowe życie jest tym, co jest w życiu najważniejsze. Więc ta wojna była bardzo trudna. Była trudnym dla nas doświadczeniem, które nam towarzyszy do dzisiaj. W pewnym sensie nauczyliśmy się z nią żyć, ale ciągle jesteśmy wybudzani z tego letargu przez kolejne informacje i wydarzenia, które się ciągle pojawiają i cały czas zostaje z nami pytanie "co jeżeli dotrze też tutaj? Jak się wtedy zachowamy? Czy będziemy gotowi bronić naszego kraju? Czy będziemy gotowi walczyć o to, co mamy tutaj? Czy będziemy musieli uciekać? Czy będziemy bezpieczni?". I tymi obawami codziennie się tak naprawdę budzimy i mamy je w sobie. I chociaż staramy się żyć normalnie już w tym momencie, to pewnie większość Polaków żyje w pewnym poczuciu niepokoju i w poczuciu tego, że historia przez duże "H" znowu jest w naszym życiu.

Dane o obiekcie

Opis

Relacja Dominiki Majcher dotyczy osobistych doświadczeń związanych z pandemią COVID-19 oraz wybuchem wojny w Ukrainie. Relacjonująca opowiada o momencie wprowadzenia się do pierwszego wspólnego mieszkania po ślubie, który zbiegł się z początkiem pandemii, poczuciu izolacji oraz konieczności zmiany wcześniejszych planów życiowych. Wspomina doświadczenie lockdownu, samotne święta wielkanocne spędzone w nowym mieszkaniu oraz utrzymywanie kontaktów z rodziną za pośrednictwem komunikatorów internetowych. W dalszej części relacji odnosi się do wybuchu wojny w Ukrainie, opisując emocjonalną reakcję na informacje o konflikcie oraz obawy o przyszłość i bezpieczeństwo rodziny, zwłaszcza w kontekście macierzyństwa.