Damian Kruczkowski - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Damian Kruczkowski

Kruczkowski, Damian (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);

06/11/2025

Transkrypcja

Damian Kruczkowski

Kiedy w 2014 roku Rosja dokonała aneksji Krymu, to był pierwszy szok, który przeżyłem, bo wydawało mi się, że w XXI wieku takie rzeczy jak wejście obcego państwa do sąsiada i zabranie mu kawałka ziemi nie ma prawa się zdarzyć. Ale kiedy wybuchła wojna w Ukrainie i Rosja zaatakowała ten kraj w 2022, to już był totalny szok i niedowierzanie, bo o takich rzeczach wcześniej czytałem w książkach, słyszałem i oglądałem filmy dokumentalne, więc w pierwszej chwili nie chciało mi się wierzyć, że to w ogóle będzie możliwe. A kiedy to już się dokonało tego 23 lutego 2022 roku, to w pierwszej chwili był taki stupor nawet, bo to się chyba zatrzymują wtedy wszystkie myśli, wszystkie jakieś wspomnienia o tym przecież, co my jako kraj przeszliśmy, co przeszła Europa na przestrzeni dziejów, a przede wszystkim w XX wieku. Natomiast to trwało chwilę i zaczęliśmy ze znajomymi myśleć od razu, od tych pierwszych chwil, że na pewno trafią do nas ludzie z Ukrainy, którzy będą potrzebowali pomocy. W związku z czym nie czekaliśmy. Nie czekaliśmy na reakcję państwa, nie czekaliśmy na reakcję instytucji rządowych, a zaczęliśmy się organizować samodzielnie. Naturalną koleją rzeczy i z tej też prostej przyczyny, że raczej jestem osobą aktywną zgłosiło się do mnie kilka osób, które wiedziały, że my mamy tu w bibliotece przestrzeń. My mamy w bibliotece też środki przekazu, którymi możemy docierać do naszych mieszkańców z prośbami o pomoc, wsparcie. Wtedy w sobotę w godzinach już po pracy tutaj do biblioteki przyszła część zespołu bibliotecznego. Przyszli też mieszkańcy, którzy już wcześniej gdzieś działali społecznie. Ale przyszli też tacy, którzy nigdy nic wcześniej nie robili społecznie, a chcieli pomóc. Nagle pojawiła się ponad setka osób. Tego pierwszego dnia funkcjonowania właściwie takiej pomocy humanitarnej, bo biblioteka z czasem stała się ośrodkiem pomocy, który organizował tak naprawdę całe życie tym ludziom, którzy tutaj do nas docierali. Od wydawania żywności, przez odzież, środki higieny, środki czystości. Stworzyliśmy bazę blisko tysiąca miejsc noclegowych, osób chętnych przyjąć osoby uchodźcze z Ukrainy. I kiedy pojawiała się sytuacja, że trafiali do nas ludzie bez pomysłu na to, co dalej, dokąd mają pojechać, co mają ze sobą zrobić, to wtedy właśnie dziewczyny czy chłopaki kontaktowały te osoby z mieszkańcami i mieszkankami Konina albo podkonińskich miejscowości i lokowali ich w tych mieszkaniach bądź domach. A my zapewnialiśmy cały kontent, że tak powiem, ten mieszkalno-utrzymaniowy, czyli żywność, środki higieny, odzież. Bywało tak, że wychodziliśmy stąd o 23:00, a wracałem na przykład o godzinie 1:00, bo dzwonił telefon. Ktoś z naszej grupy mówił, że dostał informację, że jadą do Konina ludzie z Ukrainy pociągiem albo jadą samochodem. Szukają miejsca, gdzie mogliby się zatrzymać i przenocować. W związku z czym trzeba było ich nakarmić. Trzeba było ich ubrać. Być może trzeba było pozwolić im się wykąpać. Mieliśmy też taką sytuację, że któregoś dnia, któregoś wieczora, przeprowadziliśmy po prostu z dworca dwoje ludzi i szczęśliwie złożyło się tak, że w bibliotece mamy jeden natrysk, więc ci ludzie tutaj mogli się po kilkunastu godzinach od wyjazdu z domu pierwszy raz umyć, wykąpać, przebrać w czystą i suchą odzież i zjeść pierwszy posiłek. Ponieważ tu bardzo często zdarzało się tak, że na ladzie bibliotecznej przygotowywaliśmy proste pożywienie z tego, co mieliśmy. Ludzie przynosili wędliny, przynosili konserwy, przynosili chleb. Zresztą kiedy tylko rzucaliśmy hasło, że właśnie jest taka sytuacja, że jedzie rodzina samochodem albo mieliśmy taką sytuację, kiedy usłyszeliśmy, że na dworcu stoi samochód, a w samochodzie nocuje dwoje ludzi z trójką dzieci, natychmiast trzeba było coś z tym zrobić, bo przecież oni nie mogli mieszkać w samochodzie na dworcu.

Największa fala w naszym regionie trafiła tutaj do Konina chyba właśnie dlatego, że od drugiego dnia wojny myśmy mieli tutaj to małe centrum humanitarne, które z czasem zostało nazwane "Miejscem Dobra", ponieważ w bibliotece funkcjonowało trzy miesiące. Dłużej nie mogło już tak funkcjonować, dlatego że zaczęliśmy tracić tę funkcję biblioteczną, ponieważ oprócz pomocy uchodźcom i uchodźczyniom nadal pracowaliśmy, wypożyczaliśmy książki, odbywały się spotkania autorskie czy warsztaty dla mieszkanek i mieszkańców miasta. Wtedy z pomocą przyszła jedna z firm prywatnych, która udostępniła nieruchomość znajdującą się dwieście metrów od biblioteki, dawny Klub "Hutnik". Trzy kondygnacje, piwnica, parter i pierwsze piętro. I to wszystko po trzech miesiącach przenieśliśmy właśnie tam. I tam codziennie, przez kolejne miesiące przyjmowaliśmy naprawdę setki osób dziennie. Nowych osób, które przyjeżdżały z Ukrainy,  też te osoby już informowały się między sobą o tym, że w Koninie działa takie miejsce, że tutaj też działa grupa, która oprócz tego, że nakarmi, ubierze, to jeszcze ulokuje w jakimś mieszkaniu i zapewni ten dach nad głową. W pewnym momencie o naszej działalności dowiedziała się rodzina z Wielkiej Brytanii i ojciec z kilkunastoletnią córką. Przyjechali tutaj busem do nas spod Londynu, bo tam ogłosili zbiórkę odzieży, artykułów, żywności i przywieźli to we dwoje tutaj do nas. Regularnie odwiedzały nas też busy z Niemiec, bo też ludzie dowiadując się o tym, że my tutaj tak działamy, a chcąc pomóc, ponieważ Niemcy też chcieli włączyć się w tą pomoc humanitarną, szukali bardzo często punktów, do których mogliby dostarczyć taką pomoc i przyjeżdżały do nas TIR-y. Przyjechał do nas TIR z Hénin-Beaumont we Francji z miasta partnerskiego dla Konina, więc mieliśmy piwnicę pełną pampersów, różnych rozmiarów, proszków do prania, wszelkiego rodzaju chemii, takiej, która jest potrzebna do codziennego życia. Dlatego, że w pierwszych miesiącach wojny ci ludzie nie mieli pieniędzy, żeby kupić sobie coś. Dlatego, że bardzo często przyjeżdżały osoby z jedną reklamówką albo z jedną torbą. W pewnym momencie mnie i koleżankom, jakby to, co robiliśmy tutaj, chyba przestało wystarczać, bo uważaliśmy, że możemy zrobić coś więcej. Pojechaliśmy pustym autokarem nocą do na granicę, do Korczowej. Też bez planu. Plan był tylko taki zabierzemy tyle osób, ile uda się zabrać do autokaru. I rzeczywiście tak się stało. Dojechaliśmy tam i to był ogromny szok. Wielka przestrzeń, centrum handlowe zamienione na obozowisko, na noclegownię, wszędzie leżaki, śpiwory, łóżka polowe i ludzie. Nieprzebrane rzesze ludzi od takich, którzy wyglądali na osoby bardzo ubogie, po osoby naprawdę dobrze sytuowane, przynajmniej z wyglądu. I to było takie zderzenie z prawdziwą wojną wtedy. Rzeczywiście wojna nie wybiera i wojna dotyka wszystkich, a jedynym celem człowieka jest wtedy ratowanie swojego życia. W autokarze mogliśmy pomieścić 52 osoby. Teraz zdradzę, że zmieściliśmy 10 osób więcej. Więc my jako koordynatorzy spędziliśmy tę całą trasę z Korczowej do Konina na schodkach przy drzwiach, przy toalecie autokarowej, a niektórzy z osób, które zebraliśmy, siedzieli po prostu na podłodze. Chyba nie myśleliśmy o tym, że tak się nie powinno robić, że są jakieś przepisy. Naszą misją, ale też moją, taką osobistą, jest niesienie pomocy wszędzie tam, gdzie ona jest potrzebna i udzielaniem tego wsparcia tym, którzy znajdują się w potrzebie, a już w szczególności, jeżeli znaleźli się w sytuacji, w której musieli opuścić swoje domy i swój kraj.

Dane o obiekcie

Opis

Relacja Damiana Kruczkowskiego dotyczy doświadczeń związanych z rosyjską agresją na Ukrainę oraz oddolną organizacją pomocy humanitarnej po wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 roku. Relacjonujący opowiada o pierwszych reakcjach na aneksję Krymu w 2014 roku oraz o szoku i niedowierzaniu towarzyszącym rozpoczęciu inwazji rosyjskiej w lutym 2022 roku. Wspomina szybkie zaangażowanie w działania pomocowe, przekształcenie biblioteki w Koninie w centrum wsparcia dla uchodźców oraz organizację noclegów, żywności, odzieży i pomocy logistycznej. W dalszej części relacji opisuje rozwój inicjatywy, współpracę z lokalną społecznością i zagranicznymi darczyńcami oraz osobiste doświadczenia związane z wyjazdem na granicę i bezpośrednim kontaktem z osobami uciekającymi przed wojną.