Codzienność w PRL-u
Muzeum Historii Polski (producent); Pawliczak, Alicja (prowadzący/a rozmowę); Pałka, Julia (prowadzący/a rozmowę); Kłosowska, Lilianna (prowadzący/a rozmowę); Markiewicz, Zuzanna (prowadzący/a rozmowę); Nowicki, Stanisław (prowadzący/a rozmowę); Biner, Wit (prowadzący/a rozmowę); Buczma, Piotr (scenariusz i reżyseria); Lichończak, Krzysztof (scenariusz i reżyseria); Wróblewski, Mateusz (montaż); Tomczuk, Zofia (osoba wspierająca); Kóska, Wiktoria (osoba wspierająca);
08/05/2026
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Andrzej Długosz: Jeżeli by mnie pani spytała, czy wierzyłem w 87 roku czy 88 roku, że ustrój komunistyczny upadnie, nie wierzyłem. Myślałem, że będę musiał uciekać z Polski.
Okazało się, że przyjeżdżał do portu funkcjonariusze SB, inspektor czy tam porucznik SB, który siedział tak jak teraz my siedzimy naprzeciw. A co pan robił tu? A co pan robił tam? A co robiłeś tam?
Sławomir Brambor: Demonstracja została rozpędzona przez oddziały zmechanizowanej Milicji Obywatelskiej i miałem okazję widzieć jakby efekty tego w postaci pobitych ludzi przez ZOMO.
Andrzej Długosz: Nikt wtedy nie miał świadomości, czy będą strzelać, czy nie będą strzelać.
Władysław Ornowski: Chcieliśmy wygrać poprzez demokrację, czyli poprzez urnę wyborczą.
Lektor: W historii ludzi, rodzin i całych narodów bywają chwile, w których czas nagle drastycznie przyspiesza. To te rzadkie momenty, gdy w ciągu jednego roku zmienia się absolutnie wszystko. Gdy materializują się marzenia pokoleń, a w pył obraca się to, co zdawało się trwać wiecznie. Rok 1989 był dla Polski właśnie taką kulminacją. To nasze wielkie dziejowe odbicie. Jeśli cały wiek XX był dla nas dramatycznym balansowaniem między podległością a suwerennością, z bolesną przewagą tej pierwszej, to rok 1989 otworzył epokę, bez której nie potrafimy już wyobrazić sobie współczesnej Polski. To fundament naszego dzisiejszego "być". Jednak ta wielka historia nie jest jednowymiarowa. Jest złożona z tysięcy prywatnych losów, nadziei i lęków. Czasem też bolesnych rozczarowań. Chcemy pokazać ten przełom oczami różnych ludzi, bo jak się przekonacie, u podstaw każdej wielkiej zmiany, u progu każdej wolności, zawsze ostatecznie staje człowiek gotowy do rozmowy i dialogu.
Andrzej Długosz: Lata osiemdziesiąte to był czas szarości, beznadziei, braków wszystkiego. W zasadzie nie było niczego w sklepach poza octem i musztardą, jak dobrze pamiętam. Jedzenie na kartki i mięso na kartki i alkohol na kartki, papierosy na kartki. W zasadzie szansa kupienia czegokolwiek graniczyła z cudem. Popularne były wyroby czekoladopodobne, czyli coś, co miało przypominać czekoladę, choć czekoladą nie było. Mięso było rzeczą rzadką i zdobywało się je głównie na czarnym rynku albo poprzez znajomych na wsi. Ktoś, kto miał trochę pieniędzy zarobionych za granicą albo ciotkę lub wujka za granicą i dostał 10 dolarów, był szczęśliwcem, bo mógł pójść do raju, którym były sklepy Pewex, czyli sklepy, w których się kupowało za waluty różne kolorowe rzeczy, ciuchy, alkohol, zabawki dla dzieci. Ale było to, trzeba pamiętać, że wtedy przeciętna pensja to było 20 dolarów miesięcznie.
Marian Fidos: Kojarzy mi się z handlem na murkach. Kojarzy mi się w namiotach jakichś. Kombinowanie. Sprzedawanie wódki po nocach przez niektóre babki.
Sławomir Brambor: Za czasów tak zwanych gierkowskich, w epoce sukcesu tak zwanego Telewizja Polska transmitowała drugie połowy meczów sobotnich z ligi angielskiej. I to pamiętam, że od tego pewnie zaczęło się moje zainteresowanie, no ale po 76 roku nastał wielki kryzys w PRL-u i ten kryzys był tak dotkliwy, że w roku 80, kiedy Liverpool wygrywał Ligę Mistrzów, pokonując w Paryżu Real Madryt, to ten mecz nie był transmitowany w telewizji. W czasach PRL-u dostęp do wiedzy, do informacji jest dla współczesnego, młodego człowieka zupełną abstrakcją. Ja o wyniku meczu mieszkając w Środzie, mecz odbywał się w sobotę, ja się dowiadywałem o wyniku meczu we wtorek albo w środę. No bo we wtorek albo w środę do Środy przebywała gazeta sportowa poniedziałkowa. No, ja zacząłem prowadzić własne zeszyty, gdzie te kadry notowałem, gdzie wprowadzałem adnotacje dotyczące tych sum, za które są kupowali zawodnicy, kiedy przychodzą, gdzie odchodzą.
Władysław Ornowski: Oczywiście nie otrzymałem paszportu, bo miałem zakaz paszportowy wyjazdu z kraju do wszelkich krajów za granicą. Nie miałem paszportu, ale okazało się szybko, esbecja, czyli Służba Bezpieczeństwa, zaproponowała mi wyjazd do Niemiec na budowę, ale za podpisanie dokumentu współpracy, za lepsze pieniądze niż do krajów arabskich. Oczywiście się nie zgodziłem.
Magdalena Czarnecka: Podręczniki były bardzo mocno politycznie nacechowane, czego miałam sama okazję doświadczyć już jako nauczyciel, ale także na studiach, kiedy pisałam swoją pracę magisterską. Dlatego, że właśnie moja praca magisterska była poświęcona wartościowaniu literatury średniowiecznej w podręcznikach szkolnych i miałam okazję już jako młoda osoba przekonać się, jak bardzo wartościujące były określenia, które były używane w dawnych podręcznikach. Zamiast na przykład określenia "uniwersalizm średniowieczny" mówiło się o "kosmopolityzmie", co było takim wyrazem nacechowanym negatywnie. A więc ta literatura kościelna, religijna, chrześcijańska była dyskredytowana w tych podręcznikach. Tak że można było dostrzec pewne działania, celowe zabiegi, które służyły ideologizowaniu treści tak naprawdę zawartych w podręczniku. Obowiązywała pewna jednolitość ubioru. Nie można było ubierać się dowolnie. Jeśli chodzi o kolczyki, były ograniczenia, nie mogły one być duże. I rzeczywiście nauczyciele to respektowali, pilnowali i zwracali uwagę uczniom, jeśli ktoś próbował coś więcej, próbował czegoś innego.
Andrzej Długosz: Ja miałem taki przywilej, że mogłem pracować w najważniejszym kinie w Krakowie, kinie Kijów. Przez dwa lata zamiatałem wokół kina Kijów, zarabiając bardzo dobre pieniądze. Ale nie pieniądze były najważniejsze. Najważniejsze było to, że miałem klucz i mogłem wejść od tyłu w trakcie seansu, i mogłem wprowadzić kolegów. Wtedy organizowano tak zwane Konfrontacje. Był to przegląd filmów, które często później się nie pojawiały w ogóle na ekranach w Polsce, więc dostać się na Konfrontacje było bardzo trudno, bo chętnych było wielokrotnie więcej niż dostępnych miejsc. Jak ze wszystkim w komunizmie, było więcej chętnych niż dóbr, które można było podzielić. Wszyscy oglądaliśmy, spotykaliśmy się na przeglądach, na magnetowidach, czyli VHS, kasety takie wielkie, które się wkładało z bardzo złej jakości nagraniami, gdzie dźwięk i obraz wyglądały dramatycznie, a mimo to się siedziało i oglądało z zapartym tchem, bo to była szansa na kontakt z tym światem, którego nie można było zobaczyć w inny sposób.
Sławomir Brambor: Dostęp do muzyki to były tylko audycje radiowe. I tu się pojawia pierwszy problem związany z sytuacją PRL-u. Znaczy te audycje radiowe można było nagrywać, tym bardziej że w tych audycjach radiowych wtedy przedstawiano płyty w całości, taki dla młodego odbiorcy to był taki Spotify z lat 70., 80. XX wieku. Tylko warunkiem tego, żeby z tego Spotify korzystać, trzeba było mieć kasetę, na którą się nagra tą płytę. A PRL to był wieczny niedobór wszystkiego, w tym także niedobór kaset magnetofonowych. No, już nie wspomnę o jakości tych kaset magnetofonowych. No ale wieczny, wieczny niedobór. I zdobycie tych kaset magnetofonowych wymagało wielu nakładów, żeby móc je kupić. Na przykład trzeba było posiadać talony za makulaturę, co prowadziło do konfliktów rodzinnych, bo przecież za talony na makulaturę było można również nabyć ważne dobro, jakim był papier toaletowy. Drugim źródłem był obieg płyt, kaset, obieg poza oczywiście sklepami, bo takich sklepów nie było. W Poznaniu takim miejscem był Rynek Łazarski. Tylko problem polegał na cenie. Ceny tych kaset były tak wielkie, że mnie było stać na dwie kasety w latach osiemdziesiątych.
Lektor: Zanim doszło jednak do przełomu, przez niemal pół wieku polskie społeczeństwo wielokrotnie stawało do walki o podmiotowość, żądając chleba i wolności, walcząc o drugiego człowieka, jego godność oraz elementarne prawa obywatelskie. W końcu o to, żeby Polska była Polską. Od czerwca 56, przez marzec 68, grudzień 70 i czerwiec 76, aż po konsolidację opozycji w ramach Komitetu Obrony Robotników, dojrzewał grunt pod wielkie strajki roku 1980. Wydarzenia te kaskadowo doprowadziły w końcu do dziejowego zwrotu. W wyniku porozumień sierpniowych na arenę historii wkroczył jeden z najważniejszych ruchów społecznych w dziejach Europy - Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność".
Marian Fidos: W 70 roku ja się przyjąłem do stoczni i byłem wtedy młodym człowiekiem w pani wieku. To wtedy nie rozumiałem, co to jest polityka. Nie rozumiałem, o co chodzi. Stocznia strajkowała, więc ja z nimi. Później wypadki, policja, wojsko, morderstwa, strzelaniny. Zginęli ludzie. Ja nie zdawałem sobie w pełni sprawę z niebezpieczeństwa, które mi groziło. Po prostu byłem młodym człowiekiem, pełnym zapału i chciałem jakichś zmian. A w 1980 roku to brałem udział w strajkach. Byłem nawet przewodniczącym trójki wydziałowej przy dyrekcji do spraw pracowniczych. I brałem udział w tych strajkach tak czynnie już.
Władysław Ornowski: Z pięć razy byłem zatrzymany na przesłuchania i wtedy to były dość oficjalne. No i takich rozmów ostrzegawczych, to polegało na tym, że się okazało, że przyjeżdżał do portu funkcjonariusz SB, inspektor czy tam porucznik SB, który siedział tak, jak teraz my siedzimy naprzeciw i: a co pan robił? A co pan robił tam? A co robiłeś tam? A tak dalej. Czyli normalne było przesłuchanie.
Andrzej Długosz: Nie ma cienia wątpliwości, że strzelanie w twarz z bliskiej odległości nie jest metodą rozpraszania tłumu, tylko jest świadomym okaleczaniem ludzi. I w demokratycznym państwie prawa takie rzeczy się nie powinny zdarzać i z tego, co wiem, raczej się nie zdarzają. A wtedy było to niestety powszechne. My mieliśmy i tak szczęście, bo jak ja zacząłem być aktywny, to w 82 roku milicja jeszcze używała ostrej amunicji w Lubinie, gdzie zabili człowieka. Ale później już nie było ostrej amunicji na demonstracjach, przynajmniej ja nie wiem. Więc można było dostać gumową kulą, można było dostać pałą, można było doznać różnych uszczerbku na zdrowiu, ale ryzyko bycia zastrzelonym od 83 roku było nieduże, tak można powiedzieć. Chociaż oczywiście nikt wtedy nie miał świadomości, czy będą strzelać czy nie będą strzelać. Był taki okrzyk, który zawsze wznosiliśmy na początku demonstracji "Chodźcie z nami, dziś nie biją". Co oczywiście było żartem, bo było wiadomo, że będą bili. No ale bez tego by pewnie nie było innej Polski, w której przyszło nam żyć.
Lektor: W 1981 roku wprowadzono stan wojenny, zginęli kolejni ludzie, a prześladowania opozycji gwałtownie się nasiliły. Władza podjęła jawną walkę z Solidarnością, dążąc do jej całkowitej likwidacji.
Władysław Ornowski: Znaczy myśmy się chyba wszyscy spodziewali tego, że w jakiś sposób partia nie odpuści, że spróbują to rozwiązać na drodze jakiejś takiej, można powiedzieć, porozumień, ale nigdy nie... Mam wrażenie, że oni nie chcieli się porozumieć, oni chcieli to zrobić siłowo i dlatego ten stan wojenny wprowadzono. A że w grudniu wprowadzono zimą, no to jest zawsze problem, nie. Bo ogrzewanie i prąd, i zaopatrzenie, zawsze jest trudniej, więc liczyli na to, że ludzie nie będą protestować. Stało się inaczej. Dlatego były ofiary i w Gdańsku, i ofiary w kopalni "Wujek". Można powiedzieć, że zamordowali ludzi po prostu.
Magdalena Czarnecka: Pamiętajmy też, że czas stanu wojennego to był czas, kiedy akurat dla mnie był to okres nastoletni, okres takiego, nazwijmy to, buntu. I my już wtedy odczuliśmy, że dzieją się rzeczy, które nam się nie podobają, dzieją się rzeczy, które są dla nas trudne. Ten młodzieńczy bunt nałożył się na bunt przeciwko systemowi. Ja myślę, że młodzi ludzie też mieli swój udział w przemianach, jakie wtedy zaszły.
Lektor: Solidarności nie udało się jednak złamać. Pogłębiający się kryzys gospodarczy, sprzyjająca sytuacja międzynarodowa oraz wrzące nastroje społeczne przyparły władzę do muru.
Andrzej Długosz: Urban nas nazywał "grupa krakowska". Urban to był rzecznik prasowy rządu komunistycznego. Akurat 87, 8 i 9 rok to był czas, kiedy byliśmy bardzo aktywni. Było to kilkaset osób w Krakowie z różnych organizacji, które były nielegalne, czyli Konfederacja Polski Niepodległej, NZS, Federacja Młodzieży Walczącej, Ruch Wolność i Pokój. I te kilkaset osób mniej więcej co parę dni spotykało się w różnych miejscach Krakowa z jednym celem - pokazać, że jesteśmy i nie zgadzamy się na to, co się dzieje w Polsce. W zasadzie każdy... Jak nie mieliśmy za bardzo pomysłu co zrobić, to szliśmy z transparentem "Sowieci do domu" w stronę konsulatu sowieckiego i było wiadomo, że będzie zadyma z milicją, bo milicja nie mogła dopuścić do tego, żebyśmy tam doszli. Zwłaszcza, że jeden raz butelka z benzyną wpadła w okno konsulatu i zapaliła się. W związku z tym wiedzieli, że my nie żartujemy. No i to bieganie gaz, pały.
Sławomir Brambor: Ostatnia demonstracja, w której brałem udział, miała miejsce z okazji 11 listopada w 1988 roku. I to już było po jakimś takim złagodzeniu relacji pomiędzy władzą komunistyczną a opozycją. Ale co ciekawe, ta demonstracja została rozpędzona przez oddziały zmechanizowanej Milicji Obywatelskiej. No i miałem okazję widzieć jakby efekty tego w postaci pobitych ludzi przez ZOMO.
Lektor: Pod koniec lat osiemdziesiątych komunistyczne władze PRL postanowiły zasiąść do rozmów. W konsekwencji doszło do obrad Okrągłego Stołu, w których wzięli udział przedstawiciele partii oraz opozycji demokratycznej.
Andrzej Długosz: Wiara, że ustrój komunistyczny może upaść w naszych mózgach była oczywiście wkodowana, bo myśmy walczyli z tym ustrojem. Ale jeżeli by mnie pani spytała, czy wierzyłem w 87 roku czy 88 roku, że ustrój komunistyczny upadnie. Nie, nie wierzyłem. Myślałem, że będę musiał uciekać z Polski, że sowieckie wojska, które stały i trzymały za gardło cały obóz, są zbyt silne i zbyt, przypominam, że wtedy jeszcze trwała wojna w Afganistanie, że nie ma nadziei na to, że ta część Europy może być wolna od komunizmu. Co oczywiście nie zmieniało postaci rzeczy, że ta chęć walki z nimi była i tak mocno wkodowana.
Sławomir Brambor: Jedna z sesji Okrągłego Stołu nie była transmitowana, pokazywano mecz piłkarski w zamian, co wtedy mnie zbulwersowało. Natomiast odpowiadając już poważnie, wydaje mi się, że w tamtym momencie uważałem to rozwiązanie za rozwiązanie pozytywne. Na pewno do ogłoszenia decyzji o unieważnieniu głosowania na listę krajową w wyborach czerwcowych uważałem, że to co się dzieje w związku z Okrągłym Stołem jest pozytywne.
Andrzej Długosz: Byliśmy w tej części, która była przeciwko Okrągłemu Stołowi i muszę powiedzieć, że byłem na tyle konsekwentny, że nawet nie głosowałem na obywatelski, na listę Solidarności, tylko głosowałem na Leszka Moczulskiego, bo akurat on jako lider KPN-u kandydował z listy nie Komitetu Obywatelskiego. I głosowałem na niego. I jeszcze tuż przed Okrągłym Stołem były trzydniowe zamieszki w Krakowie. 1-3 czerwca, przypominam wybory 4 czerwca. My chcieliśmy wywrócić Okrągły Stół, ale... Zwłaszcza że NZS krakowski był NZS-em, który nie usiadł przy Okrągłym Stole, bo Kraków, Katowice i Lublin, czyli całe południe Polski, było przeciwne Okrągłemu Stołowi. A Tajna Komisja Krajowa usiadła razem z Solidarnością do Okrągłego Stołu.
Sławomir Brambor: Ja nadal uważam, że forma rozmów jest formą dobrą, natomiast nie uważam tak, jak uważała wtedy dominująca część obozu Solidarności, że cytując profesora Geremka, że umów należy dotrzymywać, bo sama umowa Okrągłego Stołu zawarta wiosną, wczesną wiosną 89 roku w takiej sytuacji politycznej, jaka była, czyli w sytuacji takiej, że tylko w Polsce dochodzi do jakichś negocjacji pomiędzy władzą a społeczeństwem, no, jeszcze tam na Węgrzech były, no ale cały czas mamy Związek Radziecki, mamy twardogłową Czechosłowację, NRD i tak dalej. To była dobra rzecz, no bo poszerzała wolność w Polsce.
Władysław Ornowski: Bardzo się z tego cieszyliśmy, no wiadomo. Chcieliśmy wygrać, odsunąć partię PZPR od władzy na zasadzie takiej normalnie pokojowej, nie jakichś siłowych, tak jak oni to zrobili w stanie wojennym. Chcieliśmy wygrać poprzez demokrację, czyli poprzez urnę wyborczą.
Andrzej Długosz: W 89 roku na początku też wydawało się, że to jest tylko jakaś tam kolejna próba oszustwa, dlatego zresztą między innymi traktowaliśmy Okrągły Stół jako metodę na spacyfikowanie i podzielenie opozycji, a nie rzeczywiste przygotowanie się do oddania władzy. Natomiast już na jesieni było pewne, że ustroju komunistycznego nie ma. Ja muszę powiedzieć, że pierwszy raz poczułem nadzieję na obalenie komunizmu, jak weszliśmy do studium wojskowego na okupację i siedzieliśmy tam miesiąc. I to było coś, co było niezwykłe, bo można było zawsze atakować różne elementy ustroju, ale wojsko było poza zasięgiem. No bo wojsko było tym rdzeniem, który każda próba ataku na wojsko kończyła się pałowaniem.
Sławomir Brambor: Ta decyzja o unieważnieniu w zasadzie ordynacji wyborczej w trakcie wyborów i kwestia listy krajowej zaczęła mnie w dużej mierze dystansować wobec takiego spojrzenia. A to, co działo się na przykład latem 89 roku, kiedy władze polskie odsyłały uciekinierów z NRD władzom z NRD, no, to już było w moim odczuciu rzeczą, no, mnie to bulwersowało, tak to ujmę. I im dłużej dłużej trwało trwanie tego porozumienia, czego przejawem był wybór Jaruzelskiego na prezydenta Polski czy funkcja ministra spraw wewnętrznych pełniona przez Kiszczaka, no to stawiało mnie jakby w opozycji do tych działań.
Lektor: W wyniku obrad Okrągłego Stołu odbyły się pierwsze, częściowo wolne wybory do Sejmu i całkowicie wolne wybory do Senatu. Okazały się spektakularnym zwycięstwem opozycji demokratycznej. W wyniku tego powstał parlament, który wyłonił pierwszego niekomunistycznego premiera w całym bloku wschodnim, a został nim Tadeusz Mazowiecki.
Andrzej Długosz: Był to dzień, którego nie traktowałem jako coś przełomowego, aczkolwiek nie ukrywam, że wyniki, które pokazano, zwłaszcza tak zwane wycięcie listy krajowej, czyli posłów, którzy mieli wejść z automatu z listy pezetpeerowskiej, ta lista padła. Czy wycięcie 99 senatorów, bo przebił się tylko jeden z listy komunistycznej senator i to, że Senat został zdobyty przez opozycję.
Władysław Ornowski: Pięć minut przed północą ostatnie ulotki kleiliśmy na płotach, na drzwiach, przy komisjach wyborczych. Czy dzisiaj byśmy to robili? Może rzeczywiście byśmy robili.
Sławomir Brambor: No i oczywiście brałem udział w jakimś roznoszeniu ulotek, tego typu rzeczach. No to w Poznaniu, z racji tego, że byłem studentem, a student ma dużo wolnego czasu, w związku z czym się angażowałem w tego typu działalność.
Lektor: Wybory czerwcowe zapoczątkowały w Polsce zmiany ustrojowe, które ostatecznie doprowadziły do powstania III Rzeczypospolitej, którą znamy dziś. Zapytacie, czy są w dziejach momenty kulminacyjne, momenty zwrotne i takie, które wyznaczają granice pewnych epok? W historii nie ma sztywnych granic, a wszystko jest procesem. Jednak jeśli listopad 1918 roku uznajemy za symboliczny koniec epoki zaborów i początek wolnej Polski, tak rok 1989 ze spokojem może, choć nie musi, wyznaczać symboliczny proces przemiany PRL-u w III Rzeczpospolitą.
Andrzej Długosz: Generalnie Polska przez te 30 parę lat zmieniła się w sposób tak fundamentalny. I tak jest to na pewno dzisiaj jedno z najlepszych miejsc do życia na świecie.
Lektor: I tak jako społeczeństwo byliśmy, jesteśmy i będziemy różni, bo interpretacja faktów zależy od punktu widzenia każdego z nas. Czy więc wszystko w okresie tak zwanej transformacji się udało? No, pewnie nie. Czy jednak jest to moment przełomu? Z pewnością tak. O historii warto przecież rozmawiać i spierać się. Bo spierać się o historię nie mogli ludzie przed przemianami. A my ten przywilej mamy.
Władysław Ornowski: Należało się trzymać razem. Nie powinniśmy się dać podzielić. Niestety, ale daliśmy się podzielić i to jest przykre.
Marian Fidos: To był bardzo ciężki okres. Zostałem zwolniony z pracy. Nie mogłem dostać pracy. Nie było lekko.
Andrzej Długosz: To, że nie przelała się krew, to, że zawarto porozumienie i obie strony go otrzymały to moim zdaniem jeden z jaśniejszych momentów w historii Polski. I trzeba pamiętać, że tak naprawdę to był początek złotej ery Polski, bo nie mam cienia wątpliwości, że nie było lepszego momentu w historii Polski, jak te ostatnie trzydzieści parę lat.
Sławomir Brambor: Ja nie lubię słowa "transformacja", bo słowo "transformacja" zakłada, że my mamy z czegoś się przekształcać w coś, bo na tym polega transformacja. No i w efekcie tego nie dokonała się w Polsce, przynajmniej w społecznym wymiarze, żadna analiza tego, czym był PRL.
Lektor: Polskę tworzymy dziś my wszyscy. Uczymy się z doświadczeń świadków i uczestników tamtych czasów. Bo rok 1989 to już historia, z której wyrastamy, a przed nami jako społeczeństwem przyszłość, która zależy tylko i wyłącznie od nas.
Marian Fidos: Dla młodych ludzi? No to chciałbym im poradzić, żeby byli elastyczni, żeby nie szufladkowali się w jakiejś tam jednej dziedzinie.
Andrzej Długosz: Macie komfort, bo możecie wszystko. Nikt wam nic nie może zrobić, nie może wam zagrozić za to, że głosicie swoje poglądy i wyrażacie siebie w taki sposób, jak chcecie.
Sławomir Brambor: Ja nie mam żadnej porady dla młodych ludzi. Każdy musi odkrywać swój świat, znajdować się w tych realiach, w których się znajduje i zachowywać się w sposób taki, żeby się tego zachowania swojego nie musiał z perspektywy lat wstydzić.
Władysław Ornowski: Pamiętaj, nie dajcie się podzielić. To jest ważne, podstawowe hasło.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Codzienność w PRL-u -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent); Pawliczak, Alicja (prowadzący/a rozmowę); Pałka, Julia (prowadzący/a rozmowę); Kłosowska, Lilianna (prowadzący/a rozmowę); Markiewicz, Zuzanna (prowadzący/a rozmowę); Nowicki, Stanisław (prowadzący/a rozmowę); Biner, Wit (prowadzący/a rozmowę); Buczma, Piotr (scenariusz i reżyseria); Lichończak, Krzysztof (scenariusz i reżyseria); Wróblewski, Mateusz (montaż); Tomczuk, Zofia (osoba wspierająca); Kóska, Wiktoria (osoba wspierająca) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
08/05/2026 -
Czas trwania
0h 25min 12sek -
Osoby występujące
-
Numer inwentarzowy
MHP-04-4806 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink