Beata Bojanowska
Bojanowska, Beata (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
15/12/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Beata Bojanowska
W 1989 roku skończyłam studia i zaczęło się nowe życie moje, bo wyszłam za mąż. I kiedy po raz pierwszy dane mi było głosować w wolnych wyborach, poczułam się jak, jakby się stało coś nowego, coś innego. Świat, który był, który znałam, zmieniał się. Zmieniało się moje życie. Byłam w ciąży. Wkrótce ma się urodzić moje pierwsze dziecko. I zmieniało się też życie mojego kraju. Zmieniły się władze, zmienił się Sejm, nie zmienił się prezydent. Tego znałam niestety z 13 grudnia, ze stanu wojennego. Ale tak wiele zmian. I kolejna zmiana, która przyszła, to rok 1991, gdzie już z mężem i synem przeniosłam się do Mińska Mazowieckiego. Z małego Krosna Odrzańskiego, spod Zielonej Góry, przeniosłam się do Mińska Mazowieckiego, bo tam stacjonowała jednostka wojskowa Pułk Lotnictwa Myśliwskiego "Warszawa" z ogromnymi tradycjami, do którego to pułku dostał przydział mój mąż. Mąż latał jako pilot wojskowy z Migów 21, przekwalifikował się na nowocześniejsze maszyny na 29 i po kilku latach okazało się, że zmienia się także sytuacja wojska, sytuacja kraju. Ze względu na to, że zaczęto mówić o tym, że mamy szansę, abyśmy wstąpili do NATO. Kiedy już władze doszły do porozumienia, kiedy dowiedzieliśmy się, że będzie podpisana właśnie umowa przyjmująca Polskę do Sojuszu Paktu Północnoatlantyckiego. Po cichutku mój mąż powiedział "wiesz, my tu w Mińsku, to będziemy pierwszą jednostką, która wstąpi w armii polskiej do NATO". Ja mówię "jak to? Jak to pierwszą jednostką? To nie wszyscy naraz? To nie tak, że od razu?". "Nie, my mamy tutaj takie zadanie do wykonania. Przylecą piloci natowscy, a my będziemy musieli przechwycić samoloty. I wtedy dopiero zostanie jak gdyby sprawdzona nasza umiejętność. Czy potrafimy, czy działamy zgodnie z zasadami, z procedurami, które szkoliliśmy się już długi czas". "Jak to szkoliliście się? Nic nie mówiłeś". "No ja nie mogę mówić. Jestem wojskowym". "No tak, faktycznie jesteś wojskowym. Ale jakoś to tak dziwnie to brzmi, że tylko wy?". "No tak, jest nas sześciu pilotów i dwóch z nas poleci właśnie przechwycić te natowskie samoloty". Umowa podpisana 12 marca 1999 roku. Ale jak mówił kolega mojego męża Andrzej, to tak naprawdę do NATO weszliśmy dopiero 5 dni później, kiedy to właśnie Andrzej i jego dowódca lecieli jako para przechwytująca samoloty amerykańskie. Działo się to w różny sposób. Nie wszystko mogę powiedzieć, bo wiadomo, to była także tajemnica wojskowa. Ale te szczęście i te takie poczucie dumy. Ojej, urosłam. Mój mąż, pierwsza szóstka, wchodzi do NATO. To dopiero będzie coś! Będzie o czym opowiadać dzieciom. Kiedyś po latach zobaczą tatę w mundurze i powiedzą "Tato, był ktoś". I to było takie niesamowite, takie cudowne. Ale potem te NATO nagle zaczęło się tym, że mąż zaczął coraz więcej znikać z domu.
I we wtorek 11 września miałam zajęcia do godziny 15:00. Wróciłam do domu tak koło godziny 15:30, a mąż w tym czasie już od trzech dni był poza domem. Ponieważ kolejne spotkanie natowskie, kolejne manewry, wyleciał wraz z jednostką z kadrą do Norwegii. No i ten cudowny, słoneczny, cudowne słoneczne popołudnie nagle zamieniło się w najczarniejszą godzinę. Tak mi się wtedy wydawało mojego życia. Samolot, którym odleciał mój mąż na manewry stał się w rękach terrorystów narzędziem mordu, zbrodni. Atak pokazywany non stop. Nagrania ze Stanów z World Trade Center. Zmienił nagle mój świat. Ja nie wiedziałam, co ja mam w tym momencie robić. Nie mogłam zadzwonić do męża. Nie mogłam odłożyć pilota. Stałam przed tym telewizorem i czułam ogromny ból. Taki ból wewnętrzny, takie coś, czego się nie da nazwać. Lęk przede wszystkim, przerażenie. Jak to jest możliwe? Dlaczego? Dlaczego to się dzieje? Czy to jest film, który ktoś nakręcił? Nie. To tu lecą napisy. Głos ściszony, bo dziecko śpi, więc lecą tylko napisy. Atak na dwie wieże. Pierwsza wieża runęła. Widać uderzający samolot w ścianę budynku. Widać ludzi lecących w dół, umierających. Tłumy ludzi dookoła biegnących, osypanych kurzem. Strażacy, policjanci, którzy próbują ratować. Ale tak naprawdę jest chaos. Jest ogromny chaos. Nikt nic nie wie.
Następnego dnia po ataku na World Trade Center rozdzwoniły się telefony w moim domu. Moje koleżanki, żony pilotów, którzy także byli na wylocie na tych manewrach natowskich, zaczęły się dowiadywać czy masz jakieś wiadomości, czy coś wiesz i każda z nas z tym samym pytaniem zwracała się do siebie. Oczywiście także zwróciliśmy się do dowództwa, do dowódcy pułku i ten odpowiedział, że "nie martwcie się, nasi piloci wrócą zgodnie z harmonogramem, nie zostają nigdzie wysłani, tylko będą wracać za dwa dni, więc 13 września będą w domu". I wtedy ten stres, taki ciężar tej samotności, tej odpowiedzialności tak lekko zelżał. I wtedy poczułam, że przynajmniej ta sprawa jest dla mnie już rozwiązana. Że wiem, że mój mąż przyleci. Stanie w drzwiach, jeszcze zanim stanie w drzwiach to miał taki zwyczaj, że jak przelatywał nad domem, bo to była droga do lotniska, to jeszcze pomachał skrzydłami albo dołożył mocy na silniki. Wtedy szyby prawie że wylatywały, ale dzieciaki były szczęśliwe, bo tata wraca do domu. Więc kiedy już wrócił z lotniska do domu, kiedy przywitał się z dziećmi i dopiero wieczorem mogłam tak naprawdę porozmawiać z nim o tym, co się wydarzyło. Pytałam się "jak wyście przyjęli tę wiadomość? Jak przeżyliście? Czy nie było takiej sytuacji, że zastanawialiście się, co będzie dalej? Czy nie będziecie wysłani gdzieś w świat?". No mówił, że pierwszy szok był ogromny, że całe dowództwo natowskie nie chciało wierzyć w to, że w ogóle taka sytuacja mogła mieć miejsce. Ale potem weszły w życie procedury. To jest coś, co różniło nasz kraj od Stanów Zjednoczonych. Tam jednak te procedury funkcjonowały. Co należało zrobić w danej sytuacji. I stąd też ich powrót do domów. Nie było jakiś takich działań, takich mocno chaotycznych. No cóż, powiedział tylko tyle "nie wiem, co będzie dalej. Nie wiem, jak będzie wyglądała sytuacja, ale na razie w tej chwili jestem w domu. Chodzę na dyżury, na 24 godzinne dyżury jak zawsze i wracam do domu. Nie musisz się martwić o to, że nie będzie mnie przy tobie i przy dzieciach".
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Beata Bojanowska -
Twórca / Wytwórnia
Bojanowska, Beata (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
15/12/2025 -
Czas trwania
0h 10min 26sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3246 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Beaty Bojanowskiej dotyczy osobistych doświadczeń związanych z przemianami politycznymi i militarnymi w Polsce po 1989 roku, widzianych z perspektywy życia rodzinnego żony pilota wojskowego. Relacjonująca wspomina moment pierwszych wolnych wyborów w 1989 roku, które zbiegły się z zakończeniem studiów, zawarciem małżeństwa i oczekiwaniem na narodziny pierwszego dziecka. Opisuje przeprowadzkę do Mińska Mazowieckiego na początku lat 90. XX wieku oraz służbę męża w lotnictwie wojskowym, w tym jego udział w procesie przygotowań polskiej armii do wstąpienia do NATO. Istotnym wątkiem relacji są emocje towarzyszące akcesji Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego w 1999 roku oraz poczucie dumy związane z udziałem jednostki męża w pierwszych działaniach sojuszniczych. Druga część narracji koncentruje się na osobistym przeżywaniu zamachów z 11 września 2001 roku, oglądanych w mediach podczas nieobecności męża uczestniczącego w manewrach natowskich, a także na lęku, niepewności i późniejszej uldze po uzyskaniu informacji o jego bezpiecznym powrocie do kraju.