Antoni Dudek
Dudek, Antoni (świadek historii); Stremecki, Marek (prowadzący, realizacja); Różański, Maciej (operator kamery);
09/10/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Nazywam się Antoni Dudek, urodziłem się w 1966 roku w Krakowie, w takiej dość przeciętnej polskiej rodzinie. Ojciec był budowlańcem, czyli technikiem budowlanym. Średni szczebel zarządzający w jednym z krakowskich przedsiębiorstw budowlanych. Mama była księgową, pracowała w Banku Pekao S.A. Przez właściwie całe swoje życie. I ta rodzina była taka też typowo polska, pęknięta wewnętrznie w sensie politycznym. Mama była bardzo religijna, a zatem traktowała istniejący system komunistyczny z ogromną nieufnością. Ojciec był raczej, można powiedzieć, podporą systemu, bo przez długie lata był w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, ale nie był jakimś wysokim działaczem, był po prostu szeregowym członkiem. I ta jego wiara w tą partię, która dała mu awans społeczny, wygasła wraz z rewolucją Solidarności. Znalazł się w Solidarności i w stanie wojennym z partii wystąpił. I to, można powiedzieć, rozwiązało jeden z problemów, które były w domu konfliktu ideowo politycznego. Gdyby nie ja, który w tym czasie rewolucji Solidarności miałem lat 14 i zbuntowałem się przeciwko rodzicom. Jak to często bywa u nastolatków, ten bunt przybiera różne formy.
Jedni uciekają z domu, inni popadają w złe towarzystwo, a ja się zbuntowałem politycznie, bo tak się okazało, że już od wczesnego dzieciństwa interesowała mnie historia, a zatem historia i polityka. Ze sobą się blisko wiążą. I jak się zbuntowałem, zbuntowałem się na kontrze do większości mojego środowiska. Czyli skoro większość środowiska była po stronie Solidarności, to ja uznałem, że ja będę miał własne zdanie, ja poprę reżim wówczas panujący. Co sprawiło, że w pierwszej klasie liceum, w stanie wojennym przystąpiłem do Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. No i przetrwałem tam całe dwa lata. Nawet zrobiłem pewną karierę, bo w pewnym momencie mnie wybrano wiceprzewodniczącym zarządu krakowskiego. Reprezentowałem tam młodzież szkolną. Natomiast było to doświadczenie dość osobliwe, no bo okazało się, że ta organizacja jest rzeczywiście zdominowana przez niezbyt aktywne dzieci różnych ludzi z aparatu władzy, które tam pod presją rodziców były wpychane, no i delikatnie mówiąc, traktowały owo ZSMP jako, powiedziałbym, rodzaj takiego przedsięwzięcia rozrywkowego, czyli głównie ich interesowały jakieś tam wyjazdy rzekomo szkoleniowe, które służyły piciu alkoholu i różnym, mniej lub bardziej nieprzyzwoitym zabawom.
No i ja się zorientowałem, że ta polityka i ideologia to tam właściwie nikogo nie interesuje, poza jakimś absolutnie pojedynczymi osobami, które wtedy poznałem, a które kiedyś tam, później gdzieś zaistniały na lewicy. Ja się dość szybko z tego wyleczyłem i skierowałem moje zainteresowania ku nauce. Zacząłem się ostro zajmować historią, w efekcie czego udało mi się w czwartej klasie liceum zostać laureatem olimpiady historycznej. Wprawdzie nie wygrałem, ale byłem tam w pierwszej dziesiątce, dzięki czemu miałem indeks na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim bez egzaminu, co wtedy było istotnym sukcesem. Ale nie wybrałem historii. To kolejne zaskoczenie. Dlaczego? Bo interesowała mnie polityka, więc poszedłem na studia politologiczne na UJ-cie. I tu przeżyłem rozczarowanie, bo okazało się, że znowu na tych studiach politologicznych to polityką się mało kto interesuje i w większości były tam różne przypadkowe osoby, które nie miały lepszego pomysłu, co właściwie studiować. Prawo im się wydawało za trudne, historia za nudna, to trafiły na politologię, która uchodziła za takie studia niezbyt wymagające. I to się potwierdziło. Więc ja po pierwszym roku przeżyłem rozczarowanie politologią.
Zdecydowałem się, bo miałem dobre wyniki po pierwszym roku na tzw. indywidualny program studiów, więc studiowałem trochę historii, trochę socjologię, no ale faktycznie ukończyłem formalnie politologię. No i ponieważ już w tym czasie zacząłem pisać z kolegą pierwszą książkę, to wzbudziłem zainteresowanie profesora Jacka Majchrowskiego, późniejszego prezydenta Krakowa, który w tym czasie był świeżo upieczonym, samodzielnym pracownikiem naukowym, czyli profesorem i budował swoją katedrę. No i tak trafiłem wraz z hukiem PRL u w roku 89 jako student 5 roku zostałem przyjęty jako asystent stażysta na Uniwersytecie Jagiellońskim, właśnie w Katedrze Historii Polskiej Myśli Politycznej, tworzonej przez profesora Jacka Majchrowskiego, u którego później zacząłem, najpierw oczywiście obroniłem pracę magisterską, później zacząłem pisać pracę doktorską, która go średnio interesowała. Nie był entuzjastą, ponieważ Majchrowski zajmował się głównie myślą polityczną, a mnie interesowała historia polityczna i sobie wybrałem jako temat pracy doktorskiej politykę władz PRL wobec Kościoła katolickiego w epoce rządów Gomułki, czyli te lata 56-70. No i to właśnie był temat mojego doktoratu, który obroniłem w 94 roku i właściwie cała dalsza moja kariera jest karierą, a przede wszystkim karierą nauczyciela akademickiego, pracownika naukowego.
Z jednym wszakże ważnym wyjątkiem, który ma miejsce w roku 2000. Jeszcze tu po drodze powiem, że w roku 97. W związku z tym, że moja żona Beata, z którą się ożeniłem w 93 roku, dostała pracę w Warszawie, zdecydowałem się na przeprowadzkę do Warszawy. I tak sobie przez siedemnaście lat dojeżdżałem z Warszawy do Krakowa do pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dopiero w 2014 roku zmieniłem zatrudnienie na Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, w którym jestem w tej chwili już od ponad dekady zatrudniony. Natomiast co takiego się wydarzyło w tej Warszawie? Otóż ja się związałem. Właściwie to nastąpiło jeszcze przed przeprowadzką do Warszawy z pracownią profesora Paczkowskiego w Instytucie Studiów Politycznych Pan, pracownią dziejów najnowszych. Dlaczego w Krakowie się okazało, że środowisko peerelistów jest bardzo szczupłe? Nie mam za bardzo specjalnie z kim gadać o tym PRL, bo tam się nikt nie chciał za bardzo tym zajmować. Natomiast w Warszawie była cała grupa właśnie profesora Paczkowskiego ludzi. Paweł Machcewicz, Darek Stola, Krzysztof Persak. Paweł Machcewicz, Andrzej Friszke no, generalnie zajmujący się PRL em.
Ja zacząłem być takim nieetatowym współpracownikiem tej pracowni. No i w efekcie czego, kiedy w roku 2000 powstawał Instytut Pamięci Narodowej, a Paweł Machcewicz polecony przez profesora Paczkowskiego pierwszemu prezesowi IPNu Leonowi Kresowi, dostał propozycję zostania dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPNu, czyli tego pionu edukacyjno naukowego IPN u. Machcewicz zaproponował mi stanowisko naczelnika Wydziału Badań Naukowych w IPNie. I tak w roku 2000 zaczęła się moja przygoda w IPN, która trwała w sumie w różnych, na różnych stanowiskach. Do 2016 roku skończyło się to tym, że byłem przewodniczącym, ostatnim przewodniczącym Rady IPN u, już nie byłem pracownikiem IPN u albo coś takiego, co się dzisiaj nazywa kolegium IPN u, a wtedy nazywało się radą IPN u i byłem jej ostatnim przewodniczącym, po czym zmiany w 2016 zlikwidowały radę i też zakończyły swoje związki z Instytutem Pamięci Narodowej. I tak właściwie się moja biografia, można powiedzieć, zawodowa, kończy w tym momencie. No a poza tym oczywiście napisałem sporo różnych książek, głównie dotyczących historii najnowszej Polski i to jest moja główna specjalność historia polityczna Polski. Taką niewątpliwie najważniejszą moją książką jest książka, która miała już sześć wydań w różnych wersjach, która jest tak naprawdę historią polityczną Polski po roku 1989.
Najnowsze wydanie z ubiegłego roku kończy się na wyborach parlamentarnych z października 2023 roku. Polska Ludowa była pierwszym wielkim obszarem moich badań naukowych. Dotyczyła tego właśnie przede wszystkim praca doktorska. Bo pracę magisterską pisałem jeszcze o II Rzeczypospolitej, o takiej dziwnej organizacji. Pogotowie Patriotów Polskich, takiej powiedzmy, quasi faszystowskiej grupce na początku lat 20. Ale już właśnie wtedy, ponieważ po roku 89 pojawiła się szansa na dostęp do materiałów archiwalnych, choć nie było to takie proste i nie wszystkie od razu archiwa z czasów komunistycznych zostały otwarte, to uznałem, że jest szansa, żeby napisać coś o okresie powojennym już w oparciu właśnie o jakieś dokumenty. No i tu się okazało oczywiście, że jeśli chodzi o tematykę kościelną, która mnie interesowała, to sprawa nie jest prosta, bo tak Kościół nie bardzo chciał swoje archiwa udostępniać i tak zostało do dzisiaj. Archiwa kościelne są takie półzamknięte. Natomiast jeśli chodzi o kwestie, powiedziałbym, władzy, to okazało się, że pierwszą szczeliną, do której mnie się udało dotrzeć, były akta zlikwidowanego w roku 1989 przez rząd Tadeusza Mazowieckiego Urzędu do Spraw Wyznań.
To była taka instytucja, którą powołano w 1950 roku, a która miała skupiać całość, powiedziałbym, prac administracji państwowej nakierowanej na Kościół katolicki. Na czym to polegało? O ile przeciętny obywatel polski zwykły miał jakąś sprawę urzędową, nieważne jaką, to szedł do odpowiedniego urzędu, miał prawo jazdy, to był jakiś wydział komunikacji. Jak miał pozwolenie na budowę, to wydział budownictwa, jakiegoś tam prezydium Rady Narodowej, jak miał sprawę związaną z meldunkiem z urzędu meldunkowego. Wyjątkiem byli księża katoliccy. Księża mieli obowiązek iść zawsze do Urzędu do Spraw Wyznań bądź wydziału do spraw wyznań i tam załatwiali wszystkie swoje obywatelskie sprawy. Oczywiście nie wynikało to bynajmniej z jakiejś szczególnej, uprzywilejowanej pozycji Kościoła i sympatii władz. Tylko chodziło oczywiście o to, żeby zebrać w jednym miejscu całość działań wobec księży, których traktowano jako organizację wrogą, którą należało zwalczać. W związku z tym w Urzędzie do Spraw Wyznań była ogromna ilość informacji na temat Kościoła i polityki wobec Kościoła. Oczywiście Urząd do Spraw Wyznań nie był sam. Miał też swoje swoje ekspozytury terenowe i miał przede wszystkim takiego ukrytego patrona i powiedziałbym zleceniodawcę i reżysera, którym była z jednej strony partia komunistyczna PZPR, a z drugiej strony Służba Bezpieczeństwa czy wcześniej Urząd Bezpieczeństwa.
Dlaczego mówię tak dużo o tym? O tym właśnie temacie mojej pracy doktorskiej. Otóż dlatego, że to zbudowało mi wyobrażenie o PRL u. No, inne niż to, które miałem z własnej pamięci. No bo ja oczywiście pamiętałem z własnej pamięci schyłek epoki gierkowskiej, czyli drugą połowę lat 70. Moje takie pierwsze wspomnienie to jest to, że byłem wielkim fanem emitowanego w latach siedemdziesiątych serialu kryminalnego porucznik Colombo, który w każde czwartki, we wszystkie czwartki, a w niektóre czwartki emitowano odcinki tego ulubionego serialu. I moje pierwsze wspomnienie polityczne dotyczy czerwca 76 roku, kiedy zamiast ulubionego serialu, który się tam zaczynał, gdzieś w okolicach 20:00, nagle zobaczyłem transmisję z Sejmu, gdzie przez prawie dwie godziny ówczesny premier Piotr Jaroszewicz uzasadniał konieczność przeprowadzania podwyżki cen. No i oczywiście byłem wściekły, bo jak już Jaroszewicz skończył, to zaczął się serial, to ja już zasnąłem jako dziesięciolatek. W związku z tym ten odcinek serialu mi przepadł. Natomiast następnego dnia zobaczyłem tego samego Jaroszewicza już w bardzo krótkim wystąpieniu, który odwoływał te podwyżki cen. I to było takie moje pierwsze doświadczenie polityczne, które zapamiętałem.
Natomiast tych doświadczeń, oczywiście takich, powiedziałbym, własnych, miałem zatem tylko właśnie z lat 80. Właśnie z okresu rewolucji, Solidarności, stanu wojennego i z lat późniejszych. Natomiast natomiast to, powiedziałbym, naukowe spojrzenie na PRL wyrobiłem sobie właśnie pisząc doktorat i patrząc jeszcze po drodze miałem inne. Tu zapomniałem powiedzieć o jeszcze innej mojej książce, którą napisałem z kolegą Tomaszem Marszałkowskim między pracą magisterską i doktoratem. Mianowicie. To była książka o walkach ulicznych w PRL u, demonstracjach ulicznych. Jest taka książka właśnie, którą też napisaliśmy w oparciu o takie dokumenty właśnie z Milicji Obywatelskiej. Ponieważ Marszałkowskiego ojciec był wysokim funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej, to miał dostęp pisząc pracę magisterską do dokumentów, które normalnie były absolutnie niedostępne, a tatuś miał kopię po prostu w szafie, więc dał synowi do pisania pracy. Ja przeczytałem to i stwierdziłem to jest absolutnie fantastyczny materiał wyjściowy do napisania książki. No właśnie, jak się uzupełniło inne dostępne źródła? Więc ja wziąłem tą pracę Marszałkowskiego, która była taka dość surowa i dopisałem tam mnóstwo innych rzeczy i razem wydaliśmy taką właśnie wspólną książkę.
I te dwie prace, ta książka z Marszałkowskim o o walkach ulicznych i książka o polityce Gomułki wobec Kościoła, można powiedzieć, zbudowały taki mój fundament wyobrażenia naukowego o PRL. I teraz jakie jest właśnie to moje przekonanie? Otóż PRL jest formą państwowości polskiej, która oczywiście nigdy nie była suwerenna, ale zarazem zakres zależności od Kremla się zmieniał w czasie. I to nie jest tak, jak niektórzy uważają, że on po prostu najpierw był wielki, a później się tylko zmniejszał. On, powiedziałbym ta amplituda była bardziej skomplikowana. Znaczy z całą pewnością do 56 roku Polska była po prostu sowiecką półkolonią, to znaczy była rodzajem protektoratu, ale z takim gubernatorem Bolesławem Bierutem, który właściwie w każdej istotnej sprawie się pytał Stalina. Później to się radykalnie zmieniło. W 56 roku, po powrocie Gomułki do władzy, który był z polskich, tych przywódców komunistycznych, najbardziej antysowiecki. Oczywiście on traktował ten sojusz z Kremlem jako zło konieczne, ale na wszelkie możliwe sposoby testował, czy się można od towarzyszy sowieckich jakoś tam uwolnić. Oczywiście on sobie zdawał sprawę, że to uwolnienie nie może być pełne, że to uwolnienie nie może być pełne także i z uwagi na zagrożenie zjednoczeniem Niemiec, którego się kwestią nie.
Uznania granicy na Odrze i Nysie przez Republiki Federalnej się Gomułka straszliwie obawiał, ale w każdym razie niewątpliwie jak się patrzy na różne obszary, obszary czy to w polityce obronnej, czy polityce gospodarczej, czy nawet międzynarodowej, to widać, że w czasach Gomułki Polska sobie pozwalała na rzeczy, na które później już sobie nie pozwalała. Później, czyli w epoce Edwarda Gierka i paradoksalnie Gierek, który jest w Polsce przez wielu postrzegany jako polityk, który właśnie otworzył Polskę na Zachód. Ci ludzie nie rozumieją, że to otwarcie było pewnym pozornym ruchem uzgodnionym z Kremlem i akceptowanym przez Moskwę. Jak się czyta zapisy, a mamy zapisy rozmów Gomułki z Chruszczowem i Breżniewem i później Gierka z Breżniewem, to widać poziom zupełnie inny. Serwilizmu, czołobitności. U Gomułki tego właściwie nie ma. Gomułka się stale wykłóca o jakieś pieniądze, o jakieś dostawy, natomiast towarzysz Gierek po prostu w dużym stopniu przypomina Bieruta. To znaczy on pyta a co byście powiedzieli na taki temat? A czy my możemy to czy tamto? On oczywiście nie jest traktowany przez towarzyszy sowieckich tak jak Stalin traktował Bieruta, gdzie mu po prostu mówił, co ma być i jak ma być.
Bez dyskusji. Tylko towarzysze sowieccy no my byśmy widzieli sprawę tak i tak i to towarzysz Gierek to też tak widzi, prawda? Więc to jest taka łagodna, ale forma jednak prowadzenia tej Polski na smyczy. I to jest właśnie kwestia całej, całej dekady, lat 70. No i później zmienia się znowu sytuacja za sprawą rewolucji Solidarności. Ona powoduje ogromne przerażenie, oczywiście na Kremlu. No i pojawia się w roli tego człowiek, który ratuje Polskę dla Kremla. Generał Jaruzelski, stan wojenny. I widać, jak Jaruzelski boi się wykorzystać tej sfery niezależności, którą mógłby. Żeby się Kremlowi nie narazić. Tymczasem tak naprawdę Moskwa, w momencie której Jaruzelskiemu udało się przeprowadzić stan wojenny, była moim zdaniem już absolutnie skłonna dać Polsce znacznie większą swobodę. Tylko że Jaruzelski nie miał obawy. Nie miał, nie miał odwagi, żeby żeby z tego skorzystać. Ale ten obszar relacji polsko sowieckich jest tylko jednym z wielu, które pokazują ewolucję PRL u, że właściwie na każdym dowolnym obszarze czy kwestii gospodarczych, czy kwestii związanych właśnie z polityką w zakresie wolności wyznania, czy w obszarze swobód obywatelskich, na przykład możliwości podróżowania za granicę,
PRL się zmieniał w czasie i były tam okresy właśnie takiego, powiedziałbym, reżimu surowego i okresy liberalizacji. Doskonale ten stosunek Gierka, taki mocno serwilistyczny wobec Kremla, pokazują różne konkretne decyzje, które były podejmowane w latach 70. A które wiązały Polskę bardzo mocno właśnie ze Związkiem Sowieckim. Najbardziej wyraziste dotyczyły armii. Otóż w latach 70 tych, z wątpliwą zgodą Gierka, generał Jaruzelski jako minister obrony doprowadził do tego, że znaczna część oddziałów Ludowego Wojska Polskiego została wyjęta spod dowództwa polskiego Sztabu Generalnego i została bezpośrednio podporządkowana naczelnemu dowództwu Układu Warszawskiego w Moskwie, gdzie wiadomo, kolejni sowieccy marszałkowie wszystkim rządzili. To samo dotyczyło na przykład współpracy służb specjalnych. Widać wyraźnie, jak się śledzi te akta bezpieki, na przykład wywiadu PRLowskiego, że w latach 70. następuje znacznie ściślejsza integracja działań wywiadu polskiego i sowieckiego. Kwestia gospodarki. Pamięta się o otwarciu w latach 70 tych Polski na Zachód. I to oczywiście była prawda, ale nie pamięta się, że większość zakupów tych licencji była z towarzyszami sowieckimi uzgadniana i że to miało być elementem, powiedziałbym, modernizacji nie tylko Polski, ale całego obszaru imperium sowieckiego.
I że na przykład niektóre technologie, których Zachód nie byłby skłonny sprzedać bezpośrednio Związkowi Sowieckiemu, były kupowane przez Polskę, którą w ten sposób Zachód naiwnie wierzył, że uda się, a może i nie, naiwnie, jak pokazały późniejsze lata, wyłuskać z sowieckiej strefy wpływów, sprzedawano Polsce na przykład pewne elementy wyposażenia statków. To był jeden z takich flagowych produktów, które Polska eksportowała właśnie do Związku Sowieckiego. Generalnie nasze były kadłuby i elementy, powiedziałbym, takie najprostsze, ale całe to oprzyrządowanie techniczne było kupowane za twardą walutę na Zachodzie i tam się pojawiały już bardzo zaawansowane urządzenia, które oczywiście Rosjanom byłoby ciężko kupić bezpośrednio, a tak to za pośrednictwem Polski je kupowali. Innym takim symbolem była słynna szerokotorowa linia kolejowa szerokotorowa, bo przypomnę, że na obszarze sowieckim rozstaw torów był inny niż w świecie zachodnim, do którego myśmy należeli i w związku z tym wszystkie pociągi, które przekraczały granicę polsko sowiecką, musiały mieć zmieniane podwozie. Żeby tego nie robić, zbudowano specjalną szerokotorową linię kolejową, którą dostarczano Rudę ze Związku Sowieckiego do Huty Katowice i Huta Katowice była kolejnym,
wprawdzie tutaj towarzysze sowieccy nie byli entuzjastami budowy aż tak ogromnego projektu, który był flagowy projekt epoki gierkowskiej, największy kombinat metalurgiczny w Europie, jak się wtedy chwalono. Natomiast ponieważ Gierek przekonywał ich, że to się przyda dla właśnie przemysłu zbrojeniowego całego Układu Warszawskiego, no, towarzysze sowieccy wyrazili łaskawie zgodę i zbudowano taką szerokotorową linię kolejową właśnie, którą Ruda płynęła do ze Związku Sowieckiego, do Huty Katowice. Więc takich przykładów uzależnień od Gierka, w latach 70 tych, Polski od Związku Sowieckiego jest więcej. Co nie zmienia faktu, że równolegle Gierek uzależnił też Polskę bardzo mocno od właśnie dostaw różnego rodzaju surowców, podzespołów z Zachodu. No i w momencie, w którym najpierw zaczęły być problemy z tym, żeby nie było czym zapłacić za te dostawy, a później został wprowadzony stan wojenny i sankcje, to bardzo pogłębiło jakby kryzys, który zaczął się w latach 70. Kryzys gospodarki PRL owskiej. Natomiast wracając do tego generalnego, tej generalnej kwestii zróżnicowania PRL u w poszczególnych epokach, to trzeba pamiętać o okresach, które są jakoś tam związane z rządami kolejnych sekretarzy.
To trzeba pamiętać, że oczywiście były też pewne stałe elementy, które się nie zmieniały. I takim najbardziej oczywistym, stałym elementem PRL u było istnienie aparatu represji, czyli kontroli społecznej, która oczywiście wszystkim się kojarzyła ze Służbą Bezpieczeństwa, wcześniej Urzędem Bezpieczeństwa, ale która obejmowała takie instytucje, jak na przykład cenzura. Istnienie cenzury, czyli Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, było stałym elementem niezależnie od tego, który z sekretarzy Polską rządził. Wszystko podlegało cenzurze, łącznie z klepsydrami drukowanymi w prasie i stamtąd wyrzucano pewne nieprawidłowe treści. Jeśli tam na przykład rodzina eksponowała jakąś przeszłość AK owską czy przedwojenną, z niewłaściwymi elementami zmarłej osoby, to to też było cenzurowane. Oczywiście to podstawowa część cenzury dotyczyła artykułów w prasie czy, wydawnictw książkowych. Natomiast ta cenzura była, bym powiedział, też bardzo takim delikatnym barometrem nastrojów i ona się zmieniała w czasie. To znaczy były okresy, kiedy można było napisać nieco więcej o pewnych sprawach, albo okresy, w których nie pozwalano pewnych rzeczy pisać. To dotyczyło zarówno pewnych wydarzeń, jak i konkretnych osób.
I tutaj, dzięki ucieczce Tomasza Strzyżewskiego, krakowskiego cenzora w 77 roku, który wywiózł pokaźną część instrukcji, zapisów cenzorskich z tego okresu dokonana została fotografia cenzury, która jest w tym sensie unikalna, że później zniszczono znaczną część archiwów cenzury. My nie jesteśmy w stanie odtworzyć dokładnie tego procesu ewolucji. Niemniej jednak te informacje, które mamy, pokazują, że na przykład działało to w ten sposób, że na przykład jak się jakaś osoba naraziła, to miała wprowadzana zakaz cenzury albo zakaz publikacji, który później mógł być złagodzony. Tutaj takim pierwszym z brzegu przykładem, który mi przychodzi, jest znany publicysta katolicki Stefan Kisielewski, który na przykład po tym, jak w pewnym momencie był nawet posłem na Sejm PRL w latach 60. Związanym z ruchem Znaku. Ale później, kiedy podpadł za wystąpienie dość radykalne w marcu 68 roku, krytykujące władze, został nie tylko pozbawiony prawa drukowania, ale też właśnie jego nazwisko zostało objęte cenzurą i przez dłuższy czas nie można było nawet o. Kisielewski pisać, a nawet z nim polemizować. Później prawda, wprowadzono, złagodzono, to można już było na przykład Kisielewski polemizować.
No i wreszcie w pewnym momencie cofnięto ten zakaz. Kisielewski znów mógł publikować pod własnym nazwiskiem felietony w Tygodniku Powszechnym i tego typu przypadków było bardzo dużo. Czyli można powiedzieć, że poziom, powiedziałbym, anihilacji poszczególnych postaci był bardzo zróżnicowany. No, czasem następowało, można powiedzieć, pełne odpuszczenie win, jak w przypadku polskiego noblisty Czesława Miłosza, który po ucieczce na Zachód, co nastąpiło, przypomnę z funkcji dyplomaty PRL owskiego, został wyklęty i przez długie lata był kompletnie zakazany, po czym w po tym, jak uzyskał Nagrodę Nobla No nie tylko pozwolono znowu informować, że ktoś taki jak Czesław Miłosz istnieje, ale też pozwolono na publikacje jego utworów, choć oczywiście też nie wszystkich, bo były takie, które uznawano, że są niecenzuralne i tych do roku 89 oficjalnie w Polsce nie pozwolono opublikować. Więc na przykładzie cenzury widać szczególnie wyraźnie, jak ten system był. Amplituda poziomu represji i kontroli społecznej zmieniała się w czasie. Większość Polaków oczywiście traktowała system komunistyczny z nieufnością, zwłaszcza do 56 roku, kiedy ten poziom sowietyzacji był wyjątkowo brutalny i poziom terroru był bardzo, powiedziałbym, znaczący.
W związku z tym ten pierwszy okres to jest okres likwidacji struktur Polskiego Państwa Podziemnego, likwidacji partyzantki antykomunistycznej. To jest w istocie rzeczy Polska jest w jakimś zakresie pogrążona w czymś na kształt wojny domowej, choć w tej wojnie domowej biorą też udział wojska sowieckie. Ale to się tak naprawdę kończy w 47 roku, po amnestii, kiedy miażdżąca większość oddziałów leśnych po prostu ulega samolikwidacji, Pozostaje tak naprawdę nieco około tysiąca partyzantów, bardzo rozproszonych grupach, którzy właściwie nie odgrywają żadnej roli. Zaczyna się druga fala oporu, tak zwana konspiracja młodzieżowa. Masowo, zwłaszcza młodzież szkolna tworzy różnego rodzaju organizacje. Właśnie takie kilkuosobowe, które tam malują najczęściej jakieś napisy na murach "Precz z PPR em", "Bierut zdrajca". One są wyłapywane przez bezpiekę. Ich poziom zagrożenia dla dla systemu jest niewielki. Natomiast oczywiście ci ludzie są bardzo, bardzo mocno represjonowani. Jest takie sformułowanie młodsi od swoich wyroków, czyli często ludzie, ludzie nastoletni dostają wyroki 20 lat więzienia czy dożywocia, czy wręcz kary śmierci. W przypadku, jeśli ta młodzieżowa organizacja posunęła się dalej i zorganizowała zamach na jakiegoś funkcjonariusza partyjnego czy bezpieki.
Natomiast to zostaje, można powiedzieć, na przełomie lat 40. I 50. Ta konspiracja młodzieżowa w dużym stopniu zdławiona i można powiedzieć, że w pierwszej połowie lat 50. Polska jest u progu zbudowania systemu totalitarnego. Czy komuniści są w Polsce? U progu zbudowania systemu totalitarnego? Na szczęście to się nie udaje. Za sprawą śmierci Stalina i później procesu destalinizacji, a także oporu ze strony Kościoła, który wprawdzie po 53 roku, po internowaniu prymasa Wyszyńskiego, po uwięzieniu tych najbardziej nieposłusznych biskupów, też jest w dużym stopniu zwasalizowany. To nie jest całkowicie podporządkowany. I przychodzi rok 56 i następuje, można powiedzieć, wielka fala odrodzenia, aktywności społecznej, takiej właśnie takiego dążenia do wolności. Ale trzeba powiedzieć jasno, że to dążenie do wolności ma już, powiedziałbym, wyraz w taki, powiedziałbym, ograniczony. To znaczy z jednej strony mamy bunt robotników Poznania w 56 roku, którym rzeczywiście się pojawiają hasła takie bardzo radykalne, w rodzaju no właśnie, Sowieci do domu, czyli niech wojska sowieckie opuszczą Polskę, żądamy wolnych wyborów. Ale tak naprawdę to zostaje dość brutalnie przez komunistów zdławione i później, w okresie polskiego października 56 roku, który toruje Gomułce drogę do władzy, te hasła stricte niepodległościowe są już nieobecne.
Natomiast jest obecne hasło naprawy socjalizmu, hasło, powiedziałbym no właśnie takiego zbudowania ustroju opartego o samorząd robotniczy, takiego, w którym partia komunistyczna dalej rządzi, ale nie jest już tak wszechobecna, tak dominująca. I Gomułka w pewnym zakresie realizuje tą obietnicę. To znaczy system represji w czasach Gomułki jest już nieporównanie łagodniejszy niż w czasach Bieruta. Co nie znaczy, że Gomułka toleruje działalność opozycyjną. Nie, on dopuszcza właśnie taką, powiedziałbym, koncesjonowaną opozycję, której symbolem jest na przykład właśnie środowisko krakowskiego Znaku i Tygodnika Powszechnego, który ma tam kilku posłów w Sejmie, którym tam od czasu do czasu się pozwala coś powiedzieć. Ale oczywiście Gomułka się tym kompletnie nie przejmuje. Natomiast w momencie, w którym się pojawiają już jakieś takie, powiedziałbym, bardziej radykalne żądania, jak na przykład słynny list 34 intelektualistów 64 roku, którzy protestują przeciwko cenzurze, przeciwko ograniczaniu przydziałów papieru na druk książek i czasopism. No to następuje kampania propagandowa wymierzona w nich zakazy druku, zakazy publikacji, ale też, co znamienne, już nie aresztowania. Gomułka, jeśli już karze kogoś aresztować, no to ludzi, którzy są uważani albo za ludzi, którzy sieją dywersję wewnątrz partii, patrz Kuroń i Modzelewski.
I list otwarty do partii, albo którzy rzeczywiście są podejrzewani o działalność terrorystyczną. To jest organizacja Ruch Czumy i Niesiołowskiego, która w pewnym momencie planowała podpalenie Muzeum Lenina w Poroninie. No i zrobiono z nich wielkich terrorystów. Zostali aresztowani, dostali kilkuletnie wyroki. Więc tutaj oczywiście ekipa Gomułki już się, już się nie patyczkowała. Jeśli powstawała organizacja rzeczywiście stricte konspiracyjna, z jakimiś takimi planami działań, no, trudno powiedzieć, czy terrorystycznych, bo oni tam nikogo nie chcieli zabić, tylko chcieli po prostu zniszczyć jeden z obiektów kultu Lenina z okazji 100 lecia jego urodzin, bo chodziło o rok 1970. W każdym razie widać wyraźnie, że Gomułka z trudem już, ale toleruje pewne odruchy wolnościowe, które mają. No właśnie, albo wymiar, powiedziałbym, stricte religijny. Tu oczywiście najważniejsze są obchody 1000 lecia milenium Chrztu Polski. To jest To jest rzeczywiście ogromny ruch społeczny i ten konflikt Wyszyńskiego, kardynała Wyszyńskiego z Gomułką ma właśnie ten kontekst, powiedziałbym, wolnościowy, bardzo mocny. A z drugiej strony to jest oczywiście bunt młodzieży. To jest oczywiście rok 68, gdzie rzeczywiście okazuje się, że to młode pokolenie Polaków, które wyrosło właśnie w epoce 14 lecia gomułkowskiego, jest kompletnie niezadowolone z tej Polski gomułkowskiej.
Nie docenia tych wszystkich dokonań, o których stale mówił Gomułka, który uwielbiał się porównywać z Drugą Rzeczpospolitą. Jakbyśmy przeczytali jego przemówienia, to tam nieustannie on porównywał, pod jakim względem jesteśmy dużo wyżej niż w Polsce międzywojennej. Tylko, że ludzi urodzonych po II wojnie światowej mało obchodziło to, że pod względem na przykład mechanizacji rolnictwa Polska w 67 roku stoi nieporównanie wyżej niż druga Rzeczpospolita i w efekcie czego można zboża kwintala zbierać czy ziemniaków dużo więcej niż w Polsce międzywojennej. To kompletnie nie działało. To, co fascynowało Gomułkę, było odrzucane przez młodych i to zresztą było też odrzucane przez część aparatu władzy. I stąd się wzięło to niezadowolenie. Frakcja partyzantów. Tu też dochodził element, powiedziałbym, takiego odradzania się polskiego nacjonalizmu w kostiumie PZPR owskim. To właśnie są partyzanci Moczara. To wszystko też było elementem pewnego fermentu, który ostatecznie skanalizował się w Grudniu 70 po rewolcie robotniczej na Wybrzeżu, która właśnie była takim eksplozją niezadowolenia społecznego narastającego przez całe lata 60. Niezadowolenia z tego, że nawet w innych krajach, już nie mówiąc o Zachodzie, o którym tam powoli.
Ludzie coraz więcej wiedzieli, ale że nawet w Polsce się żyje gorzej niż w innych krajach bloku sowieckiego. I to oczekiwanie, że nastąpi jakaś zmiana, że poziom życia się poprawi. Oczywiście było sztandarowym pomysłem Gierka i jego ludzi, którzy obiecali Polakom modernizację, zbudowanie nowej, drugiej Polski, jak mówiło jedno z głównych haseł w latach 70. I ta obietnica została przez Polaków rzeczywiście w znacznej części bardzo dobrze przyjęta. Jak się na przykład pamiętam wspomnienia Jacka Kuronia zwolnionego z więzienia na początku lat 70. I Kuroń pisze, że był przerażony stanem zadowolenia z samozadowolenia społecznego na początku lat 70. Nikomu tam w głowie nie była jakakolwiek opozycja. Całe to środowiska się rozsypały. Dlaczego? Dlatego, że to był moment, moim zdaniem najwyższego poziomu akceptacji Polaków dla rządów komunistycznych. Takiego pogodzenia się, że już innej Polski nie będzie, że w sumie ta Polska jest całkiem niezła. Wprawdzie nie ma demokratycznych wyborów, ciągle jest cenzura, ale już na przykład łatwiej wyjechać na zachód. Można tam dorobić, prawda? Z drugiej strony ten Gierek się lepiej prezentuje od tego Gomułki pod każdym względem, można powiedzieć i przemówienia wygłasza.
Lepsze wprawdzie było dlatego, że Gierek sam nie pisał tak jak Gomułka pisał swoje przemówienia, tylko pisali to ludzie bieglejsi w piórze. Więc Gierek ładnie czytał te przemówienia, więc to wszystko się im bardziej podobało. No ale problem polegał na tym, że to był cud na kredyt i jak wiadomo, kredyty kiedyś trzeba spłacać. A Gierek wierzył, że ta gospodarka dostanie takiego przyśpieszenia dzięki tym wszystkim inwestycjom, że nie będzie problemu ze spłatą tych kredytów. Tymczasem w połowie lat 70. Stało się jasne, że problem jest i to coraz większy. Polska wpadła w tę pułapkę zadłużeniową. Ta pętla się zaciskała na szyi Gierka coraz mocniej. I przyszedł rok 76. Nieudana podwyżka cen, protesty w Radomiu, w Ursusie, w Płocku i w efekcie czego narodziny tak zwanej opozycji przedsierpniowej. To znaczy ta opozycja, która się tliła gdzieś tam od 56 roku w Warszawie i kilku największych miastach teraz uzyskała, można powiedzieć, większą swobodę. Ten próg strachu się obniżył przed represjami. No i takim pierwszym eksperymentem opozycyjnym stał się Komitet Obrony Robotników. I podczas gdy Gomułka z całą pewnością po powstaniu KORu kazał, by jego członków natychmiast aresztować i oskarżyć o antypaństwową organizację, wsadzić na kilka lat więzienia.
Gierek się na to nie zdecydował. Nie zdecydował się dlatego, że zależało mu na relacjach z Zachodem. Zależało mu na opinii tego liberalnego sekretarza. Więc oczywiście tych ludzi z KOR u nękano na różne sposoby. Zwalniano z pracy, robiono rewizje. Nie wiem, tam, prawda, kogoś tam pobito od czasu do czasu, natomiast nie urządzano im procesów politycznych, nie skazywano ich na wieloletnie kary więzienia, co najwyżej zatrzymywano na 48 godzin. I to sprawiło, że zaczęła się tlić ta przedsierpniowa opozycja, która nie była wielka, bo to tak naprawdę było tysiąc, kilkuset ludzi z końcem lat 70. Zaangażowanych w kilka różnych organizacji poza KoRem, w ruch obrony Praw Człowieka i Obywatela, a później Wolne związki zawodowe w studenckie komitety Solidarności. I to wszystko nagle eksplodowało latem 80 roku. Dlaczego? Dlatego, że pojawiły się dwa moim zdaniem czynniki, które łącznie spowodowały tę eksplozję. Jednym był kryzys gospodarczy, o którym już wspomniałem, który się pogłębiał. A drugim był wybór Karola Wojtyły na papieża w 78 roku, ku zdumieniu władz komunistycznych. Metropolita krakowski Karol Wojtyła zostaje papieżem i nie wypada władzom odmówić mu przyjazdu do Polski w roli papieża.
Więc ta jego pierwsza pielgrzymka w czerwcu 79 roku jest takim przełomem psychologicznym. Dlaczego? Dlatego, że miliony Polaków nagle się zbierają nie z okazji 1 maja. Trzeba pamiętać, że przez kilka dekad właściwie jedynym powodem, dla którego Polacy się gromadzili na wielką skalę i władze to tolerowały i zachęcały, były uroczystości 1 maja. Od biedy jeszcze się zgadzało na uroczystości na Jasnej Górze. Tam sierpniowe, ale już generalnie żadnych innych wielkich zgromadzeń miało nie być. Tymczasem nagle, teraz, w czerwcu 79, w ciągu kilku dni doszło do kilku wielkich zgromadzeń, w tym choćby chyba największego zgromadzenia Polaków do jakiego to są dyskusje, bo tego nie jesteśmy dokładnie stwierdzić, Ale ja osobiście, jako młody chłopak zapamiętałem msze na krakowskich Błoniach czerwca 79 roku, a największe zgromadzenie ludzi, jakie kiedykolwiek w życiu widziałem. Niektórzy mówią, że tam było około dwóch milionów Polaków. Nawet jeżeli było trochę mniej to nie zmienia faktu, że to było ogromne wrażenie. Zrobiło nie tylko na tych ludziach, którzy tam byli, ale też na tych, którzy się dowiedzieli o tym niekoniecznie z Telewizji Polskiej, która nie pokazywała tych szerokich planów, ale inni pokazywali to i
nagle Polacy zobaczyli, że ta Polska jest trochę inna niż ją dziennik telewizyjny pokazuje o 19.30. I to, i to, mam wrażenie, było takim łącznie z tym kryzysem gospodarczym, właśnie tym paliwem, które sprawiło, że eksplodowała nam solidarność. Zaczęła się rewolucja solidarnościowa, więc wielka fala strajków, później zgoda władz na powstanie związków zawodowych właśnie o nazwie Solidarność, które dochodzą do prawie 10 milionów członków. I zaczyna się właśnie te 16 miesięcy karnawału wolności, który się kończy oczywiście stanem wojennym, ale Polska już jest inna zupełnie, to znaczy od momentu wprowadzenia stanu wojennego, mimo że komuniści utrzymują się przy władzy, to bardzo wiele rzeczy, które do tego momentu były możliwe, w tym momencie stają się niemożliwe. To znaczy władze nie są w stanie już pewnych rzeczy ludziom wmawiać. No, na przykład tego, że w wyborach do Sejmu bierze udział 98 czy 99 procent uprawnionych, którzy w podobnej liczbie głosują na jedną listę Frontu Jedności Narodu. Jak się patrzy na te wyniki PRL owskich wyborów z połowy lat 80. To tam już te procenty spadają o kilkadziesiąt procent w dół, bo już wszyscy sobie zdają sprawę, że nikt by nie uwierzył w 98 czy 99 proc.
frekwencję. I to pokazuje na takim poziomie oficjalnym, ale także na wielu innych tą ogromną zmianę, jaką powoduje rewolucja Solidarności. Ona sprawia, że formalnie PRL dalej istnieje. Polska jest dalej w Układzie Warszawskim, dalej jest w RWPG, dalej jest krajem realnego socjalizmu, ale w istocie rzeczy następuje już, powiedziałbym, głęboka erozja tego systemu, zaczyna się schyłek państwowości komunistycznej, tylko nikt nie wiedział wtedy, ile ten schyłek jeszcze potrwa. I to wszystko zależało od tego, co dzieje się na Wschodzie. Dekada lat 80. jest niewątpliwie najbardziej szarą i ponurą dekadą PRL u. Oczywiście jeśli chodzi o skalę represji w stanie wojennym, to one, choć poważne, były i tak dużo mniejsze niż w czasach stalinowskich. Tutaj nie wykonywano wyroków śmierci. Parę wydano, ale zaocznie. Kary więzienia były nieporównanie mniejsze niż w czasach stalinowskich, ale były, warunki w ośrodkach internowania czy więzieniach były nieporównanie lepsze niż tych więzieniach stalinowskich. Ale nie zmienia to faktu, że rzeczywiście Polacy w stanie wojennym i w latach następnych stracili kompletnie optymizm, który cechował właśnie Polaków w okresie rewolucji Solidarności, kiedy była ogromna nadzieja na jakąś zmianę, na lepsze.
Tutaj z każdym miesiącem stanu wojennego i tego okresu po zniesieniu formalnym stanu wojennego w lipcu 83 roku, ta nadzieja na zmianę była coraz mniejsza i to zaowocowało masowymi ucieczkami. Szacuje się, że w latach 80. Z Polski uciekło około miliona ludzi, głównie młodych, najczęściej tych najlepiej wykształconych, którzy mieli poczucie, że nie chcą spędzić resztę życia właśnie w takim systemie walącego się realnego socjalizmu. I można powiedzieć, że dekada lat 80. się dzieli wyraźnie na pierwszą i drugą połowę tego okresu. Ta pierwsza połowa jest szaro bura i ponura. W 85 roku do władzy w Związku Sowieckim dochodzi Gorbaczow. I wprawdzie nie od razu, ale poczynając od roku 86, gdzie nawiasem mówiąc, ma miejsce dość dramatyczna i budząca ogromne przerażenie w Polsce i słusznie, katastrofa w Czarnobylu, ale ona okazuje się być tym, co uwalnia pewne hamulce, także w otoczeniu Gorbaczowa i u niego samego. Gorbaczow godzi się na tak zwaną własność, czyli jawność. Nagle okazuje się, że można o różnych sprawach z historii Związku Sowieckiego mówić i pisać znacznie więcej niż dotąd. Ja sam pamiętam moje zdumienie, kiedy w drugiej połowie lat 80.
już jako student Uniwersytetu Jagiellońskiego, zobaczyłem w kiosku specjalne broszurki wydawane nakładem oczywiście Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej Prasa Książka Ruch, czyli tego super koncernu PZPR owskiego, które zawierały przedruki z prasy sowieckiej o stalinizmie. I nagle tam się okazywało, że właśnie ten Stalin był psychopatycznym mordercą, że tylu to, a tylu towarzyszy wymordował. Oczywiście to wszystko miało swoje granice, ta krytyka, ale jednak to było coś absolutnie niewyobrażalnego. I to jeszcze, że to jest tłumaczenie z rosyjskiego, więc to był pierwszy sygnał, że idą zmiany. W ślad za tym oczywiście w końcu w 86 roku Jaruzelski zdecydował się na taką trzecią w latach 80. ale naprawdę solidną amnestię, po której właściwie już zostało dosłownie kilku więźniów politycznych, tych, których tam gdzieś oskarżono o szpiegostwo na rzecz Ameryki. Cała reszta więźniów politycznych została zwolniona i co najważniejsze, już nowych nie wsadzano. Po roku 76 już nie było żadnych nowych więźniów politycznych w Polsce. I to był jasny sygnał, że Jaruzelski coś kombinuje. Także po roku 86 już żadnych nowych ludzi do więzień z przyczyn politycznych nie wsadzano.
I to był jeden z sygnałów, że Jaruzelski szuka jakiegoś formy porozumienia z opozycją. Początkowo Jaruzelski wierzył, że uda się tę opozycję wykreować, powiedziałbym, gdzieś indziej niż wokół Lecha Wałęsy. Wałęsa był w tym czasie traktowany jako ta osoba prywatna. Były przewodniczący NSZZ Solidarność, którego tam rozgrywają, jakieś imperialistyczne wywiady. Natomiast ekipa Jaruzelskiego zakładała, że uda się porozumieć z uda się porozumieć z Kościołem i że to Kościół, a konkretnie prymas Józef Glemp, wykreuje jakąś grupę świeckich, z którymi uda się przeprowadzić jakieś negocjacje, które się sprzeda Zachodowi jako właśnie rozpoczęcie dialogu z opozycją. W efekcie czego Zachód nie tylko zniesie sankcje, ale też uruchomi nowe kredyty, na czym ekipie Jaruzelskiego bardzo zależało. I to właśnie dążenie do wyjścia z izolacji międzynarodowej, w jakiej Polska znalazła się po wprowadzeniu stanu wojennego, w połączeniu z zachętami płynącymi z Moskwy ze strony Gorbaczowa, stało się impulsem dla Jaruzelskiego do jakiejś formy szukania porozumienia z opozycją. Przy czym do roku 88 Jaruzelski ciągle uważał, że to może być każda opozycja, byle nie ta z sztandarem Solidarności, bo po to wprowadzał stan wojenny, żeby już ten sztandar nie wrócił.
Tymczasem okazało się, że tej innej opozycji za bardzo się nie da wykreować, że to nie jest wiarygodne ani społecznie, ani dla Zachodu. No i w efekcie czego w 88 roku nastąpiły dwie fale strajków. Najpierw taka słabsza, wiosenna, później silniejsza latem 88 roku, która dotarła do serca PRL owskiej gospodarki, czyli na Górny Śląsk, gdzie były kopalnie węgla kamiennego. A dlaczego o tym mówię? Dlatego, że węgiel kamienny był głównym towarem. Jedynym znaczącym towarem eksportowym Polski, gdzie można było sprzedać za twardą walutę, czyli za dolary marki, funty. No właśnie. Ten węgiel właściwie niczego istotnego na dużą skalę Polska innego nie produkowała, co dałoby się sprzedać poza węglem. W związku z tym te strajki w kopalniach Górnego Śląska, gdzie się pojawiało hasło relegalizacji Solidarności, na tyle wystraszyły Jaruzelskiego, że ostatecznie zdecydował się wysłać generała Kiszczaka do rozmów z Lechem Wałęsą. I od 31 sierpnia 88 roku od spotkania Wałęsy z Kiszczakiem w ośrodku willi MSW na ul. Zawrat w Warszawie zaczyna się ciąg tych rozmów, które później zostają przeniesione do Magdalenki, czyli ośrodka MSW w Magdalence pod Warszawą, które prowadzą do Okrągłego Stołu.
Istotą Okrągłego stołu jest taki oto pomysł ekipy Jaruzelskiego, że trzeba odblokować relacje z Zachodem, trzeba uzyskać nowe kredyty. No ale żeby to zrobić, trzeba coś dać opozycji, więc tym czymś będzie legalizacja Solidarności i dopuszczenie opozycji w pewnym zakresie do parlamentu. Ale oczywiste jest, że rządził będzie dalej generał Jaruzelski. Tyle tylko, że zmienimy konstytucję i opozycja jest z nami Kościół potrzebna po to, żeby się zgodziła na taką zmianę konstytucji i już nie będzie rządziła, nie będzie Polską rządził generał Jaruzelski jako pierwszy sekretarz, tylko będzie rządził jako prezydent . Przywrócimy urząd prezydenta i damy konstytucyjnie ogromne uprawnienia prezydentowi, czyli Jaruzelskiemu. Jaruzelski będzie dalej rządził z jakąś tam koncesjonowaną opozycją w tle, a Zachód da środki i wszystko będzie jakoś się spinało i ruszymy z miejsca. Spacyfikujemy ewentualny bunt społeczny, który gdzieś tam się jawił na horyzoncie. I tak sobie to mniej więcej wymyślono w otoczeniu Jaruzelskiego. No i przystąpiono do jego realizacji właśnie w Magdalence. Tyle tylko, że przedstawiciele opozycji Wałęsa, Geremek, Mazowiecki, Lech Kaczyński i cały szereg innych ludzi, którzy tam byli, zaczęli licytować cenę, za którą się zgodzą na taki scenariusz, który z tego sobie zdawali z grubsza sprawę.
No i ostatecznie udało im się wylicytować bardzo istotną rzecz. Mianowicie obok urzędu prezydenta miał być reaktywowany Senat, a więc druga izba parlamentu, której po wojnie nie reaktywowano i Zgodzono się. Mówię o stronie opozycyjnej na te uprawnienia ogromne dla prezydenta za cenę całkowicie demokratycznych wyborów do Senatu. Ustrojowo ten Senat miał mieć znikome uprawnienia. Najważniejszy miał być prezydent i Sejm, w którym 65% miejsc miało być zagwarantowanych dla PZPR i sojuszników. Natomiast ponieważ ponieważ Senat miał mieć całkowicie demokratyczną legitymację, to choć konstytucyjne uprawnienia miał mieć ograniczony, to miał stanowić rodzaj wyłomu w systemie, gdzie wszystko dotąd było z góry ustalane. Nagle miało być ciało, które miało mieć konstytucyjnie niewielkie uprawnienia, ale prawdziwie demokratyczną legitymację społeczną. I to jest istota kontraktu Okrągłego Stołu, to znaczy całkowicie demokratyczny Senat w zamian za super prezydenta z ogromnymi uprawnieniami. I ta konstrukcja miała być skonsumowana za sprawą wyborów czerwcowych 89 roku, kiedy Polacy mieli wybrać Sejm i Senat, a te dwie izby parlamentu połączone w Zgromadzenie Narodowe miały wybrać Jaruzelskiego na prezydenta. I tak się właśnie stało. Jaruzelski został prezydentem.
Tyle tylko, że wynik wyborów czerwcowych i to, w jaki sposób Jaruzelski został wybrany prezydentem, był tak szokujący, że cały system zaczął się w sposób żywiołowy rozpadać. O co tutaj chodzi? Chodzi oczywiście o skalę zwycięstwa Solidarności w wyborach do Senatu, gdzie jak wiadomo, na 100 senatorów 99 było z Solidarności, a ten jeden jedyny też nie do końca był z PZPR, bo to był słynny Henryk Stokłosa, przedsiębiorca z województwa pilskiego, który sobie kupił mandat swoją oryginalną piwno kiełbasianą kampanią. A Jaruzelski, owszem, został wybrany na prezydenta, ale został wybrany większością zaledwie jednego głosu. Ponieważ wiemy, jak było, to głosowanie było jawne. To był głos jedynego parlamentarzysty Solidarności, senatora Bernatowicza z województwa suwalskiego, który właśnie zagłosował jako jedyny przedstawiciel Solidarności na Jaruzelskiego. I można powiedzieć, że głosem Jaruzelskiego, głosem Bernatowicza Jaruzelski został wybrany prezydentem i cała Polska to widziała. A tak naprawdę dlaczego w takim razie zabrakło tych głosów innych Jaruzelskiego, skoro teoretycznie te 65% miejsc w Sejmie gwarantowało wyraźną przewagę w Zgromadzeniu Narodowym? Ano dlatego, że zaczęli się buntować pod wpływem wyników wyborów czerwcowych.
Tak zwani sojusznicy PZPR, czyli Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Demokratyczne te dwie pseudo partie, bo tak je należy nazwać, z czasów PRL u, które były takimi wiecznymi koalicjantami PZPR, nagle poczuły wolność w sercu i w duszach, i w głowach ich działacze i powiedzieli mamy Jaruzelskiego nie poprzemy. I rzeczywiście część posłów ZSL i SD odmówiła poparcia Jaruzelskiego. I tu strona solidarnościowa, można powiedzieć, ulegając presji Amerykanów, którym zależało na wyborze Jaruzelskiego, bo bali się upadku procesu demokratyzacji w Polsce, że to zaszkodzi Gorbaczowowi, zdecydowała się albo oddać głosy nieważne, albo nie wziąć udziału w posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego, więc umożliwiła właśnie wybór Jaruzelskiego. I teraz, można powiedzieć Jaruzelski osiągnął to, co chciał, ale było to pyrrusowe zwycięstwo. On teoretycznie miał te wszystkie uprawnienia, ale zarazem na jego oczach się dokonał bunt tej teoretycznie stanowiącej jego zaplecze w Sejmie części posłów. I to w pełni się objawiło, kiedy Jaruzelski przeforsować generała Kiszczaka na nowego premiera. Okazało się, że w tym Sejmie nie ma wystarczającej większości, żeby wybrać rząd Kiszczaka. Natomiast Wałęsa wystąpił z pomysłem stworzenia nowej koalicji z ZSL i SD i w ten oto sposób powstała podstawa pod rząd Mazowieckiego, który formalnie nie był rządem Solidarności.
ZSL u jest, ale faktycznie byli przymusowi ministrowie z PZPR u. No bo nie wyobrażano sobie wtedy, że można całkowicie PZPR odsunąć od kontroli nad takimi resortami jak obrona narodowa czy sprawy wewnętrzne, gdzie stopień upartyjnienia urzędników i generałów był na poziomie bliskim 100%. W związku z tym powstaje rząd Tadeusza Mazowieckiego i ten rząd w pierwszych tygodniach właściwie jest rządem kompletnie wyizolowanym w Europie Środkowej. Jak wspominał Mazowiecki, kiedy pojechał na pierwsze spotkanie z jego udziałem przywódców państw Układu Warszawskiego, to spotkał tam takie postacie, jak na przykład najsłynniejszy Nicolae Ceauescu z Rumunii. Ale 2 miesiące później Nicolae już nie żył. I to jest ten element, o którym się często zapomina, a mianowicie wydarzenia w Polsce stają się katalizatorem ogromnego wzmożenia wolnościowego w Europie Środkowej i rodzą tak zwaną jesień narodów. I to jest znaczone oczywiście takimi wydarzeniami jak upadek muru berlińskiego Na początku listopada 1989 roku, w kilka dosłownie tygodni później, w drugiej połowie listopada, dochodzi do aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji, wreszcie rewolucja grudniowa w Rumunii. Na Węgrzech ten proces jest jest bardziej ewolucyjny, przypomina trochę Polski.
Tu, można powiedzieć polscy i Polacy, i Węgrzy idą równolegle. Zmiany, demokratyzację na Węgrzech rzeczywiście się dokonują. Przez cały rok 89 i Węgierska Partia Komunistyczna rozpada się nawet wcześniej niż PZPR, bo jesienią 89 roku. To czas, gdy nasza partia komunistyczna, czyli PZPR, ulega samolikwidacji w styczniu 90 roku. Ale wszystko to jest możliwe za sprawą moim zdaniem, decyzji milionów Polaków zamanifestowanej w wyborach czerwcowych, które ja nazywam plebiscytem czerwcowym. W istocie rzeczy bowiem, moim zdaniem wybory 4 czerwca 1989 roku nie były takimi klasycznymi wyborami, tylko byli czymś w rodzaju plebiscytu za PRL em bądź przeciw PRL owi, w którym, żeby była jasność, nie wszyscy Polacy, ale wyraźna większość opowiedziała się przeciwko kontynuacji eksperymentu ustrojowego o nazwie Polska Ludowa, a za jakąś zmianą. Tą zmianą ostatecznie okazała się Trzecia Rzeczpospolita, z wszystkimi swoimi wadami i zaletami. Ja widzę zawsze więcej zalet niż wad i tu jestem w sporze z krytykami III RP, którzy zwłaszcza ostatnimi czasy nieustannie podnoszą, że tu się mnóstwo rzeczy nie udało. Ja się uważam, że znacznie więcej rzeczy udało się przez te 35 lat, niż nie udało.
Jest oczywiste, że wielu Polaków porównuje rok 1918 narodziny II Rzeczypospolitej z narodzinami III Rzeczypospolitej w 1989 roku i są tu zarówno podobieństwa i różnice. Dla mnie największym podobieństwem jest to, że w istocie rzeczy to jest proces ewolucyjny. Nie jest tak bowiem, że druga Rzeczpospolita się urodziła jednego dnia. 11 listopada to był tylko pewien krok na drodze, która się zaczęła w 1916, kiedy akt 5 listopada zaczął tworzyć tzw. Królestwo Polskie, a skończyła gdzieś tam w roku 22, kiedy Sejm Rzeczypospolitej podjął decyzję o inkorporacji Wileńszczyzny i zakończył się proces budowy granic II Rzeczpospolitej. No ale to jest też zarazem różnica. Trzecia Rzeczpospolita nie musiała na szczęście zmieniać w żaden sposób swoich granic. Ten problem wojenny walki o granice nas ominął. Natomiast to, co było wspólne, to poczucie wolności. Rzeczywiście bardzo wielu Polaków od listopada 18 roku miało poczucie, że wreszcie żyje we własnym państwie. I podobnie było u wielu Polaków właśnie po czerwcu 89 roku, bo choć jeszcze istniała PZPR, istniała gdzieś tam Służba Bezpieczeństwa, Już się tym nikt za bardzo nie przejmował, nikt się ich nie bał.
W związku z tym tak naprawdę dla mnie czerwiec 4 czerwca 89 jest rzeczywiście początkiem końca systemu komunistycznego w Polsce. Natomiast oczywiście likwidacja jego pozostałości trwała bardzo długo i tu trwa spór, czy ona się w ogóle do dziś skończyła. Ale podobnie było z drugą Rzeczpospolitą. Likwidacja pozostałości po czasach zaborczych trwała przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego i w niektórych sprawach się w ogóle nie skończyła do 39 roku. Dlaczego? Na przykład w porządku prawnym, jeśli chodzi o prawo małżeńskie i inne kwestie, obowiązywały różne rozwiązania dotyczące poszczególnych części tego już formalnie niepodległego od dwudziestu lat państwa, więc to pokazuje nam mnóstwo analogii. To likwidowanie reliktów przeszłości jest procesem długotrwałym, ono się nie dokonuje ani jednego dnia, ani jednego tygodnia i nawet jednego miesiąca. To trwa zawsze lata i to łączy drugą i trzecią Rzeczpospolitą.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Antoni Dudek -
Twórca / Wytwórnia
Dudek, Antoni (świadek historii); Stremecki, Marek (prowadzący, realizacja); Różański, Maciej (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
09/10/2025 -
Czas trwania
0h 53min 54sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3203 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink