Andrzej Warchił
Warchił, Andrzej (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
05/11/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Andrzej Warchił
Mam w tej chwili sześćdziesiąt, prawie dwa lata i z tego mojego życia, w moim życiu wydarzyło się wiele różnych rzeczy. Ale chyba tym momentem, który był najistotniejszy, to był [19]89 rok, wybory czerwcowe w [19]89 roku. To po pierwsze dlatego, że wtedy miałem 25 lat, więc już byłem dość dojrzałym człowiekiem, ale wciąż jeszcze młodym i miałem swoje porachunki wcześniej z PRL-em i wielkie nadzieje, że kiedy PRL się skończy i zacznie się jakaś nowa rzeczywistość, to ona po prostu będzie nowa, lepsza, ciekawsza i pod każdym względem będzie mi odpowiadała. A skończy się to, co było wcześniej. A druga rzecz zaangażowałem się jako wolontariusz w kampanię wyborczą wtedy w [19]89 roku i zaangażowałem się na rzecz dosyć specyficznego kandydata. To był kandydat Komitetu Obywatelskiego. A tym kandydatem był Włodzimierz Mokry. Nieprzypadkowość tego, że akurat znalazłem się jako wolontariusz w grupie pomagającej jemu, wynikała z tego, że ja jestem Ukraińcem. Z ukraińskiej mniejszości narodowej w Polsce. I tenże kandydat został wybrany przez Komitet Obywatelski "Solidarności" właśnie z tego naszego środowiska. To była pewna taka koncepcja, żeby pokazać, że w Polsce mieszkają nie wyłącznie Polacy, że mieszkają także ludzie innych narodowości. A w związku też z historią ukraińskiej mniejszości, no to był też taki gest ze strony tych środowisk solidarnościowych, przynajmniej pewnej części tych środowisk. I tenże Włodzimierz Mokry, który wtedy był bodajże już doktorem na Uniwersytecie Jagiellońskim, został skierowany do okręgu wyborczego Choszczno. Był jedną z tych takich postaci, dla mnie wtedy bardzo istotną, dlatego że on wychodził na zewnątrz. On nie krył się z tym, że jest Ukraińcem, występował publicznie, mówił o tej swojej ukraińskości. A druga rzecz była dosyć istotna, że on nie miał tych barier związanych z tym, że my jako Ukraińcy musimy się izolować od Polaków, że żyjemy we własnym świecie, we własnym środowisku. On wychodził na spotkanie do środowiska polskiego. Kiedy dostałem propozycję, żeby pojechać tam i być jako wolontariusz, pracować na rzecz jego wyboru, to po prostu przyjąłem to jako rzecz oczywistą. Ja tam muszę być. Myśmy się zajmowali dwoma rzeczami: lepieniem plakatów, oczywiście tysiące plakatów, Wałęsa z rączką na ramieniu Włodzimierza Mokrego, no i organizowaniem spotkań i jakimś tam pilnowaniem tych spotkań jego z mieszkańcami. Ludzie przychodzili na te spotkania, zadawali czasami pytania. Oczywiście to, co powiedziałem jeszcze, że to było dosyć dziwne, bo przychodzili ludzie, którzy potrzebowali prostych informacji, spotykali się z tym kandydatem, który był literaturoznawcą, więc trochę tak próbował mówić metaforami. Niekoniecznie to było zrozumiałe. Do tego wszystkiego próbował przemycić jeszcze tą opowieść o tym, że Polska wcale nie jest taką jednonarodową społecznością, że są też nie tylko Polacy, co spotykało się albo ze zdziwieniem, albo z kompletnym niezrozumieniem. Natomiast to, co było najbardziej dojmujące tym wszystkim, to taka bierność i brak entuzjazmu. To, że ludzie nie wierzyli, że nastąpi jakaś zmiana. Był taki moment, jechaliśmy, przenosiliśmy się z Choszczna do Gorzowa, zmienialiśmy miejsce, gdzie byliśmy zakwaterowani i w autobusie PKS-u podszedł do nas, rozpoznał tego naszego kandydata jakiś pasażer i on tak mówił "ale po co wy to wszystko robicie? Przecież to i tak nie ma sensu. I tak się nic nie zmieni. Wszystko pozostanie tak, jak jest". Jemu nie chodziło o to, że jeżeli nastąpi zmiana, to przyjdzie nowa władza i ona będzie dokładnie taka sama. Tylko, że ten system jest już tak dobrze wrośnięty w nasz kraj, że tu w zasadzie żadna zmiana jest niemożliwa. To było ciekawe, poza wszystkim innym, to znaczy uczestniczenie w tym wszystkim było ciekawe, niezależnie od tego, co się stanie. Ja byłem wcześniej w [19]82 roku aresztowany, miałem dosyć dużo przejść z milicją, dlatego mówię o tym, tych moich porachunkach z PRL-em. Więc no nie wiem, no po prostu no pracowałem, bo to, bo uważałem, że to ma sens. Do samego końca należało to robić, ale nie popadłem w jakiś taki pesymizm ponury. Po prostu patrzyłem na to wszystko i myślałem "rany, to się nie uda". Ale trzeba robić do końca to, co to, do czego się sam zobowiązałem.
W dzień wyborów, 4 czerwca, ludzie zagłosowali, a my siedzimy wieczorem w tej siedzibie Komitetu Obywatelskiego, Komitetu Obywatelskiego "Solidarności". To warto zaznaczyć, żeby się terminy nie myliły. Jeszcze jest Tiananmen, tak, dosyć przygnębiające wiadomości z Chin przychodzą. Siedzimy tam w tym komitecie Obywatelskim. Ja po tych doświadczeniach, tego ponad miesiąca spędzonego w trakcie tej pracy na rzecz kandydata Włodzimierza Mokrego w tym okręgu Choszczno, jestem przekonany, że myśmy przegrali. Nie wiedziałem, nie szacowałem wyników, ale ja byłem przekonany, że myśmy przegrali. Prawdę mówiąc, nawet miałem taką myśl, że w gruncie rzeczy rano prawdopodobnie mogą, no nie nas akurat tam wolontariusze, ale że nas mogą zaaresztować po prostu, że to się skończy, że to się skończy w ten sposób. Być może byłem największym pesymistą, ale obserwowałem. Mam jakąś taką umiejętność obserwowania rzeczywistości. Więc ten brak entuzjazmu, ta bierność, z którą myśmy się tam stykali, dawała mi do tego podstawy. I to było kilka godzin takiego, chodzi o mnie, o mój nastrój, bo nie badałem, jak to było u innych, między tym moim absolutnym pesymizmem, że to w zasadzie się nie udało, tymi informacjami, które spływały z Warszawy i pierwszymi informacjami, które zaczęły spływać z okręgów, z lokali wyborczych z tego naszego okręgu, które nie były takie jak warszawskie, ale też nie były tak bardzo złe. To znaczy ja nie pamiętam w tej chwili, to można by to sprawdzić, ten wynik tam spowodował, że ten nasz kandydat przeszedł. Nie przeszedł jakąś wielką większością głosów, przeszedł tak trochę o włos, ale przeszedł. Czyli jednak pewna nadzieja w ludziach, którzy mi się wydawali pozbawieni tej nadziei na zmianę, zadecydowała, że oni mimo wszystko zagłosowali na tego kandydata. I to było tych kilka godzin, kiedy ten mój nastrój się podnosił, to znaczy z tej niewiary zmieniał się w jakąś nadzieję, że ta zmiana nastąpi. No i 5 czerwca, 5 czerwca była inna Polska.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Andrzej Warchił -
Twórca / Wytwórnia
Warchił, Andrzej (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
05/11/2025 -
Czas trwania
0h 8min 2sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3233 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Relacja Andrzeja Warchiła dotyczy osobistych doświadczeń związanych z wyborami czerwcowymi 1989 roku oraz zaangażowaniem w kampanię Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Relacjonujący opowiada o udziale jako wolontariusz w kampanii wyborczej Włodzimierza Mokrego, kandydata wywodzącego się z ukraińskiej mniejszości narodowej, oraz o znaczeniu tej kandydatury dla widoczności mniejszości w życiu publicznym. Wspomina przebieg kampanii w okręgu Choszczno, reakcje wyborców, atmosferę sceptycyzmu i braku wiary w możliwość zmiany ustroju. W dalszej części relacji opisuje dzień wyborów, oczekiwanie na wyniki oraz moment stopniowego przechodzenia od pesymizmu do poczucia nadziei na realną zmianę.