Aleksandra Kosior
Kosior, Aleksandra (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);
18/11/2025
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Aleksandra Kosior
W 1997 roku w lipcu miałam 6 lat, więc byłam jeszcze małą dziewczynką. Pamiętam, że mama wróciła wcześniej z pracy, pracowała w wojskowości jako pracowniczka cywilna, ale przekazali mi informację wcześniej o tym, że rozpocznie się powódź, że już fala płynie przez Polskę. I w tym momencie mama wróciła i zaczęliśmy przygotowania do tej fali. Nikt nie wiedział tak naprawdę, jaka będzie skala powodzi, ale już wiadomo było, że będzie prawdopodobnie źle. Jak już przywieziono piasek, to już mieszkańcy przygotowywali swoje domy tak, żeby jak najbardziej je zabezpieczyć przed wodą. Oczywiście worki z piaskiem. Pamiętam, że starałam się pomóc jak najbardziej z taką małą łopatką, brać udział w tych przygotowaniach i razem z tatą napełniłam te worki. Później starałam się chociaż je związywać, chociaż to też było dla mnie trudne, bo jeszcze byłam za mała. I następnym takim mocnym etapem przygotowań było na pewno zadbanie o zwierzęta, które były u sąsiadów. My mieliśmy akurat tylko psa i kota, więc tutaj problemu większego nie było. Ale sąsiedzi jeszcze we wsi mieli kury, kaczki, króliki. Dlatego trzeba było o te zwierzęta zadbać. Ja mieszkałam w takim domu wielorodzinnym, który wcześniej był folwarkiem i miał bardzo duże pomieszczenia gospodarcze, takie stodoły, nad którymi były strychy. I to było kilkaset metrów kwadratowych strychu, wysoko suchego i bezpiecznego. Dlatego zbudowano zagrody na tym strychu. I oczywiście było niesamowicie głośno, bo one się stresowały, nie wiedziały co się dzieje, dlaczego są przeniesione. No ale dzięki temu udało się je uratować i zwierzęta znalazły swoje bezpieczne miejsce.
Ale takim najbardziej momentem, który pamiętam, chyba było samo nadejście fali. Już w momencie, gdy wszystko przygotowaliśmy, co byliśmy w stanie. Pamiętam, że siedziałam z mamą i ciocią przed domem. Czekałyśmy na tą wodę, ale okazało się, w pewnym momencie poszłam po coś do domu coś zabrać, nie pamiętam po co. Ale zobaczyłam, że z drugiej strony podwórka już ta woda jest. I woda przypłynęła od takiej malutkiej rzeczki, po której nikt się nie spodziewał. Jednak woda z Odry się po prostu cofnęła i zaczęła się już pojawiać w naszej przestrzeni.
Ja takiego zagrożenia nie odczuwałam. Mam wrażenie, że taki największy strach dla mnie był związany z tym, że bałam się, że ktoś mnie zabierze, ponieważ widziałam jak latały helikoptery i w telewizji pokazywali osoby, które po prostu te helikoptery zabierały już z tych zalanych miejsc. Dlatego ja się bałam, że mnie zabiorą, nie daj Boże bez rodziców. Wcześniej, tuż jakoś przed tymi wydarzeniami w mojej miejscowości kładziona była nowa kanalizacja i część z tych rur została z jakiegoś powodu na naszym podwórku. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że po prostu było duże i w ten sposób zabezpieczano. I część tych rur kanalizacyjnych, plastikowych, jakieś deski, kawałki dykty mój brat wraz z kolegami, oczywiście tam bardziej przeszkadzałam niż pomagałam, ale budowali łódź taką tratwę. Babcia bardzo chciała sprawdzić, co z jej zwierzętami, które są na strychu. Babcia jeszcze tam miała kilka kurek, więc sytuacja wyglądała tak, że babcia bardzo chciała się tam dostać, ale bardzo nie chciała moczyć nóg, więc chłopcy wzięli ją na tratwę i podpłynęła do tego pomieszczenia, w którym były schody na strych i w ten sposób mogła się dostać. Pamiętam, że obserwowałam to z mamą bardzo zaskoczona przez okno z pierwszego piętra. Byłyśmy zdziwione co się dzieje, gdzie ta babcia się wdrapuje, ale była zadowolona, że mogła zadbać o swoje zwierzęta.
Po jakimś czasie miałam możliwość wyjechać z mamą do Gniezna i spędzić tam trochę czasu w bardzo miły sposób. Były różne wycieczki i było bardzo przyjemnie, więc tak naprawdę można było troszeczkę o tej powodzi zapomnieć. Ale w tym czasie tata i głównie mężczyźni we wsi zostali z takim zadaniem, żeby trochę uprzątnąć po tej, po tej fali, ponieważ woda dosyć szybko opadła.
Myślę, że właśnie ta powódź w [19]97 roku była taką pierwszą mocną rzeczą, którą zapamiętałam, bo oczywiście mam jakieś wspomnienia z dzieciństwa, takie zwyczajne, jak mają wszystkie dzieci. Ale ta powódź to było takie pierwsza rzecz, którą zapamiętałam też z datami, z tym, co się rzeczywiście działo krok po kroku, z jakimiś takimi emocjami, które wtedy towarzyszyły. I mam wrażenie, że to tak mocno wpłynęło też na jakąś tam resztę mojego życia, że gdzieś ciągle to wspomnienie jest i co roku, jak jest rocznica, zawsze też mam to w głowie. Pamiętam o tym, że było to jakieś takie duże i z jednej strony trudne przeżycie, z drugiej strony jako dziecko wtedy jeszcze takie przeżycie związane z jakąś przygodą, choć to brzmi może teraz z perspektywy dorosłej osoby głupio, ale było to coś mocnego po prostu takie mocne wydarzenie w życiu.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
Aleksandra Kosior -
Twórca / Wytwórnia
Kosior, Aleksandra (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
18/11/2025 -
Czas trwania
0h 5min 56sek -
Miejsce
-
Numer inwentarzowy
MHP-07-3243 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Słowa kluczowe
Opis
Relacja Aleksandry Kosior dotyczy doświadczeń związanych z powodzią w 1997 roku, widzianych z perspektywy sześcioletniego dziecka. Relacjonująca opisuje przygotowania rodziny i sąsiadów do nadchodzącej fali, w tym napełnianie i układanie worków z piaskiem, zabezpieczanie domów oraz opiekę nad zwierzętami gospodarskimi i domowymi. Wspomina moment nadejścia wody, budowanie tratwy i działania ratunkowe, które umożliwiły opiekę nad zwierzętami, a także własne emocje związane z zagrożeniem i obserwacją wydarzeń. Relacja zawiera także wątki późniejszych chwil spędzonych poza miejscem powodzi oraz porządkowania skutków zalania, a narratorka refleksyjnie podsumowuje znaczenie tego doświadczenia w swoim życiu i jego trwały wpływ na pamięć osobistą.