Agata Wagner - Mediateka - Muzeum Historii Polski w Warszawie SKIP_TO
Wizyta w muzeum Przejdź do sklepu
Historia mówiona
Audiovideo

Agata Wagner

Wagner, Agata (świadek historii); Rottermund-Taraszkiewicz, Elżbieta (prowadzący/a rozmowę); Gil, Paweł (operator kamery);

16/12/2025

Transkrypcja

Agata Wagner

Mieszkaliśmy w Nysie na osiedlu, które było dość sporo oddalone od rzeki. Żeby się dostać do samego centrum Nysy, musieliśmy przejechać przez jeden albo przez drugi most. I to był ten gdzieś tam się później wydarzyło, bo jakby nic nie przekazywano ani w radiu, ani w telewizji. To był po prostu taki jeden ze zwyczajnych dni. Jedynym odstępstwem od tego było to, że przez ostatnich kilka dni po prostu padał deszcz. Pogoda nie była zbyt dobra. I w momencie, kiedy tato pojechał na zakupy razem z moją siostrą i przejechał przez ten most, to jeszcze było wszystko w porządku. Ta woda była wysoko, bo przez te opady deszczu, więc ten poziom był dość wysoki, ale nic nie zapowiadało też tego, że most zostanie zamknięty, czy ludzie nie będą mogli tamtędy przechodzić ani przejeżdżać. Pamiętam, że mama tylko słuchała radia. To chyba nawet było Radio Opole. I pojawił się taki komunikat po jakimś czasie, że sytuacja jakby gwałtownie się zmienia, że idzie do nas wielka woda, że Nysa zostanie zalana i żeby się po prostu ewakuować. I pamiętam przerażenie na twarzy mamy, kiedy powiedziała, że przecież tam jest tato z moją siostrą, tak?. I jakby sytuacja była na tyle dynamiczna, że kazała nam pójść z moją młodszą siostrą szybko do sklepu, żeby kupić jakąś wodę i drożdże. I pamiętam, że robiłyśmy kilka kursów, bo nie byłyśmy w stanie za jednym zamachem przynieść tej wody i tych drożdży. A mama w tym czasie napuszczała wodę do wanny, żeby była ta woda jakoś zabezpieczona. Słuchała radia i cały czas siedziała przy telefonie stacjonarnym, żeby ewentualnie usłyszeć jakąś wiadomość od taty. Bo wtedy to były takie czasy, kiedy nie było telefonów komórkowych. Były telefony komórkowe, ale nie były one aż takie popularne i jednak ten kontakt odbywał się przez telefony stacjonarne, więc mama liczyła na to, że jeżeli coś się stanie, to tato w jakiś sposób się z nią skontaktuje, żeby jej o tym powiedzieć. Dopiero po kilku godzinach tato wrócił razem z siostrą z tego miasta i jak się okazało, będąc na zakupach on chyba usłyszał od jakiegoś sprzedawcy, który akurat wyszedł z tego sklepu, że idzie wielka woda do nas i trzeba uciekać, trzeba ewakuować się, bo zaraz zacznie zalewać centrum miasta. Tato zostawił po prostu samochód na jednej z ulic i szybko przebiegł z moją siostrą do tego mostu. Okazało się wtedy, że woda jest już tak wysoko, że przelewa się przez ulice i wojsko postanowiło zamknąć ten most, żeby czasami nie doszło do uszkodzenia. Więc nie przepuszczało już nikogo samochodami i nie pozwalało też przejść ludziom przez ten most. Tacie się jakoś udało wybłagać tego wojskowego, żeby ich przepuścił i żeby mógł przejść i wrócić na drugą stronę rzeki, bo akurat mieszka po drugiej stronie na osiedlu. No i dzięki temu tato wrócił do domu, bo gdyby nie jakby dobra wola tego wojskowego, tego żołnierza, to prawdopodobnie tato by tam został. A że my tam nie mieliśmy rodziny w samym centrum, no to musieliśmy sobie jakoś poradzić. Jak tato wrócił z moją starszą siostrą do domu, to pamiętam, że otworzył drzwi i mama rzuciła mu się na ramiona i się rozpłakała. Wiem, że tato wieczorem chyba poszedł na zakład pracy, bo tam szykowali też worki, bo bali się, że ta rzeka wystąpi całkowicie z koryta i przeleje się na ten zakład pracy. Więc nie było wtedy ani jedzenia tak dostępnego. Nie było chleba, nie było wody. Dopiero po kilku dniach wojsko zaczęło faktycznie przywozić mieszkańcom jakiekolwiek tam rzeczy czy środki czystości. Ale to było takie trudne przeżycie.

Ja pamiętam, że chyba na następny dzień, albo może dwa dni później, my zeszliśmy, żeby zobaczyć wzdłuż tej rzeki. Było bardzo dużo ludzi ustawionych jakby po drugiej stronie i widzieliśmy tą rzekę, która... Ta rzeka po prostu już jakby przelewała się całkowicie przez ten most. To był ogromny żywioł. To po prostu było niewyobrażalne to zobaczyć to. Dla takiego małego, dziesięcioletniego dziecka to było po prostu przerażające. To gdzieś tam miały być fajne wakacje, super czas, a po prostu przyszedł kataklizm, który miał niewyobrażalną siłę. Ja nigdy czegoś takiego w życiu nie widziałam. Znaczy wydaje mi się, że jakby patrząc z perspektywy czasu na to, co się wtedy wydarzyło, to po pierwsze nigdy nie widziałam takiego żywiołu i takiego kataklizmu, a po drugie chyba tak sobie potem człowiek uzmysławia po takim czasie, że najważniejsza jest jednak rodzina, w tym wszystkim. I że można w krótką chwilę bardzo dużo stracić.

Dane o obiekcie

Opis

Relacja Agaty Wagner dotyczy osobistych doświadczeń związanych z powodzią tysiąclecia w 1997 roku w Nysie, widzianych z perspektywy dziesięcioletniego dziecka. Relacjonująca opisuje nagłość zagrożenia, brak wcześniejszych informacji o skali niebezpieczeństwa oraz dramatyczne oczekiwanie na powrót ojca i siostry odciętych przez wezbraną rzekę. Wspomina przygotowania do ewakuacji, gromadzenie zapasów, niepewność związaną z ograniczonym kontaktem telefonicznym oraz emocjonalne reakcje domowników. Istotnym elementem narracji jest obraz zalanego miasta, zamkniętych mostów, działań wojska oraz pierwsze dni po przejściu fali powodziowej, naznaczone brakiem podstawowych produktów i pomocą z zewnątrz. Relacja zawiera także refleksję nad siłą żywiołu oraz znaczeniem rodziny i poczucia bezpieczeństwa w obliczu katastrofy.