500 lat dzwonu Zygmunt. Rozmowa z Wojciechem Bochnakiem
Muzeum Historii Polski (producent);
12/07/2021
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
Lektor
To dźwięk dzwonu. Zygmunt z wawelskiej katedry odzywa się w dniach ważnych dla kościoła i państwa od równo pięciuset lat. Zawisł na wieży 9 lipca 1521 roku w asyście fundatora króla Zygmunta Starego, a odezwał się po raz pierwszy cztery dni później, 13 lipca. Zygmunt jest jedynym tak dużym dzwonem w Polsce, uruchamianym ręcznie. Najstarszym dzwonnikiem wawelskim jest pan Wojciech Bochnak. Dziś już jest emerytem, ale od czasu do czasu zjawia się na wieży, aby choć na chwilę chwycić za linę.
Wojciech Bochnak
Jestem najwyżej urodzonym w Krakowie człowiekiem, bo na drugim piętrze. Na Wawelu. Tam minęło moje dzieciństwo. Tam byłem chrzczony. Wawel był moim placem zabaw, więc od niemowlęctwa byłem związany z katedrą. Na pierwsze dzwonienia zaprowadził mnie ojciec. Tego jeszcze oczywiście już nie pamiętam. No ale zacząłem chodzić na dzwonienia koło 1962 roku. Z początku po prostu jako gap. Później trafiały się takie okazje, że brakowało jakiegoś dzwonnika i ówczesny szef Wojtek, potrzymaj linę, bo nie może być luźna lina, bo pozabija ludzi. No a potem po prostu zacząłem już regularnie dzwonić. Z czasem, po przejściu na emeryturę ówczesnego szefa, ja zostałem szefem Dzwonników. Zacząłem sprowadzać moich kolegów z harcerstwa, później ze studiów i wtedy się zmienił status społeczny Dzwonników. Mimo wszystko to jest zajęcie dość niebezpieczne. Obowiązują ścisłe reguły i zasady bezpieczeństwa. Tam w zasadzie nie ma miejsca. Nie ma czasu na błąd, bo dzwon ma taką masę, taką siłę, że nie ma mowy, na przykład żeby go zatrzymać w momencie jakby się któryś z dzwonników zaplątał. To wymaga błyskawicznej reakcji. Ja pamiętam jeden taki groźny wypadek. Jak lina złapała za szyję. Całe szczęście koło niego stał jego ojciec, stary dzwonnik i odwinął tę linę. Ale to po prostu to jest moment. Dlatego pod dzwonem nie może być żadnych osób postronnych. Pamiętam taką sytuację jak po wyborze papieża telewizja się zgłosiła i kazałem im siedzieć za rusztowaniem. W czasie dzwonienia kamerzysta wyszedł stamtąd, zaczął się zbliżać do dzwonnika, Dzwonnik go gestem przeganiał. Zrobił krok więcej. Lina uderzyła w obiektyw, urwała obiektyw. Na tym się całe szczęście skończyło. Oczywiście są zasady. Przede wszystkim nie ma mowy, żeby ktoś przyszedł z ulicy i złapał za linę. Przez kilka miesięcy taki uczeń jest szkolony, słucha instrukcji, jak się ma zachować. Potem, gdy zaczyna dzwonić, koło niego zawsze jest stary dzwonnik i asekuruje go po prostu. Dzwoni 12 dzwonników i zazwyczaj prawie zawsze są jeszcze jacyś zmiennicy, którzy w dłuższych dzwonieniach zastępują czy starszych, czy jakiś bardziej zmęczonych kolegów. Po każdej stronie dzwonu pod oknami stoi po sześciu dzwonników, czterech bezpośrednio pod oknem i dwóch bocznych pod dzwonem. Po prostu jest na sześciu jest za ciasno pod samym dzwonem. Od komendy dzwonimy do zakończenia dzwonienia. To jest 8 minut. To jest takie normalne, nazwijmy to regulaminowe dzwonienie. Wyjątkiem są dzwonienia procesyjne. No to wtedy się dzwoni po prostu tyle, ile trzeba. To jest góra do 20 minut, Ale to musi być, muszą być właśnie zmiennicy, to już się nie da się wytrzymać tak długiego dzwonienia. Są dzwonnicy, którzy pracują tak nazwijmy to z zatyczkami do uszu. To dotyczy, o ile pamiętam, dwóch dzwonników, którzy są muzykami. Przypuszczam, że po prostu dbają o to, żeby nie nadwyrężyć słuchu i nie stracić pracy zasadniczej. Dzwonnicy są zawodowcami. Mało tego, to jest praca płatna. Już król wyznaczył płace dla dzwonników i to jest kontynuowane do dzisiaj. Oczywiście ta płaca się zmieniała rozmaicie. Ja zaczynałem za 2 złote. W tej chwili Dzwonnik zarabia 30 złotych na dzwonieniu. Takich dziwnych dzwonień to było na śmierć Stalina, gdzie kanonik odmówił dzwonienia i wtedy dzwonili bodajże strażacy. Wyszło to wybitnie żałobnie, bo tak jak mówię trzeba umieć dzwonić. Dzwon bił w jedną stronę. Powinni być mocni, przede wszystkim sprawni. Chociaż wśród dzwonników była do niedawna pani Basia, jedyna dzwonniczka. Jak papież był w Polsce i z nami się witał w zakrystii, to właśnie wyróżnił ją, że wita tak, że naszą dzwonnicę Basię. Dzwon najlepiej słychać w nocy i we mgle. Wtedy niesie najdalej. Jest najdźwięczniejszy. W różnych miejscach Krakowa różnie go słychać. Oczywiście najlepiej słychać na północ, czyli w stronę w stronę Plant, w stronę seminarium duchownego. Przy czym są takie miejsca, gdzie go lepiej słychać. Później jest przerwa. Dalej go znowu dobrze słychać. Znowu jest przerwa. Słyszałem, że wydaje mi się, że 14 kilometrów jest słyszalny przy przy korzystnej pogodzie. Legenda mówi, że został odlany z armat wołoskich. Wydaje się, że to jednakowoż jest legenda. Odlany jest z brązu, czyli stopu miedzi i cyny w odpowiednich proporcjach. Odlany był w okolicy Bramy Floriańskiej przez ludwisarza Hansa Behema. To jest chyba jego jedyne dzieło na terenie Krakowa. Aczkolwiek król Zygmunt Stary wybitnie faworyzował rzemieślników i artystów norymberskich. Jest całe mnóstwo fundacji królewskich, które są związane z Norymbergą i tamtejszymi rzemieślnikami artystami. Jest wiele prac poświęconych właśnie mecenatowi Zygmunta Starego w zakresie rzemiosła artystycznego. Nie jest największym dzwonem, aczkolwiek na pewno ma najpiękniejszy głos i jest najsławniejszy. To jest drugie serce, aczkolwiek pierwsze serce kilkakrotnie zostało uszkodzone. Bodajże w 2000 roku zostało wymienione na nowe. Nowe jest cięższe od poprzedniego o 60 kilogramów, przy zachowaniu tych samych wymiarów. Wiąże się to z tym, że pierwotne serce było jakby powiedzieć gąbczaste, a to jest masywne. Nie zmieniło to ani dźwięku dzwonu. Trochę zmieniło się wyważenie. Zostało zmienione przez dodanie ciężarów na końcach huśtawek, bo dzwon musi być idealnie poziomo zawieszony, bo różnica paru centymetrów różnicy powoduje, że dzwon będzie bił w jedną stronę. Po przywiezieniu go spod Bramy Floriańskiej na rolkach pod Wawel. Wiadomo, że do tego użyto dwóch wielokrążków z brązu i dwóch wielokrążków drewnianych i skrzyni z kamieniami, która była przeciwwagą i dzwon na wieżę wyjechał w ciągu jednej godziny. Uczmy się pokory od starych mistrzów.
Lektor
Dzwon Zygmunt na swoim miejscu jest niewzruszenie od 500 lat. Mimo wojen, zniszczeń, także Wawelu, dziesiątek lat okupacji przez Szwedów, Rosjan, Austriaków i Niemców. Zmieniało się jego serce, lecz on sam pozostaje niezmienny.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
500 lat dzwonu Zygmunt. Rozmowa z Wojciechem Bochnakiem -
Twórca / Wytwórnia
Muzeum Historii Polski (producent) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Data wykonania
12/07/2021 -
Czas trwania
0h 9min 7sek -
Osoby występujące
-
Miejsce
-
Wydarzenie
Podcasty Muzeum Historii Polski -
Numer inwentarzowy
MHP-05-14340 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink