13 grudnia. Internowana młodość
Chołody, Lidia (scenariusz); Stremecki, Marek (scenariusz);
09/12/2021
Klasyfikacja praw autorskich
Transkrypcja
- To było takie wrażenie jak z filmu w obozie koncentracyjnym. Po drodze zatrzymano się i kazano nam wysiadać. Nie wiedzieliśmy, co się za chwilę stanie.
- Zastanawiałem się absolutnie na serio, czy trzeba będzie umrzeć.
- Jeden z tych ubeków chwycił mnie wpół i zatkał mi usta.
- Dzisiaj żyjemy w takim micie, że każdy Polak działał w opozycji. Sami opozycjoniści lubią powtarzać hasło, że w opozycji nie było tłoku. Faktycznie, tych osób, które podjęły radykalną działalność antysystemową, nie było dużo.
- Kiedy ja się zaangażowałem w NZS w 80 roku i zostałem w jesieni wybrany jego przewodniczącym. Ja byłem dumny z tego, że mnie młodego chłopaka wybrali nagle przewodniczącym organizacji na wielkiej uczelni, a jak ja wróciłem do domu i się tym zacząłem chwalić moją matką, to moja matka się zsiniała prawie. To znaczy ona mówiła to znaczy, że cię zabiją. To jest kwestia czasu. To było dla mnie niesamowite zupełnie, bo ja w ogóle w takich kategoriach nie myślałem.
- Byłam w zasadzie od początku tych przemian, czyli od września 80 roku. Najpierw rzecznikiem OKZ NZS, czyli Ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego NZS-u. Także byłam taką dość zaangażowaną osobą.
- Rewolucja Solidarności doprowadziła do tego, że władza też poza rejestracją Solidarności jako niezależnego związku zawodowego, musiała też zgodzić się na niezależną organizację studencką. I taką organizacją było Niezależne Zrzeszenie Studentów. Organizacja, która czasami bywa nazywana studencką Solidarnością.
- To było dla mnie jasne, że chodzi o stworzenie oficjalnej organizacji antykomunistycznej w Polsce, młodzieżowej, studenckiej, organizacji antykomunistycznej. To było w jakimś sensie spełnienie moich marzeń. Coś więcej nawet niż spełnienie marzeń.
- Jeżeli rozmawiamy o studentach, powinniśmy też pamiętać, że w wielu szkołach w okresie solidarnościowej rewolucji powstawały oddolnie, często spontanicznie, różne niezależne organizacje uczniowskie.
- W roku 1981 miałem 16 lat. Ani nie należałem do żadnego środowiska solidarnościowego, ani żadnych tego typu podobnych organizacji, jak na przykład Niezależne Zrzeszenie Studentów.
- Przed 13 grudnia to był jeszcze ten festiwal Solidarności, kiedy nie obawialiśmy się tak bardzo, jeśli chodzi o działalność opozycyjną, to byłem, działałem przede wszystkim w Międzyszkolnym Komitecie Odnowy. To była taka uczniowska organizacja, a poza tym robiłem coś w podziemiu, bo ja byłem drukarzem i zakładałem i rozrzucałem ulotki w grupach oporu "Solidarni". Chodziłem właśnie tutaj, do regionu na Mokotowską po to, żeby właśnie przenosić jakieś ulotki.
- Ci uczniowie w zdecydowanej większości nie byli kimś w rodzaju homopolitikus. Dla nich ta polityka duża, jakie decyzje podejmuje generał Jaruzelski, były bardzo często drugorzędne. To się dopiero zmieniło po 13 grudnia. Natomiast wcześniej, w okresie rewolucji Solidarności, oni potrzebowali niezależności. To są takie czasy, kiedy zaczyna być wydawane na przykład uczeń polski, ważna gazetka wokół której powstaje też Federacja Młodzieży Szkolnej, zrzeszająca uczniów szkół średnich nie tylko z Warszawy, ale generalnie z całego kraju.
- To dzisiaj może brzmi górnolotnie i dzisiaj młodzi ludzie być może mogą lekceważąco podchodzić do takich haseł, ale wtedy dla nas to było naprawdę ważne. Wtedy były zupełnie inne czasy. Chcieliśmy po prostu normalnego państwa, chcieliśmy normalnie żyć, chcieliśmy wyjeżdżać, chcieliśmy normalnie pracować.
- Sytuacja młodych ludzi w trakcie tej nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku nie odbiegała od sytuacji ich starszych kolegów i koleżanek. Proces internowania, zamykania do więzień ośrodków odosobnienia wyglądał tak samo. Przychodziła grupa funkcjonariuszy, mieszana grupa milicjantów, esbeków, funkcjonariuszy ZOMO. Łapali takiego delikwenta i odprowadzali go na komendę wojewódzką.
- Do mnie do domu. To przyszli przed 12. To było jedno z pierwszych mieszkań, do którego przyszła milicja. Do tej pory nie wiem, czy zostałam zatrzymana za swoją działalność, czy też w zasadzie w zastępstwie rodziców. Pierwsze co zapytali, otworzyłam drzwi, to zapytali "Pani Romaszewska?", ja powiedziałam "Tak". Na co oni powiedzieli "Zofia? Irena, Zofia?" I to już wiedziałam, że to nie i powiedziałam "Nie, Agnieszka" na co oni odpowiedzieli "Nie szkodzi, pani pójdzie z nami". A ja zaczęłam krzyczeć. Jeden z tych ubeków tak chwycił mnie od tyłu, chwycił mnie wpół i mi twarz, zatkał mi usta.
- Przyszli wtedy w nocy z 12 na 13 grudnia, przebrani za pielęgniarzy, za służbę zdrowia w białych kitlach. Moja matka przez judasza, przez zamknięte drzwi rozmawiała z nimi, o co chodzi. No i w krótkim czasie potem oni odstąpili od drzwi. Na jakiś czas uwierzyli jej. Ona wiedziała, że to byli ubecy, że coś się dzieje nadzwyczajnego. Wróciła do mnie do pokoju i rzuciła tylko jedno "Musisz zniknąć, bo przyszli po ciebie". Sąsiadka mnie przebrała za kobietę i w peruce wyszedłem z domu i przez dwa miesiące w ten sposób udało mi się, udało mi się uzyskać 2 miesiące wolności i dwa miesiące konspirowania. W mojej rodzinie bycie aresztowanym za poglądy to nie była nowość. Mój dziadek siedział w więzieniu, mój ojciec siedział w więzieniu, więc gdy się zaczął stan wojenny, to było naturalne, że będziemy coś robić. Nie wiedzieliśmy jeszcze co, ale wiedzieliśmy, że każdy na naszym małym podwórku ma coś do zrobienia.
- Duża część tych grup bardzo szybko, zwłaszcza jeżeli podejmowała jakieś takie spektakularne akcje typu nie wiem, oblanie farbą pomnika jakiegoś działacza komunistycznego czy wymalowanie np. jakichś napisów antykomunistycznych na budynku sądu po takich akcjach te grupy bardzo często wpadały i tutaj los tych osób bywał różny.
- Ja byłem osobą, która brała udział w akcji Solidarności. Dostęp do środków masowego przekazu. Przyjechaliśmy żukiem na te zakole, Wypakowaliśmy drabinę, farby, pędzle. Ja wszedłem na ten daszek i tam zacząłem malować ten napis Wolne wybory. Na drugi dzień wstałem, włączyłem telewizor i nic. Dopiero po chyba godzina dziewiąta widziałem Jaruzelskiego przemawiającego. Zjadłem kawałek czekolady i wybiegłem. Dowiedziałem się, że nastąpiły masowe aresztowania.
- Szeroko rozlewa się po kraju fala zuchwałych przestępstw, napadów i włamań.
- Cała moja młodzieńcza wiara w to, że ten kraj może być inny, może być normalny, legła totalnie w gruzach. Na drugi dzień chciałem zrobić zdjęcia funkcjonariuszom ZOMO zgromadzonym przed Zarządem Regionu Solidarność przy ulicy Zwierzynieckiej. Któryś z funkcjonariuszy to zauważył. No i otoczyli mnie. I tak się skończyła moja przygoda na wolności.
- Chyba nikt nie myślał o takiej formule jak stan wojenny. Myśmy się bali, że wejdą Ruscy.
- Nie bardzo było podstawy wierzyć, że oto stan wojenny, czyli wojna, czyli kto z kim.
- My jesteśmy dzisiaj w tym dobrym położeniu, że znamy fakty. Wtedy w 80, 81, 82 roku myśmy mogli się tylko domyślać, jakie są intencje, jakie jest tło, co się dzieje za kulisami polityki i stanu wojennego. Dziś my to wszystko wiemy w gruncie rzeczy. Wiemy, że Jaruzelski nie miał zamiaru ratować Polski, że rozpaczliwie wzywał Sowietów do pomocy, a oni mu odmówili, że chciał za wszelką cenę zdusić Solidarność.
- Tutaj na rondzie stały stali żołnierze, zomowcy, koksowniki. Stał chyba jakiś wóz opancerzony, a my z kilkunastoma osobami zupełnie obcymi poszliśmy w stronę Mokotowskiej, do siedziby regionu Mazowsze, żeby się czegoś dowiedzieć, bo tylko tam mogliśmy oczekiwać jakichś informacji.
- Stał tutaj kordon milicji. Ja nie pamiętam, czy zomowcy stali tu, czy stali tam na chodniku, ale na pewno odgradzał nas kordon zomowców od tego miejsca. Gromadzili się tutaj ludzie. Te bramy były pootwierane, one były przechodnie, więc ludzie przechodzili jakoś przez bramy. W pewnym momencie zomowcy pałami zaczęli nas przeganiać w stronę Placu Zbawiciela, jadąc koło kina Moskwa. Robiliśmy z okien tramwaju zdjęcie właśnie tych skotów z tym afiszem Czas Apokalipsy. Żołnierze nas niestety zauważyli i zatrzymano ruch na Puławskiej. I gdzieś tu nas z tego tramwaju wywleczono. Moim problemem wtedy było to, że ja tego dnia miałem ewakuować z domu wszystkie fotograficzne moje rzeczy, jakieś negatywy i inne rzeczy. Ja miałem przy sobie szpulki z 13 grudnia, 14 i tak dalej. I z tym wszystkim mnie złapano, więc jak nas złapano, to ja prześwietliłem filmy, żeby milicja nie miała dowodów rzeczowych. Co my fotografowaliśmy? Zostałem aresztowany. Po 48 godzinach miałem rozprawę i przed kolegium i dostałem 3 miesiące aresztu w zamian za jakąś monstrualną grzywnę. Było tam wielu ludzi, którzy byli zatrzymani podczas spaceru z psem, na przykład bez żadnych dokumentów, którzy też byli skazywani przez te kolegia do spraw wykroczeń, też na trzymiesięczne więzienie. I oni musieli pójść do więzienia, bo nikt nie wiedział, gdzie oni są. Nikt nie mógł za nich zapłacić.
- Moje przekonanie wtedy, że to jest jakiś koniec, że to jest jakiś przełom, było bardzo silne. I co ciekawe, zastanawiałem się absolutnie na serio. Miałem 20 lat, czy trzeba będzie umrzeć. Potem ten nastrój, taki właśnie końca jakiegoś jakiejś katastrofy wielkiej, zwiększył się niewątpliwie wraz z trupami w kopalni Wujek, prawda? Parę dni później.
- Skoro komuniści walczą z narodem. No to się temu przeciwstawić. Wydaje się, że to był jakby taki modus operandi tych młodocianych grup konspiracyjnych, które wyrastały po 13 grudnia.
- Gdzieś około może końcówki stycznia narodził się pomysł właściwie takiej deklaracji ideowej tej naszej grupy. Nazwaliśmy Ruchem Młodzieży Niepodległej.
- Dla osób pewnie takich jak ja, czy z tego środowiska mojego to internowanie to był taki rodzaj troszkę oczekiwanej konsekwencji.
- W tej sali lekcyjnej 26 lutego 1982 roku mieliśmy dwie kolejne lekcje języka francuskiego. Po kilku minutach od dzwonka na lekcję wszedł dyrektor szkoły wraz z nieznanym mi drugim człowiekiem, jak się okazało funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa. Odprowadzono mnie do samochodu milicyjnego, a stamtąd na Komendę Miejską w Bytomiu.
- Moment zatrzymania i przesłuchania w gmachu Służby Bezpieczeństwa zdeterminował moją postawę, dlatego że funkcjonariusze byli szalenie agresywni. Zostałem pobity. Jeden z nich przyłożył mi pistolet do głowy i powiedział, że może mnie zastrzelić. Wywarło to na mnie wrażenie takie, że mówię "Jak pan chce mnie zastrzelić, to proszę odciągnąć bezpiecznik".
- A potem oni mi zaczęli dyktować. I to był tekst ewidentnie jakiejś takiej lojalki, że napisze pani, podpisze pani, tylko od razu pani wychodzi. I pomyślałam sobie jak oni ojcu to pokażą, to on się załamie. No i tak siedziałam i właśnie ręce mi się trzęsły. "No to niech pani podpisze" powiedziałam "ale nie podpiszę". Pomyślałam może mi się ręce trzęsą i może zębami szczekam, ale ja ci tak nie zrobię tego, co ty chcesz, to po prostu nie jesteś w stanie mnie do tego zmusić.
- Na zasadzie art. 42 dekretu z dnia 12 grudnia 1991 r. o ochronie bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego w czasie obowiązywania stanu wojennego postanawia się internować obywatela Schneider Andrzeja. Decyzja o internowaniu tak naprawdę znaczyła niewiele w całym tym kontekście. Zresztą moi towarzysze spod celi bardzo szybko mi wytłumaczyli, w czym rzecz, że to oznacza, że mogę to miejsce opuścić za dzień, za tydzień, a może za pół roku.
- Następnie taka osoba była przewożona do zakładu karnego, który zmienił nazwę na ośrodek odosobnienia. To też było takie propagandowe zagranie, że ośrodek odosobnienia zawsze lepiej brzmi niż więzienie, niż zakład karny, niż obóz.
- Nikt nam nie powiedział, dokąd jedziemy. Było ciemno, nie było nic widać. Atmosfera grozy. Po drodze zatrzymano się i kazano nam wysiadać. Myśmy stali skuci przy drodze twarzami do tego lasu i nie wiedzieliśmy, co się za chwilę stanie. Zaczęliśmy się modlić. Był z nami ksiądz i dzięki temu, że on zaintonował tę modlitwę, ja się poczułem taki bardziej przygotowany na to, co się stanie, to się stanie. Tak sobie mówiłem. Funkcjonariusze skończyli palić i "no to teraz się możecie odlać". Bo oni śmiali się, chichotali, wpędzili z powrotem do samochodu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Była pewna ulga, że trafiliśmy do pewnego miejsca, że nas nie wywiozą gdzieś dalej jakieś lasy czy wschód. Dużo ludzi się bało. Ja też nie wiedziałem. Jak zobaczyłem ten obiekt, to jest jakieś więzienie. Przynajmniej jakiś czas tu posiedzę. Może dadzą nam coś do jedzenia czy do picia, bo byliśmy cały czas pozbawieni tych wszystkich możliwości.
- Najostrzej, najmocniej i najciężej było w pierwszej połowie 1982 roku. Przez pierwsze tygodnie w tych ośrodkach odosobnienia panował klasyczny reżim, gdzie niedostosowanie się do jakichkolwiek poleceń obsługi służby więziennej bardzo często kończyło się klasycznymi, więziennymi karami. Często też ofiarami takich pobić padali ludzie młodzi studenci, uczniowie.
- Wyzwiska, popychanie, rzut na ścianę. Nie doszło do jakiegoś pobicia, ale była sytuacja dosyć stresująca. Nękanie polegało na tym, że uderzało się młotkiem, takim drewnianym po kratach. Bardzo często otwieranie drzwi, wchodzenie i robienie rewizji. Przeszedłem taką szybką szkołę życia, gdzie właściwie z młodego człowieka, który nie miał wielu obowiązków, nagle musiałem przeżyć.
- Na pewno przerażała mnie niewiadoma. To znaczy co potem? Bałem się, jak tę całą sytuację przyjmą rodzice. Moja mama wdarła się właściwie na któreś z wyższych pięter Komendy Wojewódzkiej w Katowicach. Próbował ją zatrzymać. Na to powiedziała "To mi po prostu powiedzcie, czy on żyje, czy go zabiliście?"
- To też się czasami pojawia we wspomnieniach młodych osób, że oni byli otaczani taką opieką ze strony starszych internowanych. No i ci starsi internowani się tymi osobami opiekowały, starały się im pomagać na różnych poziomach.
- Moja postawa była na tyle zdeterminowana, że znalazłem się nagle jako osoba bardzo młoda w gronie osób ogólnie znanych z gazet. Dużo się nauczyłem od nich pod kątem sposobu funkcjonowania w takim społeczeństwie zdeterminowanym przez komunistów. Społeczeństwo zamknięte, jak byśmy powiedzieli.
- Zostałem zatrzymany 26 lutego, a moi rodzice o miejscu swojego pobytu dowiedzieli się dopiero 11 marca. Pierwsze 3 dni to był pobyt w tzw. kabarynie, w jednym chyba z najpodlejszych pawilonów, w których przetrzymywano więźniów w tym zakładzie karnym z popsutą kanalizacją i zimną wodą.
- Panowała atmosfera totalnego, permanentnego braku intymności. W każdej takiej celi mieściła się toaleta, ale ona była ogrodzona takim niskim parawanem tylko.
- Pamiętam, jak strasznie myśmy potrzebowały chwili samotności. Tam były łazienki. Te łazienki były przedmiotem po prostu prawie że rezerwacji. Kto będzie dziś posiedzi sobie w łazience trochę.
- Sam ośrodek odosobnienia dla internowanych w Gębarzewie mieścił też cele izolacyjne, cele specjalnego przeznaczenia. Osoby, które były niepokorne, niepodporządkowały się tym zasadom miały nieprzyjemność trafić do takich celi. Ja trafiłem do takiej celi pojedynczej. Siedziało się tam samemu, to spędziłem w takiej celi dwa tygodnie w tamtejszym okresie, nie odzywając się do nikogo. Było to szczególnie uciążliwe. Uratował mnie wtedy sen, Bardzo piękne sny w tej celi. One pomagały mi przetrwać.
- Jedyna możliwość wyjścia na zewnątrz, przejścia po ziemi normalnej. To było do śmietnika z kubełkiem i w związku z tym też według kolejności każda miała tam swoją kolej, żeby z tym kubełkiem móc przejść do tego śmietnika. Te 30 metrów. I to była wielka przyjemność.
- Naprawdę. Ja myślałem, że moje życie tak będzie wyglądało, że to będzie od odsiadki do odsiadki, że ja się będę całe życie ukrywał. Jak później wyszedłem z więzienia, to moja była dziewczyna powiedziała mi "Ty siedziałeś, siedzisz i będziesz siedział. A ja nie chcę być z takim człowiekiem".
- Moje internowanie trwało niespełna miesiąc, do 22 marca 1982 roku.
- Łącznie siedziałam w internowaniu mniej więcej prawie 5 miesięcy.
- Wróciłem do szkoły od razu następnego dnia spotkałem się z radością z życzliwym przyjęciem i chodziłem po szkolnych korytarzach w aureoli bohatera. O tym, że byłem najmłodszym internowanym w stanie wojennym, dowiedziałem się dopiero w roku 2000. Natomiast do takiej działalności konspiracyjnej wróciłem już na dobre w okresie studiów.
- Już po wyjściu z więzienia w 80. latach. Ta gra się, zwłaszcza w moim przypadku, szła o emigrację.
- Do marca 82 roku komuniści wprost ogłosili akcję, że nie będą stwarzać żadnych przeszkód, żeby internowani czy działacz opozycji wyemigrowali. To w tej grupie też znaleźli się młodzi internowani. Natomiast oni stanowili bardzo niewielką część tych osób, które zdecydowały się na emigrację.
- Mogłem wyjechać, jak wielu moich kolegów, ale uznałem, że może moje działania zmienią coś tutaj.
- Im bardziej oni próbowali mnie do czegoś zmusić, tym bardziej ja byłem przekonany, że za Chiny stąd nie wyjadę, że nie wiem co. Po prostu. No i stanęło na moim.
- Dla 16 latka w 81 roku to było 40 lat od II wojny światowej. Dzisiaj, jak o tym rozmawiamy, to jest 40 lat od rewolucji Solidarności.
- To jest dla młodego pokolenia w tej chwili już jedna z historii. To jest taka sama historia jak AK, jak wrzesień 39 roku, jak Legiony. To wszystko należy już do historii.
- Dzisiejszy 16 latek jak rozmawia z kimś, kto zakładał Solidarność w zakładzie pracy, no to ma taką samą perspektywę jak 16 latek w 81 roku, który rozmawiał z kombatantem Armii Krajowej.
- Młodzi na początku nie chcą słuchać, ale potem z wiekiem przychodzi jednak ten moment, że jest taka potrzeba, żeby jednak się dowiadywać. Ja bardzo dużo czasu spędziłem z powstańcami warszawskimi. Jak mój dziadek umierał w 85 roku, powiedział "Życzę ci, żeby twoje wnuki doczekały wolnej Polski". Może się bardziej spodziewałem stanu wojennego niż później tego, co się stało w 89 roku.
- Okres sprzed transformacji sprzed wyborów Okrągłego Stołu i około transformacyjne to jest okres istnego wybuchu młodzieżowej opozycji.
- Demokracja! Demokracja! Demokracja!
- To internowanie nie stało się w gruncie rzeczy żadnym, żadną taką negatywną cezurą w moim życiu. To nie było coś, co mogło zmienić moje zdanie na rzeczywistość. Nie wiem, może jakby mnie tam katowali jakoś bardzo i chciałabym tego uniknąć. A poza tym to było, minęło. No.
- Stan wojenny i okres działalności opozycyjnej, który zakończył się w 1990 roku, zostawił trwały ślad u mnie. Z tego względu, że przez blisko dekadę działałem w warunkach nienormalnych. Moja małżonka zwróciła uwagę na moje nietypowe zachowania, które przejawiają się tym, że patrzyłem na numery rejestracyjne samochodów. Nagle zatrzymywałem się i patrzyłem w szybę w oknie, czy nikt za mną nie idzie. To nie były sytuacje normalne. Byłem dosyć agresywnym człowiekiem ze względu na dużą nerwowość funkcjonowania w tamtym okresie.
- Stan wojenny pozwala mi lepiej rozumieć, co przeżywają moi koledzy i przyjaciele na Białorusi. A oni mają gorzej jeszcze niż myśmy mieli wtedy ja bym powiedziała, bo chyba pod pewnymi względami to jest okrutniejsze reżim.
- Mój stan wojenny dla mnie to było coś, bez czego ja dzisiaj sobie nie wyobrażam życia. To było coś pięknego i uważam, że bez takich małych żuczków jak ja to być może dzisiaj nie mielibyśmy wolnej Polski.
- Ja na stan wojenny patrzę z perspektywy tylko i wyłącznie historyka. Urodziłem się w takim momencie, że nie mam prawa pamiętać tego, co się wówczas wydarzyło. To ułatwia z jednej strony pisanie o tym, ale z drugiej też czasami nie wszystko jest dla mnie takie oczywiste jak dla tych osób.
- Mam wrażenie, że ten czas zdeterminował moją postawę i cieszę się, że jako jeden z tych młodszych doczekałem wolnej Polski.
- Do dzisiaj hasło stan wojenny wywołuje we mnie złość. Te 40 lat spowodowało, że ja w mojej psychice wiele z tych trudnych emocji po prostu wyparłem, bo z tym chyba nie dałoby się żyć. Tamten czas przetrącił Polakom kręgosłup.
Dane o obiekcie
-
Nazwa / Tytuł
13 grudnia. Internowana młodość -
Twórca / Wytwórnia
Chołody, Lidia (scenariusz); Stremecki, Marek (scenariusz) -
Rodzaj
-
Kategoria
-
Zakres chronologiczny
-
Data wykonania
09/12/2021 -
Czas trwania
0h 25min 22sek -
Osoby występujące
-
Numer inwentarzowy
MHP-08-134 -
Klasyfikacja praw autorskich
-
Permalink
Opis
Zamiarem twórców stanu wojennego z gen. Jaruzelskim na czele było zdławienie „Solidarności” - wolnego, legalnego związku zawodowego, a w rzeczywistości wielomilionowego ruchu społecznego o charakterze antysystemowym. Najpierw internowano (aresztowano) osoby, które - według władz komunistycznych - były najbardziej niebezpieczne. Nazwiska wielu z nich skrupulatnie były gromadzone przez ponad rok, niektóre osoby trafiły do spisów przeznaczonych do zatrzymania niedługo przed ogłoszeniem stanu wojennego. Internowani zostali przywódcy krajowych i regionalnych władz „S”, wybijający się działacze, ludzie różnych zawodów na różnych szczeblach. Wśród internowanych znaleźli się przedstawiciele organizacji studenckich głównie NZS, zdarzali się licealiści i to niepełnoletni. W przygotowanym przez Muzeum Historii Polski dokumencie filmowym twórcy to im oddają głos, wówczas studentom i uczniom: Agnieszce Romaszewskiej, Janowi Rokicie, Krzysztofowi Stasiewskiemu, Jackowi Czarneckiemu oraz Andrzejowi Sznajderowi – uczniowi, najmłodszemu internowanemu w Polsce. Działali w różnych środowiskach i regionach Polski. Jednoczyła ich niezgoda na peerelowską rzeczywistość. Bohaterowie filmu mówią o swej działalności podczas tzw. "karnawału Solidarności”, wspominają ze szczegółami moment zatrzymania, strach pierwszych dni i godzin internowania, reakcje rodzin. Nasi rozmówcy po wyjściu z więzień nie zaprzestali opozycyjnej działalności, znów byli aresztowani. Różnie potoczyły się ich wybory życiowe, dla wielu były konsekwencją tych młodzieńczych postaw. Nasi bohaterowie starają się po 40 latach o refleksje na temat tamtego czasu. W filmie spotykamy ich w obecnych miejscach pracy i zamieszkania, z niektórymi wracamy do miejsc naznaczonych dramatyzmem i osobistymi przeżyciami. Ożywa historia.